4. Oferta

 



- O, widzę, że nasz przyjaciel się budzi. Jest już przytomny, doktorze?
- Prawie. Powinien już słyszeć to, co mówimy, chociaż jeszcze nie wszystko zapewne do niego dociera.. Ale to minie w ciągu minuty, no, dwóch najwyżej.
- Zatem pozwoli pan, że zacznę już mówić. Cóż, mój właśnie się budzący przyjacielu. Zapewne bardzo jesteś ciekawy swojej obecnej sytuacji. Otóż znajdujesz się w siedzibie korporacji Skynet Technologies, w metropolii o wdzięcznej nazwie: Veritium. Ja nazywam się Ted Darrce, i jestem kierownikiem sekcji operacyjnej. Jest ze mną Wassil Kremowsky, nasz naczelny lekarz i doskonały biolog.. Odpowiedzialny za wydostanie cię z pojemnika podtrzymującego i przywrócenie do życia.. niemalże. Czy mógłbyś teraz nam powiedzieć, jak się nazywasz?
- ... - cichy szept.
- Spokojnie, nie odzywałeś się od co najmniej tygodnia, możesz mieć małe trudności..
- ..ten..
- Możesz głośniej?
- Kraiten.. Mam na imię.. Kraiten - mężczyzna zakaszlał. - Miał pan rację, ledwo dobywam z siebie głos.. W każdym bądź razie.. Skoro już umiem mówić.. Dziękuję za odratowanie mnie.
- Och, to doprawdy nie moja zasługa. Gdybyś nie był tym kim jesteś, z pewnością nawet moja wiedza okazałaby się niewystarczająca, by cię odratować.
- Doktorze.
- Ach tak, przepraszam - doktor usiadł na krześle.
- "Był tym kim jesteś".. Co miał pan na myśli, doktorze..? - zapytał Kraiten. - I dlaczego czuję się, jakbym wisiał w powietrzu..?
- Może zacznę od drugiego pytania. Czujesz się tak, ponieważ faktycznie wisisz nad ziemią, w półpionowej pozycji, przywiązany do stołu. W tej pozycji najłatwiej nam było zaaplikować ci kroplówki. Kristin, możesz zdjąć panu opaskę z oczu? Ściemnijcie trochę światło, żeby go nie raziło, my możemy chwilę postać w półmroku.
  Dziewczyna, do tej pory opierająca się o ścianę w rogu pokoju, teraz podeszła do przełącznika. Nim go nacisnęła, raz jeszcze rozejrzała się po pomieszczeniu.
Nieduży stół, dzbanek z kawą, kilka kubków.. Doktor siedzący na krześle, jej wuj stojący naprzeciwko "pacjenta", jak lubili z doktorem nazywać nieoczekiwanego gościa podczas badań trwających niemal cały ubiegły tydzień.. Ochroniarz przy drzwiach, trochę migającej światełkami aparatury komputerowej.. Kroplówki, kilka kabli.. i sam Kraiten. Jeśli faktycznie tak się nazywał. Ułożony na stole z podnoszonym blatem, stopy oparte miał o specjalną podpórkę, powyżej kostek zaś i nadgarstków stalowe klamry przytrzymywały jego wysportowane ciało. Przez ten tydzień, gdy przeprowadzano na nim różne testy, Kristin nie raz miała okazję mu się przyglądać. Wysoki, atletycznie zbudowany, a jednak szczupły, gibki, nie zaś nabity mięśniami jak większość pracujących w Skytechu ochroniarzy. Przystojny, o delikatnych rysach, jedynie jego kości policzkowe były wyraźnie zaznaczone.. Miał ciemne, gęste włosy, z tyłu sięgające ramion, z przodu zakończone grzywką, zakrywającą całe czoło i opadającą na oczy.. Z pewnością od dłuższego czasu nie odwiedzał żadnego fryzjera. W sumie dziwne, że doktor, nalegający na regularne golenie "pacjenta", nie pomyślał o obcięciu mu włosów. Heh, to śmieszne - skarciła się Kristin. Znowu myślę o jego włosach. Jakbym nie miała o czym myśleć.
- Kristin?
- Już, wujku - odpowiedziała, i ściemniła światła. Następnie podeszła do Kraitena i zdjęła mu z oczu opaskę, po czym odsunęła się znowu pod ścianę.
- Tak lepiej? - zapytał z uśmiechem Darrce.
- Zdecydowanie - odpowiedział Kraiten. - Pod drzwiami to zapewne kelner, rozpoznaje po strzelbie wiszącej na jego plecach. A to kto? - zapytał, wskazując niezdarnie brodą stojącą pod ścianą dziewczynę. Doktor, wąsacz i dziewczyna. Cała trójka, którą widział przez szybę zbiornika.. a więc to nie był sen.
- Moja bratanica, Kristin. A także dowódca jednej z naszych drużyn operacyjnych.
- Aha. Ładną ma pupę - skomentował Kraiten, co Darrce skwitował szerokim uśmiechem. - Kierownik sekcji operacyjnej, drużyny operacyjne.. Jest tu wprawdzie pan doktor, ale chyba nie operacjami szpitalnymi się zajmujecie..?
- Nie, faktycznie nie szpitalnymi - uśmiechnął się ponownie Darrce. - Świadczmy usługi ochroniarskie. Płatna, prywatna policja. Różne zlecenia, praca w terenie.
- Uhm. Wracamy do pytania, co znaczą słowa "gdybyś nie był kim jesteś"..
- Ach tak. Możesz sprowadzić tu Dana z sekcji inżynierów? - poprosił Darrce ochroniarza. Ten posłusznie wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. - Doktor miał na myśli fakt, iż twoje rany goją się z niebywałą prędkością. Także to, iż potrafisz obudzić się z uścisku samej śmierci. Innymi słowy wiemy, że nie jesteś człowiekiem.
- ..
- Skąd wiemy? Dan, jeden z naszych najlepszych inżynierów-wynalazców, należy do podobnej.. hm, rasy? Podobnego gatunku? No, nazwijmy to podobną odmianą ludzi. Jest więc taki sam jak ty, i wyczuł to podobieństwo, kiedy montował aparaturę w sali reanimacji. Ale, to jeszcze nie koniec. Wiemy dużo więcej.
- Tak?
- Tak. Poddaliśmy cię kilku badaniom. Mamy na przykład taką śliczną maszynę do badania potencjalnej siły naszych pracowników. W stanie lekkiej hipnozy oraz niewielkiego pobudzania mózgu elektrodami, powoli opuszczamy na delikwenta dość znaczny ciężar. Na wpół świadomy człowiek zaczyna stawiać opór.. a komputer analizuje wyniki. Określamy w ten sposób siłę udźwigu i sprawność mięśni. I tutaj kolejna niespodzianka. Sądząc po ciężarze, jaki uniosłeś, powinieneś być.. hm, cyborgiem, albo czymś takim.. Ale nie masz w sobie ani odrobiny metalu. Dan nie posiada tak nadzwyczajnej siły, przypuszczam więc, że to jakaś twoja specyficzna cecha.
- ..wiecie o mnie trochę za dużo. I co teraz..?
- Teraz, mój drogi.. trzecia, równie ważna rzecz. Znaleziono cię w samolocie, którego pochodzenie i producent są nieznani. Niemożliwi do ustalenia. Twoich odcisków palców, wzoru kodu DNS czy siatkówki oka nie ma w żadnym spisie ani wykazie. Ani w kartotekach szpitalnych, ani policyjnych, ani kościelnych. Ty, mój drogi, nie istniejesz. Nie ma cię. A jednak.. my ciebie mamy. Tutaj, w naszej siedzibie. I zdołaliśmy już ustalić, że jesteś dużo ciekawszym materiałem od przeciętnego osiłka, z rodzaju tych, którzy przychodzą do nas do pracy. Wniosek jest prosty. Będziesz pracował dla Skynet Technologies, Kraiten. Będziesz pracował dla mnie.
- Ach tak..
- Tak, właśnie tak. Czujesz lekkie uwieranie w okolicach szyi?
- Uhm..
- To nasz sposób na zapewnienie sobie twojej współpracy. Doktorze? - Darrce usiadł na krześle i sięgnął po kubek z kawą, doktor tymczasem wstał i zbliżył się do Kraitena.
- To na twojej szyi - zaczął - to obroża. Nie, nie taka z numerem telefonu domowego, gdybyś się zgubił na mieście. To pomysł ze starych filmów, popularnych pod koniec dwudziestego wieku - eksplodująca obroża. Nasza jest bardzo trwała, odporna na uszkodzenia mechaniczne i nie tylko. Ma wbudowany przekaźnik radiowy, dzięki któremu może służyć jako osobisty radiokomunikator. Ma także mikrochip, pozwalający nam zdetonować obrożę nawet z dość znacznej odległości. Próba buntu, czy też dezercji.. Sygnał z centrali, bum, tracisz głowę. Tak przy okazji, Dan powiedział nam, że mógłbyś przeżyć taki wybuch, chociaż długo byś po tym dochodził do siebie. Zamontował więc coś, co, jak powiedział, nawet ciebie momentalnie wykończy. Jak widzisz, nie żartujemy.
- Ha. I tyle zachodu z powodu mojej skromnej osoby?
- Nie.. Nie ma tak dobrze - odparł Darrce. - Przygotowaliśmy to jako urządzenie kontrolujące nowych rekrutów, którzy to zrekrutowani zostali z więzień, w których odbywali kary. Za napady, włamania, zabójstwa. Wkrótce zakończy się proces ich szkolenia, i zostaną podzieleni na nieduże oddziały operacyjne. Wszyscy będą nosili takie stylowe naszyjniki jak i ty, także szybko powinieneś przywyknąć.
- Innymi słowy wymyśliliście sobie, że zrobicie ze mnie niewolnika.
- Hmm.. Nie, to nie tak. Owi przestępcy mają pewną pulę punktów. Za każdą dobrze przeprowadzoną operację, jak i jako formę nagradzania za dobre sprawowanie, odejmowane im będą od tej puli punkty. Kiedy dojdą do zera.. Odzyskają wolność i pełnię praw obywatelskich. U nas mają szansę dużo szybciej stać się wolnymi ludźmi niż w więzieniach.
- Tak? Może nie zauważyliście, ważniaki, ale ja nie jestem przestępcą - głos Kraitena, wciąż lekko zachrypnięty, przeszedł nagle w gardłowy pomruk, przypominający odgłos nadciągającej w oddali burzy.. - Nie wzięliście mnie z więzienia, nie mam kary do odsłużenia.. Po prostu zakuliście mnie w łańcuchy i oczekujecie posłuszeństwa..
- Ocaliliśmy ci życie. W zamian popracujesz dla nas trochę. Ot, i wszystko.
- ..Zrobiłbym to.. gdybyście po prostu.. poprosili - wycedził przez zęby, kładąc nacisk na ostatnie słowo. - Nie jestem niczyim niewolnikiem!
- Widzisz? Znamy się tak niedługo, a ty już przejawiasz oznaki buntu. Nie, Kraitenie. Rozegramy to na naszych zasadach, a ty się dostosujesz. Jesteś zbyt wartościowy, by tak po prostu pozwolić ci zniknąć. No i, jak już mówiłem, ty nie istniejesz. Nikt się nie będzie o ciebie upominał.
- Jaką mam pule punktów? Ile osób będę musiał zabić byście się ode mnie odpierdzielili?
- Zabijać będziesz tylko tych, których ci wskażemy. A co do punktów.. Nie wiem. Zobaczymy. Na razie nie masz co sobie tym zawracać głowy. No nic, idziemy na podwieczorek, a ty przemyśl na spokojnie całą sprawę. Oczekuję większej chęci do współpracy kiedy przyjdziemy tu wieczorem - Darrce wstał, dopił kawę, uśmiechnął się w kierunku Kraitena i.. zamarł. Napotkał lodowate spojrzenie, niemal poczuł emanującą od swojego "pacjenta" nienawiść, dostrzegł zapalający się w jego oczach czerwony ogień, którego blask zalał szkarłatem pogrążony w półmroku pokój, a dokuczliwy chłód towarzyszący temu blaskowi dotarł do nóg Darrcego, i zaczął piąć się w górę, wzdłuż ud, do pasa, ścisnął żołądek, wyciągnął swe szpony w stronę serca i..
- Panie Darrce?
- ..
- Panie Darrce!
- ..? Co.. co.. Tak? Doktorze?
- Idziemy?
- Oczywiście.. - Darrce otrząsnął się z dziwnego transu. W pokoju było tak samo ciemno jak i przedtem, nie dostrzegł ani śladu szkarłatnego blasku, zniknął gdzieś dokuczliwy chłód.. i tylko Kraiten, z pałającym nagłą nienawiścią spojrzeniem wciąż był na miejscu, przykuty do blatu stołu, wiszący kilka centymetrów nad ziemią.. - Chodźmy - powiedział Darrce do swoich towarzyszy i ruszył w stronę drzwi, odganiając od siebie wspomnienie dziwnej halucynacji.


  Wszyscy wyszli. Kraiten pozostał sam.. ale nim zamknęły się drzwi, dostrzegł stojących na korytarzu strażników. Widział bacznie obserwującego go obiektywy kamer, wyobraził sobie grupę ludzi obserwujących z małego pomieszczenia każdy jego ruch na olbrzymich monitorach.. Znów stał się niewolnikiem.
  Ale teraz.. przynajmniej.. był sam.

 

 

 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__