|
|
5. Dan
- Cześć. Jak tam nasz
pacjent?
- Spokojny, proszę pana. W Kontrolce mówią że tkwi bez ruchu od dobrych
kilku godzin.. Chociaż na samym początku sprawdzał wytrzymałość klamr.
- Ha! A któż z nas by nie próbował..? No dobrze, otwórzcie drzwi, pójdę
z nim pogadać.
Drzwi uchyliły się, a po chwili zamknęły. W pomieszczeniu rozległ się
odgłos kroków, następnie zaś nastała cisza.
- Dzień dobry, Kraiten.
Dopiero teraz przykuty do stołu otworzył oczy. Stojący przed
nim był wysokim, postawnym mężczyzną, i chociaż młodość dawno już miał
za sobą, czuć było bijącą od niego witalność i energię. Siwe włosy, podtrzymywane
nieco przybrudzoną opaską, opadały mu na ramiona, twarz zaś zdobiła krótko
przystrzyżona siwa bródka i takież wąsy.
- Cześć, Dan - Kraiten pociągnął nosem. Dan pachniał olejem napędowym
i kilkoma innymi świństwami. Zapewne przyszedł prosto z warsztatu.. czy
gdzie tam pracował.
- O, wiesz kim jestem?
- Tak.. Chyba, że co trzecia pracująca tu osoba nie jest człowiekiem.
- Nie nie, na szczęście nie jest tak źle - Dan uśmiechnął się wesoło.
- A poza tym dlaczego "nie jest człowiekiem"? Przecież jesteśmy
ludźmi. Tylko trudniej nas zabić.
- Cytowałem twojego szefa.. Darrnego?
- Darrcego. Pewnie by się wkurzył słysząc, jak przekręcasz jego nazwisko.
Nie raz już wspominał, że to bardzo stare i szlachetne nazwisko, a w jego
żyłach płynie błękitna krew - Dan uśmiechnął się ponownie i usiadł na
stojącym nieopodal krześle.
- Przestanie płynąć, gdy wykombinuje jak pozbyć się tej cholernej kolczatki.
- Ooo.. Tego bym nie radził robić. Widzisz, normalnie obroża eksploduje
i urywa ci głowę. Twoja jest jednak specjalna. Jeśli coś się stanie, twoja
głowa zostanie odcięta.. I będziesz tak samo nieżywy jak każdy człowiek
bez głowy.
- Heh.. To rozsądne tak sobie o tym rozmawiać w bezustannie monitorowanym
pokoju?
- W tej chwili nasza rozmowa nie jest nagrywana. Zadbałem o to. A kamery
są tak ustawione że nie sposób będzie odczytać czegokolwiek z ruchu ust.
- Aha.. Tyle zachodu.. Czyżbyś czegoś chciał?
- Porozmawiać. Ostatni raz podobnego sobie człowieka spotkałem wiele..
naprawdę wiele lat temu.
- Więc to ciekawość.. Szkoda. Myślałem że zechcesz mnie uwolnić i pomóc
w sprawdzeniu koloru krwi twojego szefa.
- Nie. Pracuje dla niego już bardzo długo.. I cenię sobie tę współpracę.
Mam zamiar pozostać mu lojalnym. Ale dlaczego ty go tak nie lubisz?
- Dlatego, że zamiast mnie poprosić o pomoc, zmusza mnie do posłuszeństwa.
Zakuł mnie w łańcuchy, założył bombę na głowę, zagroził, że mnie zabije
w razie jakiegokolwiek nieposłuszeństwa i szczęśliwy poszedł na podwieczorek.
Nie dziw się więc, że nie jestem jakoś pod wrażeniem jego wspaniałej osobowości
i szlacheckiego pochodzenia.
- .. Hm. No fakt, nie popieram tego co z tobą zrobił. Ale on taki jest..
zbyt dumny, by prosić. Trafiłeś mu się niczym rybka złowiona na wędkę..
i nie zamierza cię pytać, czy aby chcesz być usmażony i zjedzony na kolacje.
- Ech. Chyba jestem w sytuacji bez wyjścia..
- O tak, właśnie. Trochę spokojniej, nie trać głowy - Dan wyszczerzył
zęby w uśmiechu.
- Bardzo zabawne.
- Rozchmurz się.. Skytech nie jest zły. Wręcz przeciwnie, jest świetnym
miejscem. Wykonuje kupę dobrej roboty, zarabia niezłe pieniądze i potrafi
dbać o swoich pracowników. Słyszałeś już o więźniach, przerabianych na
oddziały operacyjne? Dostali czteroosobowe pokoje, z własną łazienką,
prysznicem. Świeże ciuchy. Dobre jedzenie. Będą także dostawali niezłe
pieniądze za nadstawianie swoich karków, a na dodatek niektórzy z nich,
zamiast kilkunastu lat w więzieniu, spędzą tutaj lat kilka.. i staną się
wolnymi ludźmi. Wtedy zapewne zostanie im zaproponowana normalna praca
tutaj, na nieco lepszych warunkach.
- Taaaak.. więźniowie. Cały czas mnie do nich porównujecie..
- Bo tak jest najłatwiej. Będziesz miał podobne do nich prawa i obowiązki.
Też będziesz dostawał wypłatę. A kiedy odpracujesz swój limit punktów,
dostaniesz na własność tożsamość, która właśnie jest ci przygotowywana.
Ciężko żyć będąc człowiekiem, który nie istnieje, nie sądzisz?
- "Odpracujesz." Kiedy? Jaki mam limit..?
- Nie pamiętam dokładnej liczby.. Zresztą tobie i tak niewiele by ona
powiedziała. Ale w kilka lat możesz spokojnie zejść do zera. Jeśli.. jeśli
nie będziesz podpadał. Za cięższe przewinienia zostaną ci dołożone punkty.
- Punkty? Sądziłem, że zdetonują obrożę.
- Nie.. Bez przesady - kolejny rozbrajający uśmiech Dana. - To legalnie
działająca korporacja, normalni ludzie, a nie krwiożerczy fanatycy. Nikt
tutaj niczego nie zdetonuje ot tak, dla zabawy. Na razie.. eksplodowało
sześć obroży. Pięć testowych, w ramach pokazu. Jedna na karku więźnia,
który usiłował uciec podczas przewożenia ich do naszego obozu treningowego.
W sumie także pokazowo.
- Aha.
- Uspokoiłem cię trochę?
- Tylko trochę. No ale cóż. Skoro nie mam wyboru, to moglibyście dać mi
szansę, bym zaczął już zbierać te cholerne punkty.
- Cieszę się, że tak mówisz. Mój czujnik pokazuje, że mówiłeś całkiem
szczerze, ani razu nie skłamałeś.. Zapewne zostaniesz uwolniony i wcielony
do służby jak tylko przekażę wyniki tej rozmowy panu Darrcemu.
- Czujnik, tak..? Fajnie..
- Oj, nie krzyw się tak.. Musieliśmy jakoś sprawdzić, czy jesteś już gotów
zaakceptować warunki umowy. No nic, pójdę już.. Aha. Kraiten?
- Tak?
- Bądź miły dla Kristin. Nad wyraz miły. Ochroniarz, który wtedy był w
pokoju, rozpowiedział w jakiż to miły sposób skwitowałeś jej osobę.. I
chyba się strasznie wściekła kiedy pracownicy zaczęli sobie tę historyjkę
powtarzać - Dan znowu uśmiechnął się sympatycznie i Kraiten musiał przyznać,
że jego figlarny, szczery uśmiech działa dość uspokajająco. - Także może
chcieć ci podziękować za tę opinię.. A złośliwa z niej kobieta.
- Heh.. Dzięki za ostrzeżenie.
- Na razie, Kraiten - pożegnał go Dan i wyszedł chwilę później, nie doczekawszy
się odpowiedzi. Gdy znowu pozostawiono go samemu sobie, Kraiten zamknął
oczy i pogrążył się w wirze własnych myśli.. Nie miał jak się wyrwać.
Nie było sensu rzucać się jak ryba wyciągnięta z wody.. hm.. znowu ta
ryba? Jego największy atut.. o którym nie mogli mieć pojęcia.. dopiero
budził się ze snu.. Kraiten czuł, że jego towarzysz jest w opłakanym stanie..
że potrzebuje sporo czasu na regenerację. Musiał więc wytrzymać z tą obrożą
na szyi dopóki nie będzie możliwości pozbycia się drażniącej go ozdoby.
|
|