|
|
6. Początek współpracy
- Masz, załóż to.
- O.. Ubranko. Nasyciliście już oczy widokiem mojej nagiej osoby?
- Zupełnie jakby było na co patrzeć.
- Skoro nie było, to dlaczego czekałaś tak długo zanim przyniosłaś mi
jakieś ciuchy?
- Och, po co ja w ogóle z tobą rozmawiam? - Kristin uniosła małego pilota
i wymierzyła wiązkę podczerwieni w kontrolkę nad stołem, do którego przykuty
był Kraiten. - Mam nadzieję, że jesteś na tyle sprytny, żeby grzecznie
się zachowywać i nie sprawiać kłopotów?
- Nie.. Obawiam się, że AŻ TAK sprytny nie jestem. Ale, na pocieszenie
przypomnę, że kilka chwil po tym jak skręcę ci kark moja głowa zostanie
odseparowana od reszty mojego uroczego ciała dzięki tej piekielnej obroży.
Teraz, skoro już wiesz, że zostaniesz pomszczona, mogłabyś mnie uwolnić?
Chwila wahania. Następnie kciuk naciskający przycisk i metalowe klamry
rozwierają się.. i Kraiten jest..
- Nareszcie wolny. Uff.. Ileż można leżeć przywiązanym do tak twardego
łóżka?
- Jak na mój gust, to leżałeś tu za krótko. O wiele za krótko.
- He he.. Czyżbyś wciąż wściekała się o tę pupę? ..Słyszałem, że pracownicy
już przestali powtarzać sobie tę historyjkę..?
- Kto ci powiedział?!
- I czemu się wściekasz? Wy mnie podsłuchiwaliście przez kilka dni, dlaczego
ja nie mógłbym popodsłuchiwać was? - bezczelny uśmiech zagościł na twarzy
Kraitena, doprowadzając Kristin niemal do furii.
- Odwdzięczę ci się za tę pupę jak tylko zawitasz na placu treningowym!
Trzy dni leżałeś, to teraz przez tydzień będziesz bezustannie biegał!
- Hm. Myślałem, że raczej zaprosisz mnie na kolacje w podzięce. W końcu
dzięki mnie wszyscy o tobie mówili.
- Długo jeszcze będziesz tak paradował? Może byś się w końcu ubrał?!
- Chwilkę. Usiłuje rozruszać mięśnie po tym przymusowym urlopie.. Wiesz,
masz racje. Poniekąd. Może przydać mi się trochę zabawy na tym twoim placu
treningowym..
- Będziesz jej miał aż nadto. Ubieraj się, poczekam na zewnątrz. Dość
już mam patrzenia na ciebie - odparła Kristin przez zaciśnięte zęby i
wyszła. Kolejny błąd - pomyślał Kraiten. Gdyby nie ta przeklęta obroża,
właśnie dałabyś mi szansę ucieczki stąd.. No tak. "Gdyby nie"
- ale jest, i nigdzie nie ucieknę. Na razie..
Ubrał się szybko w przyniesione rzeczy - dość dobrze dopasowane, co go
nie zdziwiło, mieli przecież wiele czasu by go zmierzyć - trochę sztywne
i pachnące sklepową świeżością. Przynajmniej kupili mu nowe, a nie dali
jakiś okrwawionych szmat..
Nagle wyczuł delikatne mrowienie w końcowej części kręgosłupa. Jego towarzysz
budził się, wracał bardzo szybko do zdrowia, korzystając z regeneracyjnych
właściwości Kraitena.. Jeszcze trochę.. i obroża przestanie być problemem..
Chciał już zapukać w metalowe drzwi - których, ze względu na charakter
pomieszczenia, nie dało się otworzyć od wewnątrz, z powodu braku jakiejkolwiek
klamki czy przełącznika - kiedy poczuł coś dziwnego i zastygł w bezruchu..
Dopiero po chwili dotarło do niego, że wyczuwa opartą o drzwi osobę, stojącą
po ich drugiej stronie. Uśmiechnął się, wesoły - jego towarzysz faktycznie
był już w coraz to lepszej formie i chociaż jego zmysły wciąż dalekie
były temu, co Kraiten pamiętał, to jednak już zaczynały działać. Bardzo
dobry znak. Tymczasem..
Kraiten miał dużo czasu na obserwowanie kamer w "swoim" pokoju.
Jedyna, która filmowała drzwi, poruszała się bezustannie, obserwując raz
wejście, a raz wnętrze pomieszczenia. Szybkie zerknięcie upewniło go,
iż kamera nie jest nakierowana chwilowo na drzwi, postanowił więc zabawić
się trochę kosztem opierającego się o drzwi. Czy też, jak miał nadzieje
- opierającej się.
Przyłożył dłoń do metalowej powierzchni i przymknął oczy. Długo znajdował
się w śpiączce.. ale pewnych rzeczy.. jak pływania.. czy chodzenia.. nigdy
się nie zapomina. Ponoć. Poczuł znajomy elektryczny impuls przebiegający
jego ciało i przechodzący przez dłoń, i odsunął się szybko od drzwi -
te zaś rozsunęły się z sykiem.
- Uaaaaaa?!!! - Kristin z okrzykiem zaskoczenia wpadła do pokoju, usiłując
odzyskać równowagę, ale nagłe otworzenie się drzwi było dla niej zbyt
dużym zaskoczeniem - jedyne co mogła zrobić to podeprzeć się rękoma gdy
upadła na ziemię.
- Ups? Hm. W każdym bądź razie ja już jestem gotów, jak tylko przestaniesz
tarzać się po podłodze, to możemy iść - zakomunikował Kraiten z poważną
miną i wyszedł z pokoju. Kristin zerwała się wściekle i ruszyła za nim,
po drodze obdarzając lodowatym spojrzeniem wartowników:
- Jedno słowo o tym KOMUKOLWIEK, a zadbam o to, byście już więcej tu nie
musieli przychodzić do pracy, zrozumiano?!
Kraitena dogoniła w korytarzu, gdy stanął w oszklonym przejściu i z zaskoczeniem
wpatrzył się w znajdujące się czterdzieści pięter niżej budynki i ulice.
- Nie mam pojęcia co się stało, te drzwi nie miały prawa otworzyć się
bez wprowadzenia kodu.. - zaczęła, Kraiten jednak wydawał się jej nie
słuchać.
- Ależ widok - stwierdził po dłuższej chwili.
- ..? Ach, tak.. Wysokość robi wrażenie, to fakt.
- Nie, nie wysokość. Miasto tam, w dole.. Szkło, plastik, harmonia.. Wygląda
na bardzo czyste i zadbane.
- ..Tak.. Tutaj tak. To jest centrum miasta.. Żyją tu dość zamożni obywatele,
musi więc być tak, jak jest. Ale są też miejsca dużo gorsze. Zniszczone.
Zamieszkane przez dużo biedniejszych ludzi.. sklepikarzy, robotników..
Na przedmieściach jest najgorzej. Policja tam nie zagląda, ludzie robią
co chcą, a że niewiele mają, to zwykle chcą zabrać to innym.. Strzelaniny,
bójki, pobicia.. Oto ich codzienność.
- Bogaci i biedni. Wy oczywiście służycie tym zamożniejszym?
- Nie jesteśmy policją ani zbawicielami świata, tylko korporacją. Zarabiamy
na ochronie, pracujemy więc dla tych, którzy potrafią zapłacić. Samo życie.
- Tak.. Życie. Słuchaj, mam pytanie. Dlaczego twój wuj tak beztrosko zadecydował
o włączeniu mnie do swojego biznesu? Przecież mógłbym być szpiegiem konkurencji,
agentem rządowym, kimkolwiek..
- Och.. nie doceniasz go - uśmiechnęła się Kristin. - Mój wuj z pewnością
nie jest człowiekiem stawiającym na ślepego konia. Sprawdzili cię dokładnie.
Jak już mówił, rzadko spotyka się osoby, o których agencje bądź korporacje
nie miałyby jakichkolwiek danych. Każdemu dziecku daje się szczepionkę
Vibrocardiaminy. Bez niej, właściwie nie ma szans na przeżycie. Nawet
nomadzi przyjeżdżają do miast zaszczepić swoje dzieci. Wtedy, przy okazji,
wzór ich DNA zapisuje się w banku danych. Mało kto ma dostęp do tych informacji,
ale Skytech ma zarówno fundusze, jak i poparcie zarządu, więc..
- Więc wy macie. Czy to nie prowadzi do wniosku, iż moje dane zostały
celowo wymazane?
- Być może. Poddano cię także przesłuchaniu. Hipnoza, serum prawdy.. Trochę
się tobą bawili. To chyba wtedy profesor zauważył, iż twój organizm bardzo
szybko zwalcza serum.. i że nie poddajesz się w pełni jego działaniu.
I wuj kazał sprowadzić Dana.
- Mi to nadal wygląda na podstawianie wam szpiega. Jak na razie facet
nie istnieje i stawia opór przy próbach grzebania w jego mózgu. Ideał.
- ..Później zadawano ci różne pytania. Dziwnie na nie odpowiadałeś.. Byłam
na pierwszej sesji..
- Dziwnie?
- No.. jakby to opisać? Dziecinnie. Najprostsze odpowiedzi, tak albo nie.
Na niektóre pytania w ogóle nie odpowiadałeś, i wybudzałeś się z hipnozy.
Specjaliści dostawali przy tobie szału - Kristin uśmiechnęła się na wspomnienie
sesji.. - Na przykład: "Jesteś pracownikiem jakiejś korporacji?"
- twoja odpowiedź: "nie". "Skąd jesteś?" - brak odpowiedzi.
"Jak się nazywasz?" - "Kraiten". A właśnie. Wujowi
się spodobało że tak samo odpowiadałeś będąc przytomnym, jak i pod wpływem
środków.
- Hm. To nadal niczego nie dowodzi.
- A no nie. Ale wuj kazał także zadać ci pytania hipotetyczne. Test osobowości.
Wiesz.. "Widzisz płonący budynek, w środku dostrzegasz przywiązanego
do ściany psa. Wiesz, że wchodząc do budynku ryzykujesz poważne poparzenia..
Czy mimo to spróbowałbyś uratować psa?" Dzięki temu ustalili, że
w żadnym wypadku nie jesteś typem samobójcy. I wuj postanowił, że nawet
jeśli to ktoś cię przysłał, to lepiej będzie wykorzystać cię na razie
dla dobra korporacji, i ewentualnie poczekać aż ktoś się po ciebie zgłosi.
- Aha.. No tak, a obroża umożliwiła mu bezpieczne wcielenie mnie do swojej
firmy.. Wie, że nie lubię, jak mi się urywa głowę.
- Właśnie.
- Z czystej ciekawości: co odpowiedziałem przy pytaniu o psa i płonący
dom?
- "A jak duży jest ten pies?"
- He he.. nie cierpię małych, piskliwych kundelków.. Zwłaszcza na smyczy
trzymanej przez skrajnie grubą i brzydką kobietę - Kraiten uśmiechnął
się i ruszył przed siebie.
- Co?! Chyba żartujesz,
wujku! Nie ma mowy!
- Kristin. Nie powinnaś zwracać się tak do swojego przełożonego.
- ..tak? Więc może w ten sposób: Nie, panie Darrce, nie zgadzam się na
odebranie mi mojego oddziału i oddanie pod moją komendę zbieraniny niewyszkolonych
przestępców!
Kraiten, stojący w kącie pokoju, uśmiechnął się niezauważalnie,
udając cały czas, iż z zaciekawieniem ogląda dyplomy i certyfikaty firmy.
Darrce, siedzący w fotelu za biurkiem, strząsnął popiół z papierosa i
zapytał, celując palcem wskazującym w stojącą po drugiej stronie biurka
Kristin:
- A to dlaczego? Co ci w tym przeszkadza? Trzeba ich wytrenować zanim
będzie można ich użyć w akcji.
- Ale dlaczego ja? Z taką bandą będę mogła co najwyżej pilnować przystanków
autobusowych i stacji metra! Nie do tego się szkoliłam, i dobrze o tym
wiesz!
- Kristin. Kris. Posłuchaj. Jesteś jednym z najlepszych - i nie mówię
"najlepszym" tylko przez szacunek dla pozostałych - dowódców
polowych. I właśnie dlatego sądzę że najszybciej wytrenujesz ludzi, których
dostaliśmy, na wartych czegokolwiek pracowników. Zresztą robimy tak z
większością dowódców - ich oddział oddajemy w ręce ich zastępców, oni
sami zaś dostają grupę "nowych" do wyszkolenia. Ale pójdę ci
na rękę. Gdy będzie jakaś akcja, do której skierowany zostanie twój dotychczasowy
oddział - to ty go poprowadzisz. A dopóki nie ma takiej potrzeby - szkolisz
"nowych". Zgoda?
- Ech...... Nie lubię cię, wujku. Ale zgoda. Będzie jak chcesz - Kristin
podeszła do barku i nalała sobie kubek wody mineralnej.
- No, to sprawa załatwiona. Jeśli zaś chodzi o ciebie.. - Kraiten zaprzestał
czytania po raz szósty tego samego dyplomu i podszedł do biurka - ..Zostaniesz
przydzielony do grupy "nowych" pod dowództwem Jeremiego Heida,
kolor drużyny..
- Nie.
- ..Co?!! - stanowcze zaprzeczenie Kraitena zaskoczyło Darrcego, szybko
jednak odzyskał głos. - Jakie znowu "nie"?! Nie pytałem o twoje
zdanie! Co was dzisiaj wzięło wszystkich na buntowanie się?!
- Skoro już mam być wśród przestępców, to chciałbym być w grupie prowadzonej
przez Kristin.
Tym razem cisza panowała chwilę dłużej, aż Kraiten, ujrzawszy
malujące się zdziwienie zarówno na twarzy Darrcego, jak i Kristin, wyjaśnił:
- Jest jedyną osobą, którą tutaj znam. Pańska zbieranina szybko wyczuje,
że nie jestem jednym z nich.. Poza tym, Kristin wie, kim jestem. Nie widzę
potrzeby wtajemniczania kolejnych osób.
- Nie widzisz potrzeby.. No popatrz.. Ale może i masz rację..? Kristin?
Co ty na to? Chcesz go?
- .. - Kristin spojrzała na dno trzymanej szklanki.. Wzburzyła lekko resztki
znajdującej się w niej wody.. W końcu odłożyła naczynie na stolik. - Pewnie.
Czemu nie. Będzie stanowił ciekawy dodatek do tej zbieraniny.. Jedna łamaga
więcej, czy mniej.. Poza tym.. - uśmiechnęła się jak kot na widok tłustego
kanarka w otwartej klatce - ..obiecałam mu mały trening dla rozruszania
mięśni.
- Dobrze więc. Dzisiaj idę wam obojgu na rękę, ale nie myślcie że tak
będzie zawsze - Darrce pokiwał głową w zamyśleniu. - Kris, twoja grupa
otrzymuje kolor Żółty. Wektorowcem polecicie do obozu treningowego na
wzgórzach - wraz z Tensleyem, Karretem i Gonovanem. Zbiórka za dwie godziny.
Jeśli to już wszystko - możecie odejść.
- Obóz treningowy? - zapytał w korytarzu Kraiten.
- Mamy za miastem obóz, w którym trenujemy pracę zespołową i ewentualnie
testujemy nową broń. Tory przeszkód, symulatory, trochę sprzętu. Całość
stanowi teren zamknięty, na który nie można wejść ani z którego nie można
wyjść bez zezwolenia. Spodoba ci się. Nie raz obiegniesz go dookoła.
- Weź lepiej trochę pieniędzy.
- Co? A to dlaczego?
- Idę kupić sobie jakieś wygodniejsze rzeczy. A ty idziesz ze mną - raz,
bo musisz mnie pewnie pilnować, mimo tej obroży, a dwa, bo nie mam żadnych
pieniędzy, a ty z pewnością masz ich więcej niż ci potrzeba.
- Zaczynam się zastanawiać czy dobrze zrozumiałeś, kto tutaj ma komu rozkazywać..
- Raczej tak. Gdzie tu jest winda?
- Wszyscy obecni?
- Tak jest, panie Darrce.
- Kraiten, pozwól na chwilę..
- Tak? - zapytał Kraiten, gdy już odeszli poza zasięg słuchu stojących
na dachu osób.
- Podpisz to. To umowa pomiędzy tobą a Skynet Technologies.. że zgadzasz
się na noszenie obroży dopóki nie uzbierasz swojego limitu punktów, i
tak dalej i tak dalej. Mam też tutaj twoje dokumenty.. Zgodnie z twoim
życzeniem - na nazwisko Kester Chamberline.
- Ha. Miło wiedzieć że i pan jest niewolnikiem biurokracji - Kraiten złożył
swój podpis na dokumencie i przytknął kciuk do srebrzystego kwadracika
w rogu dokumentu. Jak się domyślał - służyło to zapamiętaniu linii papilarnych..
Albo czemuś podobnemu.
- Tak to już jest. Miło mi słyszeć, że mimo sprzeczki kilka dni temu,
postanowiłeś zwracać się do mnie per pan - bez upominania z czyjejkolwiek
strony.
- Gdybym tego nie robił, ludzie mogliby zacząć się zastanawiać, dlaczego.
Nie chcę, by się zastanawiali zbyt dużo nad moją osobą.
- Rozsądnie. Dobrze, dołączmy do reszty - odparł Darrce, a gdy znaleźli
się obok czekającej na nich grupki, rozłożył szeroko ręce w przyjacielskim
geście i powiedział:
- Świetnie! Możecie przekazać swoim drużynom - jako formę "marchewki"
- że po zaliczeniu całym zespołem toru przeszkód na poziomie trzecim -
wyjdziecie z nimi na jedną noc do miasta. Mam nadzieję, że wszystkie drużyny
zobaczą miasto przed upływem dwóch tygodni..? Wasze grupy będą sześcioosobowe,
na początek, i zobaczymy, jak wam to wyjdzie. No, to powodzenia, i oczekuje
codziennych raportów! - Darrce uśmiechnął się do swoich dowódców polowych
i ruszył do windy, zostawiając kilkuosobową grupkę na dachu drapacza chmur.
- Khm. Co teraz? - Zapytał Kraiten.
- Lecimy do obozu - odparł jeden z zebranych i ruszył w stronę wektorowca.
Pozostali poszli w jego ślady, tylko Kraiten przez chwilę przyglądał się
maszynie, którą polecieć mieli poza obszar miasta. Masywna, metalowa konstrukcja,
przypominająca nadwozie dużej furgonetki, do którego przymocowano szczątkowe
skrzydła, wirniki i silniki, tworząc dziwne połączenie helikoptera, samolotu
i autobusu ze zwykłym bezużytecznym złomem.
- Oby potrafiło latać lepiej od kamienia.. bo do ziemi jest cholernie
daleko.. - mruknął Kraiten, a Kristin skwitowała to wesołym uśmiechem.
Jego obawy na szczęście nie sprawdziły się - mimo, iż pojazd przypominał
znane mu, topornie latające kupy złomu, okazał się być całkiem sprytnie
wykonaną maszyną, którą pilot z gracją wzniósł ponad dach budynku i pomknął
ponad miastem, w kierunku obozu w którym Kraiten spędzić miał kilkanaście
najbliższych dni.
|
|