|
|
7. Obóz treningowy
- Oto i on: nasz obóz treningowy.
- Łał.. robi wrażenie.
- Zamknięty teren zbudowany na naturalnym wzniesieniu, osłonięty skałami
przed oczami ciekawskich. Zaminowaliśmy okolicę, by zapewnić sobie spokój.
- Tutaj są baraki.. Tam dalej - to Centrum, budynek kontroli. W tamtych
magazynach trzymamy sprzęt treningowy, a to, jak łatwo się domyślić, plac
treningowy i tor przeszkód.
- Druty kolczaste i ogrodzenie pod napięciem pomagają upewnić się nam,
iż nikt nieproszony nie wejdzie na teren obozu.. A w obecnej sytuacji
- także, że z niego nie wyjdzie bez zezwolenia.
- Oczywiście nie jest aż tak potrzebny skoro okolica została zaminowana.
- Ale nigdy nie wiadomo, lepiej się zabezpieczyć.
- Dokładnie.
- Budki wartownicze zostały tak rozmieszone byśmy obserwować mogli teren
całego obozu.
- Jak już mówiłem - podsumował wykład Kraiten - robi wrażenie. Naprawdę.
- I powinno! Ha! Tanie to to nie było..!
Wektorowiec podchodził właśnie do lądowania. Pilot zatoczył koło nad obozem,
po czym zatrzymał maszynę nad lądowiskiem. Ta zawisła na moment w powietrzu,
po czym z gracją opadła na betonową płytę. Delikatny wstrząs oznajmił
podróżującym, iż oto znowu znaleźli się na twardym gruncie.
- No, proszę państwa, koniec przejażdżki. Idziemy się zameldować w Centrum.
- Kristin, proponuje byś wzięła swojego towarzysza na razie ze sobą, wprowadzisz
go podczas zbiórki na placu, w ten sposób uniknie niepotrzebnych pytań.
- Tak.. bardzo dobry pomysł, Rick - odpowiedziała Kristin. Kraiten przytaknął,
zadowolony z takiego obrotu sprawy. Wspólny lot nastawił pozostałych dowódców
jeżeli nie przyjaźnie, to chociaż pozytywnie do jego osoby, nie kojarzyli
go z grupą przestępców oddanych pod ich komendę, zaszufladkowali go niejako
obok nich..
Wspólnie więc udali się do Centrum - kompleksu kilku piętrowych budynków
zgrupowanych wokół jednego, dwupiętrowego, na dachu którego dostrzec można
było kilka anten przekaźników. Drzwi, otwierane tylko od wewnątrz, otworzono
im po tym, jak Kristin dała sygnał czymś w rodzaju domofonu, wiszącym
tuż obok, na ścianie. Weszli po metalowych schodkach na półpiętro. Tam
powitani zostali przez strażników, którzy upewnili się pobieżnie co do
tożsamości przybyłych i poprowadzili ich do windy. Piętro wyżej, jak się
okazało, znajdował się pokój obrad - jego jedynymi meblami były krzesła
i długi stół, dekoracja pomieszczenia była zaś iście spartańska - kilka
obrazków wiszących na ścianach i dwie małe roślinki w doniczkach, na szafce
z automatem do kawy.
- O, już jesteście? - powitał ich wąsaty, niski mężczyzna w stroju polowym
i z czarnym beretem na głowie. Przywitał się kolejno z wszystkimi uściskiem
dłoni i ponownie włożył do ust grube, słodko pachnące cygaro. - Mamy już
wszystko gotowe. Waszych podopiecznych umyliśmy i ubrali, a teraz otrzymują
właśnie swoje przydziały do konkretnych grup. Za jakieś piętnaście minut
możemy zrobić zbiórkę na placu.
- Świetnie. No, to skoro wszystko jest już przygotowane, to cóż.. Bierzmy
się do roboty - powiedziała Kristin i ruszyła w stronę drzwi.
- Chwileczkę - zatrzymał ją jeden z dowódców. - Może by tak zakład? Na
przykład.. sto ceso, że to ja pierwszy pójdę ze swoją drużyną do miasta
na popijawę..?
- He he, stoi!
- Pewnie! - podchwycili pozostali. Kristin skinęła potwierdzająco głową,
i grupa wyszła na zewnątrz.
- Co to ceso? - zapytał Kraiten, gdy grupa wyprzedziła ich nieco.
- Tutejsza waluta - odpowiedziała Kristin.
- Uhm.. A dlaczego ziemia dookoła miasta została wyrównana i wypalona?
- ..Nie wiesz? - Kristin zatrzymała się, spojrzała mu w oczy. - Chyba
nie wiesz.. Nasz kontynent pokryty jest bujną, tropikalną niemal roślinnością..
Głównie gęstymi lasami, jak ten który widziałeś w trakcie lotu. W lasach
tych mieszkają.. różne, niebezpieczne stworzenia. Ssaki, gady, płazy..
Drapieżne i krwiożercze, nierzadko jadowite.. Tereny dookoła miasta są
oczyszczone, by nie było problemu z powstrzymaniem tychże istot, gdyby
sforsowały jakoś nasze ogrodzenia. Hmm.. Skoro o tym nie wiesz, to nie
pochodzisz z naszego kontynentu. Zresztą to chyba jedyne logiczne wyjaśnienie..
Wuj mówił, że naukowcy przebadali twój samolot, i mimo, iż zasada działania
wydaje się być niemal identyczna z naszymi maszynami, to jednak pierwszy
raz spotkali się z takim połączeniem pewnych funkcji.. Nie wspominając
już o nieznanym stopie metali, z którego został wykonany.
- "Wydaje się być"?
- Tak.. Pojazd jest zbyt zniszczony, by można było cokolwiek pożytecznego
z nim zrobić.. Powiedz.. jesteś zza oceanu?
Kraiten uśmiechnął się zawadiacko.
- Powiem ci, kiedy z mojej szyi zniknie ta obroża - odparł.
- W takim razie będę musiała okiełznać swoją ciekawość na dłuuugie lata
- docięła mu Kristin i przyspieszyła kroku, chcąc dogonić pozostałych
dowódców.
- Nie licz na to, kocie.. - mruknął do siebie Kraiten i poszedł za nią.
- Baaaaaaaaaczność! - wykrzyknął wąsacz
w czarnym berecie. Zgromadzeni na placu posłusznie wyprostowali się i
zastygli w bezruchu.
- To są wasi dowódcy - wąsacz ruszył wolnym krokiem wzdłuż pierwszego
szeregu. - To oni nauczą was wszystkiego, co wam potrzebne, by przeżyć
ten okres odpracowywania swej kary w dużo ciekawszych od więziennych warunkach.
Pamiętajcie, że przyszliście tutaj z własnej woli, nie próbujcie więc
udawać pokrzywdzonych dzieci - będziemy wymagać od was tego samego czego
wymagamy od innych pracowników korporacji, więc dobrze wykorzystajcie
czas w tym obozie, by później nie musieć żałować zbyt błahego podejścia
do tematu. I miejcie na uwadze, że poza życiem innych - chodzi tu także
o waszą wolność, a - być może - i życie - wiecie w końcu wszyscy jak działają
te śliczne ozdoby na waszych karkach, ha! Właśnie, może nie wiecie jeszcze
tego - jeśli wasz dowódca zostanie ranny.. Wy poniesiecie surowe konsekwencje.
Jeśli zaś zostałby zabity - cały zespół odprowadzi go do nieba, chwilę
po grupowej detonacji waszych "naszyjników". Niech więc waszymi
priorytetami będą posłuszeństwo.. i dbanie o dobre zdrowie i samopoczucie
waszego dowódcy! A teraz - zostaniecie podzieleni na grupy.
Wąsacz skończył przemówienie, uciszyły się zaniepokojone szepty wśród
zgromadzonych, wywołane informacją o zbiorowej odpowiedzialności i dowódcy
zaczęli wyczytywać nazwiska z dostarczonych im wcześniej list. Ludzie
posłusznie ustawiali się za swoimi nowymi przełożonymi. Tak samo zrobił
Kraiten, wyczytany przez Kristin jako czwarta z kolei osoba.
W końcu na placu utworzyły się cztery sześcioosobowe grupy, każda ze swoim
dowódcą. Przez chwilę panował mały bałagan, później jednak grupki rozeszły
się, każda w inną stronę.
- Dobrze, już wystarczy. Drużyna, baczność! - wydała polecenie Kristin,
kiedy już oddalili się trochę od placu, na którym miejsce miała zbiórka.
- Nazywam się Kristin Deneva, i przez najbliższych kilkanaście dni będę
waszym instruktorem, dowódcą i doradcą. Skynet Technologies dało wam szansę
na nowe życie - od was zależy, co z nią zrobicie. Jeśli przyłożycie się
do tego kursu - staniecie się pełnowartościowymi ochroniarzami, potrafiącymi
działać zarówno w pojedynkę, jak i w grupach. Zaczniecie wtedy oficjalnie
pracować dla Skytechu. A gdy wypracujecie swoją pulę punktów, a wasze
zdolności uznane zostaną za wystarczające, dostaniecie, poza oczywiście
wolnością - szansę zatrudnienia się w naszej korporacji jako kontraktowy
pracownik, co oznaczać będzie zarobki na przyzwoitym poziomie i rak problemów
z zakwaterowaniem. Cytując ulotkę, którą zapewne czytaliście w więzieniu:
to wasza szansa na nową przyszłość. Tyle wstępu. Czego od was oczekuję?
Błyskawicznego wykonywania moich poleceń i przykładania się do tego, co
robicie. Tyle na początek wystarczy, by nasza współpraca była udana. A
teraz - idziemy pobiegać. Chodźcie!
Grupa posłusznie ruszyła za Kristin, Kraiten zaś zaczął przyglądać się
swoim nowym współtowarzyszom. Czterech mężczyzn i jedna kobieta. Ona -
niewysoka, umięśniona, krótko ostrzyżona, o ramionach pokrytych tatuażami
i z kolczykiem w nosie. Oni - w granicach trzydziestu - czterdziestu lat,
poza jednym, dwudziestoparolatkiem, uczesanym niczym Irokez, ze sterczącymi
pionowo w górę włosami i krótkim kucykiem opadającym na plecy, wytatuowanym
w najrozmaitsze wzorki. Wszyscy co najmniej średniego wzrostu, dość dobrze
zbudowani, ogólnie wysportowani. Oferta Skytechu nie była najwidoczniej
przeznaczona dla pierwszego lepszego więźnia.. Selekcja musiała być dość
dokładna. Przynajmniej nie będę musiał spać koło jakiegoś gwałciciela
bądź psychopaty - pomyślał Kraiten i uśmiechnął się na widok toru przeszkód,
do którego właśnie dotarli. Wreszcie okazja do rozruszania mięśni.
- No dobrze, proszę państwa. Od razu wyjaśniam, że mam zamiar traktować
was przyzwoicie, jak członków mojego zespołu, nie jak rekrutów w jakiejś
wojskowej jednostce. Bo w wojsku nie jesteśmy, pomimo tego co zasugerować
mogło przedstawienie kaprala na placu, kilka minut temu. Owszem, Skytech
zajmuje się też operacjami niemalże militarnymi, ale nie do tego was szkolimy..
Przynajmniej nie teraz - w przyszłości? Kto wie.. Dobrze. Na początek
- rozruszamy się. Trzy kółka dookoła tego placu, truchtem. Raz - dwa,
raz - dwa..!
Grupa ruszyła. Spokojnie, bez słowa, równym truchtem pobiegli otaczającą
tor przeszkód ścieżką. Dopiero gdy minęli pierwszy zakręt, odezwał się
jeden z mężczyzn:
- Eee, nie jest taka zła. Bałem się, że trafię do szaleńca podobnego do
tego "komandosa" w czarnym berecie.. Ten to by nam nawet spać
kazał na baczność.
- He he.. A jak przyjemnie się na nią patrzy - skomentował inny.
- E, suka - podsumowała jedyna "dama" w towarzystwie, i na tym
urwała się rozmowa.
Trzy okrążenia później grupa zebrała się znowu przed Kristin.
- Rozgrzani? Świetnie - uśmiechnęła się. - Oto nasza zabawka na najbliższe
dni - statyczny tor przeszkód. Drabinki, liny, skocznie, ściana, zjeżdżalnia,
kilka innych elementów. Najpierw przejdziemy spokojnie, zapoznacie się
z kolejnością i sposobem przechodzenia tejże zabawki, a później poćwiczycie
na czas. Za kilka dni zaczniemy trenować w symulatorze - tam przeszkody
będą ruchome, sekwencje mogą się zmieniać, dojdzie trochę przeszkód i
zadań.. Zwiększy się też znacznie trudność. Gdy zaś cała grupa zaliczy
w przepisowym czasie dynamiczny tor przeszkód na trzecim poziomie trudności
- w nagrodę wybierzemy się na nocną zabawę do miasta. Jest więc o co się
starać. No dobrze - idziemy, bo czas ucieka!
|
|