|
|
8. Trening
- Ufff.. Na początku to może i było zabawne, ale teraz ledwo się ruszam..
- Ale nas przegoniła..
- Khrr.. Ciszej tam, ja tu zdycham..
- Mięczaki - podsumowała wytatuowana dziewczyna, spluwając na podłogę
baraku.
- Zimny prysznic wam pomoże - podsunął pomysł Kraiten, wychodząc z łazienki
i wycierając włosy ręcznikiem.
- ..Może on ma racje? Ja umieram, a on wygląda jakby właśnie się obudził
po popołudniowej drzemce.. To nie fair..
- Nie licz na to, że po prysznicu będziesz wyglądał tak dobrze jak on
- uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna. - On jest młody i wysportowany,
a ty jesteś stary pryk.
- Złośliwa jędza - odwarknął mężczyzna i zatrzasnął za sobą drzwi łazienki.
- Młody i wysportowany? - zapytał Kraiten.
- Nie podniecaj się, powiedziałam tak tylko żeby mu dogryźć.
- Heh, prawdziwa miłość.
- Spadaj - odpowiedziała i rzuciła w niego ręcznikiem.
Zmęczeni, szybko poszli spać.
Gdyby jednak któreś z nich obudziło się w okolicach północy.. W bladych
promieniach zaglądającego przez okno księżyca mogłoby zobaczyć wymykającego
się przez drzwi baraku Kraitena, wybierającego się właśnie na wieczorne
zwiedzanie obozu.
- Dzień dobry, proszę państwa, mamy kolejny
wspaniały dzień, zachmurzenie zwyczajowo już duże, chociaż słońce momentami
wygląda zza chmur.. Mam nadzieje, że po tej kilkudniowej rozgrzewce, gotowi
jesteście zabrać się za porządny trening?
- O jezu, litości..
- Nie powiecie chyba, że zmęczyły was te ćwiczenia rekreacyjne?
- Ble.
- Spokojnie.. Wszyscy dowódcy zgodnie stwierdzili, że jesteście w lepszej
formie niż przewidywano, zatem czas treningu skróci nam się znacznie.
Już dzisiaj przystąpimy do zajęć które zacząć się miały dopiero za cztery
dni. Cieszycie się?
- Strasznie.
- Mam tu wasze kartoteki - stwierdziła Kristin, wyciągając plik dokumentów
- także pomogę wam się teraz zapoznać między sobą. Zaczniemy oczywiście
od kobiet.
- Świetnie..
- Celesta. Członkini gangu, tak? Hmm.. Prowadziłaś ciężarówkę.. W kwestionariuszu
zaznaczyłaś, że znasz się na broni palnej i mechanice samochodowej.
- Wiem co zaznaczyłam.
- Ale twoi towarzysze nie wiedzą. Zippo.. Ty także byłeś w gangu. Motocyklowym,
dla odmiany.. Bruno - włamywacz. Udowodniono ci kilkanaście włamań, prawda?
Czyli z zamkami szyfrowymi i zabezpieczeniami alarmowymi nie masz problemów?
- Raczej nie.
- Nie? To jak to się stało, geniuszu, że wpadłeś? - zapytała Celesta,
wyciągając się na swojej pryczy.
- Przez wspólniczkę. Gdy mi mówili, że babom nie należy ufać, to nie wierzyłem..
Wtedy - dodał z naciskiem.
- Pewnie nie byłeś wart zachodu i tyle - odparła złośliwie.
- Boris.. - wtrąciła się Kristin, ucinając spór. - Technik elektronik,
po dobrej szkole, no no.. Nielegalny sprzęt, powiązania z gangami.. Ładnie.
Kraiten. Hmm.. Nielegalny handel bronią.. Włamania.. Nawet jedno podpalenie.
Też niezły dorobek.
- Tam zaraz podpalenie. Zimno było i chcieliśmy się jakoś ogrzać.
- Tak tak, oczywiście.. No i Vassil - kradzieże samochodów. Złapany po
godzinnym niemal pościgu? Oj, to długo uciekałeś.
- Taaa... Te głupie gliny nie potrafią utrzymać kierownicy, a co dopiero
się ścigać.. Złapali mnie dopiero przy blokadzie. Wolałem wysiąść z auta
i dać się zakuć niż żeby mi odstrzelili głowę.
- Mądra decyzja - skinęła głową Kristin. - No dobrze, to teraz już wiemy,
kto jest kto. Jak zapewne zauważyliście, nie ma wśród was zabójców i przestępców
grubego kalibru.. Skytech uznał, iż woli współpracować z ludźmi inteligentnymi,
a nie po prostu dobrze zbudowanymi i brutalnymi. Jak każda korporacja,
musi dbać o wizerunek firmy. Więc dbajcie o niego i wy, jeśli chcecie
szybciej odzyskać wolność.
No dobrze. Plan na dzisiaj - idziemy na strzelnicę, a później na basen.
- Cholera, fajnie tu.. Prawie jakbym był na wczasach - uśmiechnął się
Boris.
- Doceńcie to - odparła Kristin i cała grupa wyszła z baraku.
- Kraiten? Pozwól na chwilkę.
- Oczywiście, dowódco - odparł Kraiten i poszedł za Kristin do dyżurki,
znajdującej się przy basenie. Po kilku godzinach spędzonych w dusznej
strzelnicy, wszyscy z radością korzystali z uroków basenu. "Wszyscy"
oznaczało w tym momencie kilkanaście osób, bowiem kąpały się jednocześnie
dwie grupy "kursantów".
- O, sok - zauważył, gdy zamknęła za nimi drzwi. - Mogę?
- Możesz. Słuchaj.. Czy tobie nie jest tutaj za wygodnie? Przyjemnie ci
się odpoczywa?
- Hm. Słońca mogłoby być więcej, ale nie narzekam. Do czego zmierzasz,
Kris?
- ..Nie przypominam sobie, bym pozwalała tak ci się do mnie zwracać.
- Nie przypominam sobie, byś mi zabraniała.
- Nie tak się zwraca do dowódcy.
- Moim dowódcom jesteś tam, przy nich. Nie kiedy jesteśmy sami. Może zapytam
raz jeszcze: do czego zmierzasz?
- Wuj wysłał cię tutaj, by można było cię poobserwować. I obserwuję cię
uważnie, zgodnie z poleceniem.. i zaczynam sądzić, że zafundowaliśmy ci
wakacje, nie zaś kurs. Na torze przeszkód od niechcenia pokonałeś wszystkie
przeszkody. Nie zmęczyłeś się, nawet gdy pozostali zaczęli już padać z
nóg. Widziałam moment w którym zacząłeś udawać zmęczenie.. Dzisiaj na
strzelnicy bez problemu poradziłeś sobie z różnymi typami broni, ale strzelałeś
podobnie do reszty.. Jedynie na chwilę się zapomniałeś. Widziałam wtedy
jak w ciągu chwili rozrywasz środek tarczy opróżniając cały magazynek.
Ani jedna kula nie wyszła poza dziesiątkę.
- Nie zapomniałem się, tylko zaczęło mi się nudzić. A ty chyba nie masz
nic do roboty poza podglądaniem mnie, co..? Nie rozumiem afery ze strzelaniem..
Potrafisz to samo. Także widziałem, jak strzelałaś.
- Ale ja, to ja! Szkoliłam się w wojskowej jednostce specjalnej. I właśnie
o to mi chodzi - czy ty także?
- Kris, hm.. - Kraiten podszedł do niej, i ściszając głos dokończył: -
Rozumiem, że jesteście ciekawi, co potrafi złota rybka, którą wyłowiliście
z oceanu.. Ale ja już powiedziałem, co miałem do powiedzenia - zniknie
obroża, będziemy mogli raz jeszcze poruszyć ten temat. Czy mogę teraz
iść popływać?
- Tak. Pewnie. Idź sobie - Kristin odwróciła się do niego plecami i zajęła
się nalewaniem sobie soku do szklanki. Nim skończyła, była już w pomieszczeniu
sama.
- Kuźwa, gdzie chlapiesz,
debilu?!
- Przepraszam, przypadek.
- I myślisz, że to załatwia sprawę?!
- Tak.. Powinno.
- No więc nie, nie załatwia!
Zippo został wyciągnięty z wody przez dwóch ogolonych na łyso mężczyzn.
Jednakowe tatuaże na lewym ramieniu wskazywały na przynależność obu do
jednej i tej samej grupy.
- Fajną masz fryzurkę, chłoptasiu.
- Wyglądasz jak jeden z tych debili..
- ..przez których trafiliśmy do pierdla..
- ..a to bardzo niefortunna dla ciebie okoliczność.
Nagle znalazł się między nimi Kraiten. Nim ktokolwiek zorientował się,
co się stało, dwaj mężczyźni z pluskiem wylądowali w basenie.
- Znikaj - uśmiechnął się Kraiten do Zippo, po czym zwrócił się w stronę
parskającej i plującej wodą dwójki: - Przepraszam! Tutaj jest cholernie
ślisko, straciłem równowagę! - powiedział i szybko zniknął z basenu, nim
rozwścieczeni mężczyźni wydostali się z wody.
- Przez ciebie trafili do pudła? - zapytał, kiedy spotkał Zippo pół godziny
później.
- Taaa... Poniekąd. Napadli na jakąś ciężarówkę na naszym terenie.. Więc
postrzelaliśmy trochę do nich, uziemiając ich. Gdy zjawiły się gliny,
my uciekliśmy, a im się już to nie udało. Zresztą, tak czy siak by się
do mnie dopieprzyli. Nasze klany już nie raz wchodziły sobie w drogę i
zawsze był z tego dym. Nie lubimy się.
- Klany?
- No.. Inni mówią "gangi". Ale my woleliśmy słowo "klan"..
Znaczy się ja i moi kumple.
- Heh. Przyjemniej brzmi, co..?
- Taa.. Podłapaliśmy od nomadów. Kiedyś spotkaliśmy takich, gdy zatrzymali
się pod miastem na parę dni.
- Aha. Cóż, uważaj na przyszłość.
- Dobrze.. W ogóle, to dzięki, że.. - odwrócił się w stronę Kraitena,
ale jego już nie było. Zippo rozejrzał się, szukając go wzrokiem, po czym
wzruszył ramionami i udał się do baraków.
Noc nadeszła szybko, kończąc
kolejny dzień treningu. Ludzie udali się do swoich baraków, zmienili się
wartownicy na wieżach i nawet na zatłoczonym w dzień placu treningowym
zapanował spokój. Nim nastała północ, niemal cały obóz pogrążony był we
śnie, odzyskując siły przed kolejnymi ćwiczeniami, jakie z pewnością wymyślili
już dowódcy drużyn.
Kraiten poczekał, aż wartownik zgasi papierosa i ruszy po schodkach do
dyżurki, niosąc termos kawy dla siebie i swojego kolegi, po czym przemknął
między budynkami, by w końcu, nie zwróciwszy na siebie niczyjej uwagi,
znaleźć się na tyłach magazynu. Mógł tutaj usiąść sobie spokojnie, niepokojony
przez patrolujących teren strażników, i zastanowić się nad planem działania
na najbliższe dni.
Po pierwsze, należało uciec z obozu. Zapowiedziane dwa tygodnie tutaj
już na wstępie pachniały nudą, poza tym źle się Kraiten czuł w tak licznym
towarzystwie, nie bawiło go też ciągłe uważanie na to, co robi, by przypadkiem
nie wzbudzić czyjejś ciekawości..
Uważnie się przyglądał miastu i jego okolicom, gdy tutaj lecieli wektorowcem..
Samo miasto było olbrzymie. Prawdziwa metropolia, z ponad trzema milionami
mieszkańców.. Labirynt ulic, uliczek, zaułków, gęsto zabudowany budynkami
wszelkiego typu.. od jednorodzinnych domków na przedmieściach, poprzez
wielopiętrowe blokowiska przeplatane sklepami i domami handlowymi, aż
po drapacze chmur i biurowce ze szkła i metalu, wille, pasaże handlowe
i prawie autonomiczne osiedla.. Były nawet doki i niewielki port nad zatoką.
Mnogość kryjówek odpowiadała Kraitenowi, znał dobrze tego typu miasta-molochy,
potrafił w nich żyć i się ukrywać.. Najpierw jednak należało tam dotrzeć.
I tu pojawiał się mały problem.
W czasie lotu zauważył, iż miasto otoczone było dość wysokim i grubym
murem, niczym średniowieczne zamczysko niemalże.. Niedaleko za murem natomiast
zaczynał się.. las. Tropikalny, wysoki las, z grubymi drzewami o dużych,
mięsistych liściach, roślinami, jakich nie miało prawa być w takim klimacie,
na takich terenach.. Fakt tak bliskiego sąsiadowania miasta z przyrodą
z początku ucieszył Kraitena, zaraz potem jednak zastanowił.. Metropolia
taka jak Veritium miała z pewnością duże zapotrzebowanie na drewno, i
to sięgające zapewne setki lat wstecz, obecność więc tak bujnego lasu
w tak bliskiej okolicy była co najmniej dziwna.. jeśli nie niepokojąca.
To było Raz. A Dwa dało się usłyszeć nawet teraz - dobiegające z głębi
lasu pomruki.. warknięcia.. i inne, dziwne i jakby nie na miejscu odgłosy..
Problem polegał na tym, iż obóz znajdował się na wzgórzu otoczonym gęstym
lasem.. Dobrych kilkadziesiąt kilometrów poza miastem..
I wtedy poczuł Kraiten dziwne mrowienie w dolnej części kręgosłupa. W
pierwszym odruchu sięgnął, by się podrapać, wtedy jednak poczuł towarzyszący
mrowieniu, rozchodzący się szybko po plecach i nogach chłód.. Jakby polano
go wodą.. Nie, nie wodą - przeźroczysta, galaretowata substancja szybko
rozlewała się po całym jego ciele, oblepiając uda, kolana, łydki.. a jednocześnie
wędrując i w drugą stronę, po plecach, łopatkach, brzuchu, aż do karku..
Kraiten wstał i zamknął oczy, czekając, aż "galaretka" rozleje
się miarowo po całym ciele.. poza twarzą. Wtedy też zastygła na moment
w bezruchu.. by po chwili zacząć falować.. Delikatnie, jakby pod wpływem
wiatru.. Ból przyszedł nagle, atakując setkami igieł kręgosłup Kraitena,
zmuszając go do oparcia się rękoma o ścianę budynku i zaciśnięcia zębów..
I wtedy ustał, "galaretka" zaś wtopiła się w ciało, stając się
niewidoczną..
Kraiten odetchnął głęboko, kilkukrotnie.. Ostrożnie odsunął się od ściany,
rozprostował ręce, rozciągając zdrętwiałe nieco mięśnie.. Powoli zaczynały
docierać do niego nowe bodźce, nowe informacje.. Nie był już sam. Jego
towarzysz, biotechnologiczny symbiot, zakończył wreszcie regenerację po
dość ciężkiej podróży, jaką odbyli, i - w pełni sił już - dołączył do
swojego właściciela, odnawiając ich nietypowe połączenie nerwowe..
Kraiten spojrzał stronę wyłaniającego się zza chmury księżyca.. Znów poczuł
się sobą. Radował się przez chwilę masą zalewających go odczuć, których
pozbawiony był przez dłuższy czas.. Po czym spojrzał w stronę ogrodzenia,
otaczającego teren obozu..
- Nadszedł czas, byśmy się rozstali, panie i panowie - szepnął do siebie
z uśmiechem.
W tym samym momencie zawyła syrena alarmu i ciemność rozdarło światło reflektorów, ciemną
noc zamieniając niemalże w jaskrawy dzień.
|
|