|
|
10. Poszukiwany żywy lub martwy
- Namierzyliście go już?!
- Niestety, panie Darrce, wciąż nic.
- Cholera! Jak to możliwe, żebyśmy nic nie odbierali?!
- Noo.. Jeśli jest głęboko pod ziemią.. Albo w jakimś budynku z grubymi,
ołowianymi ścianami...
- Jak pod ziemią?! Straciliśmy sygnał praktycznie w momencie, gdy wyskoczył
z wektorowca! Kris!
- Tak, wujku?
- Co tam się właściwie stało? Poza tym, że wyskoczył? Roztrzaskał się
na chodniku, czy co?
- Nie.. Miał spadochron. Siedział na nim przez cały czas.. Nie zwróciłam
uwagi.. A on go podniósł i wyskoczył. Widziałam przez okno, jak go otworzył,
właściwie już chyba poniżej bezpiecznej wysokości..
- Sukinsyn! Kto by pomyślał.. Kontrolka! Jakie wieści z działu medycznego?
Krzątanina w pokoju trwała nadal, kilkunastoosobowy zespół przeglądał
z przejęciem wyświetlające się na monitorach dane, ludzie przekazywali
sobie wyniki i powracali do pracy.. Przez chaos i zamieszanie przebił
się w końcu głos naczelnego chirurga:
- Panie Darrce? Tu doktor Krion. Zakończyliśmy operację Charlesa.
- W jakim znajduje się stanie?
- Skrajnie wyczerpany. Stracił dużo krwi, ale najgorsze już mineło, za
kilka dni powinien się obudzić.. Muszę przyznać, że kilka minut później,
i nie miałby szans. Podróż przeżył właściwie tylko dzięki umiejętnie udzielonej
pierwszej pomocy..
- Dziękuję, doktorze. Ha. Wygląda na to, że Charles zawdzięcza życie tobie,
Kris, i naszej cholernej zgubie.. Szlag by trafił tego Kraitena. Nie mógł
spokojnie na dupie siedzieć i nie sprawiać problemów?!
- Panie Darrce! Mamy meldunek od grupy poszukiwawczej - znaleźli spadochron!
Wisi na kablach niedaleko sklepu w dzielnicy Gizera!
- Połącz mnie z nimi! - chwila przerwy - Co z Kraitenem?! Znaleźliście
go?!
- Ani śladu, panie Darrce.. Nadajnik także nie odpowiada. Świadkowie twierdzą,
że odczepił spadochron i po prostu pobiegł gdzieś ulicą. Nic więcej nie
ustaliliśmy.
- Cholera! No nic, zobaczcie co jeszcze da się zrobić, i wracajcie. Mark!
Wyślij ze trzy grupy terenowe na poszukiwania. Niech popytają wśród ludzi..
Ech. A jakie wieści z obozu treningowego?
- Już zajęto się rannymi.. W sumie zginęło pięć osób, cztery są ranne,
w tym dwie ciężko..
- Ech.. Jak się pieprzy, to wszystko naraz.. Kris, wiem, że jesteś zmęczona
i zdenerwowana.. Ale bym jeszcze chciał się dowiedzieć, co się stało,
że mamy tyle ofiar?
- Jeden z tych gadów.. Podobny do Tyranozaura, nie wiem, jak go nazwali
naukowcy.. Był tam, przy rozbitym wektorowcu.. Chyba zaciekawiły go hałasy..
Nie wiem dokładnie, jak to wyglądało, Charles po prostu nagle musiał go
zauważyć i zaczęli się bronić.. Ale nasza broń była za słaba, nie spodziewaliśmy
się aż tak wielkiej bestii.. Ponoć od dawna niczego podobnej wielkości
w okolicy nie było..
- Beznadziejnie.. No nic. Ranni są już w dobrych rękach.. Przypilnujemy,
żeby nic nie trafiło do prasy i telewizji.. Idź już, Kris.. Odpocznij.
Jakby coś owego się wydarzyło, dam ci znać.
- Dziękuję, wujku.. Pójdę wziąć gorący prysznic.. a później będę u Charlesa..
- odpowiedziała Kristin i wyszła z pokoju, zostawiając za sobą szum komputerów,
okrzyki ludzi i atmosferę ogólnej nerwowości..
- Jak się czujesz, Charles?
- Dziękuję, już całkiem nieźle, panie Darrce.. Chociaż noga mnie strasznie
boli..
- To złudzenie.. Hm.. Widzisz, ty nie masz nogi. O tym też chciałbym porozmawiać..
- Nie mam?!! Jezu.. Faktycznie.. Przecież czołgałem się po tym jak mi
odgryzło cholerstwo nogę.. Tylko dlaczego mnie boli?!!
- Heh. Nie może cię boleć.. Charles, oczywiście będziesz miał nową nogę,
chciałem jednak zapytać: czy wolisz naturalną, sklonowaną kończynę, czy
może cybernetyczną? Firma pokrywa koszty zamówienia i operacji, niezależnie
od twojej odpowiedzi.
- ..Rety, dziękuję, panie Darrce.. Zwykła jednak w zupełności mi wystarczy..
- Charles. Widziałem, jak zaiskrzyły ci się oczy, gdy wspomniałem o cybernetycznej..
Zdajesz sobie sprawę z tego, że życie z takim czymś jest nieco inne, inaczej
odczuwa się pewne rzeczy i trzeba poświęcić trochę czasu na dopasowanie
się do większych możliwości takiej nogi, prawda? Oczywiście zrobimy wszystko,
by zmniejszyć ryzyko podczas operacji. Sprowadzę specjalistów. Zawsze
mówiłem, że Skytech dba i dbać będzie o swoich oddanych pracowników. Więc
jak..?
- ...
- Charles..?
- ..Naprawdę mogę?
- Oczywiście.
- W takim razie, jezu! Pewnie, że poproszą o cyberkończynę..!
- Więc sprawa załatwiona. Aha.. Chciałem cię jeszcze zapytać o tę akcję.
Dotarłeś na miejsce ze swoją drużyną.. Kristin dotarła tam chwile później,
gdy już rozgorzała walka.. Co tam się stało?
- Ten.. jaszczur.. dinozaur pieprzony.. Przepraszam za słownictwo, wymknęło
mi się.. Więc to bydle wyłoniło się nagle zza wraku. W pysku miało jeszcze
jakiegoś człowieka.. Domyśliłem się, że jeśli ktoś przeżył kraksę, to
raczej już i tak nie żył.. Chciałem się wycofać, ale jeden z moich poświecił
bydlęciu szperaczem po oczach.. i rzuciło się na nas. Później była już
tylko rzeźnia....
- Błąd jednego człowieka kosztował nas życie pięciu.. Ech.. No nic, odpoczywaj,
Charles. Wkrótce staniesz na nogi. Obie.
- Dziękuję za odwiedziny, panie Darrce. Kristin?
- Tak?
- Lekarz powiedział, że gdyby nie ty, nie przeżyłbym podróży.. Dziękuję.
- Mam nadzieję, że nieprędko będziesz miał okazję spłacić tę przysługę
- uśmiechnęła się Kristin.
- Też racja. A ten.. Jak mu było.. Kraiten? Przypominam sobie, jak przez
mgłę, że to on mnie wyniósł stamtąd.. Boże, zabrał mnie spod samego pyska
bestii, gdy ta chciała mnie połknąć..!
- O.. A o tym to nie wiedziałem.. - odezwał się cicho Darrce.
- W każdym bądź razie, gdzie on jest? I jemu chciałbym podziękować..
- On.. Hm.. - Darrce zamilkł zakłopotany. - Chwilowo go nie ma. Ale jeszcze
będziesz miał pewnie okazję.. Na razie wracaj do zdrowia.
- Dobrze, szefie.
Darrce i Kristin opuścili pokój rannego.
- Ech... Jak to jest - westchnął Darrce - że skradzioną furgonetkę znaleźliśmy
w kilkanaście godzin, a Kraitena.. Który ponoć nie zna miasta, nie ma
znajomych, kontaktów, przyjaciół.. Szukamy od czterech dni i ciągle nic.
Kristin nie odpowiedziała. Żadna z odpowiedzi, które przyszły jej do głowy,
ani nie uspokoiłyby, ani nie pomogłyby jej wujowi.. Postanowiła więc milczeć..
I tak, w ciszy, ruszyli w kierunku wind.
- Jak idą przygotowania?
- Sprawnie i szybko, panie Darrce. Jutro powinniśmy skończyć, zostanie
nam dzień zapasu na sprawdzenie wszystkiego raz jeszcze. Impreza będzie
zabezpieczona od piwnicy po dach.
- Super. To dość ważne spotkanie biznesmenów, nie tylko z naszego miasta,
więc to niebywała szansa, że właśnie nam udało się zdobyć zlecenie na
ochronę tej imprezy. Musimy się postarać, to zostawimy konkurencję w tyle.
Daleko w tyle. No dobrze, idę do swojego pokoju, gdyby stało się coś ważnego
- dajcie znać. Jeśli chodzi o sprawy związane z ochroną imprezy - kontaktujcie
się z Kristin. To jej działka.. No, to na razie.
- Do widzenia, panie Darrce - odpowiedzieli technicy, gdy ich szef ruszył
w stronę drzwi.
Darrce wjechał windą na czterdzieste piętro, a gdy winda zatrzymała się
i komputer poprosił o autoryzację - wsunął swoją kartę magnetyczną w odpowiedni
slot i wstukał hasło. Odpowiedzią było ciche "biiip" i winda
ruszyła ponownie ku górze, zatrzymując się na czterdziestym piątym piętrze
- tutaj znajdowały się kwatery mieszkalne czterech najważniejszych w budynku
osób: Darrcego, jego bratanicy Kristin, genialnego naukowca Wassila Kremovskiego
i przyjaciela Darrcego, Dana. Nikt poza nimi nie miał wstępu na to piętro,
a także na znajdujące się nad nim, już ostatnie, na którym znajdowała
się ich prywatna siłownia.
Rozmyślając nad sprawami firmy, a przez moment także o wciąż zaginionym
Kraitenie, dotarł Darrce do swojego pokoju. Gdy cicho zamknęły cię za
nim metalowe drzwi, pozbył się szybko garnituru, napił wody mineralnej
ze stojącej na stoliku butelki, i nastawiwszy sobie budzik, położył się
w końcu do łóżka. Było kilka minut po północy, na dziewiątą rano zaplanowane
było spotkanie z zarządem jednej z firm organizujących spotkanie.. Za
mało ostatnio sypiam - pomyślał Darrce. Westchnął i odwrócił się na plecy,
poprawiając poduszkę..
- Jezu! - zamarł, ujrzawszy wycelowaną w swoją głowę lufę pistoletu.
|
|