|
|
11. Cena życia
- Cześć, staruszku.
Z tej perspektywy lufa wydawała się nienaturalnie długa i szeroka.. Jednak
zdawał sobie sprawę, że to tylko złudzenie, że kula dosięgnie go, nim
zdąży mrugnąć. Jego wzrok wyławiał z ciemności kolejne szczegóły. Pistolet.
Trzymająca go dłoń, palec na spuście. Ciemna kurtka. I twarz, w połowie
skryta w cieniu, w połowie zaś oświetlona księżycowym blaskiem, wyostrzającym
rysy i nadającym jej nieco demoniczny wyraz. Twarz się uśmiechnęła, ukazując
nieco wyraźniejsze i ostrzejsze od ludzkich kły.
- Kraiten..
- Tak, Kraiten. Ten sam, z którego chciałeś sobie zrobić niewolnika. Kukiełkę.
Widzisz, po naszej rozmowie.. Wtedy, na samym początku.. Powiedziałem
sobie, że pozbędę się jakoś tej cholernej obroży i zabiję cię, za to,
że kazałeś mi ją nosić. A teraz jestem tu, w twoim pokoju. Nie ma nikogo,
kto by mi mógł przeszkodzić. Trzymam pistolet wycelowany w twoją głowę.
Wiesz, co stanie się teraz?
- ..nie chciałem zrobić z ciebie niewolnika. Chciałem tylko, żebyś dla
nas popracował trochę. Aż dowiemy się, kim jesteś. Skąd przybywasz. Nie
musisz mnie zabijać.. Możemy się jakoś dogadać...
- Tak sądzisz, staruszku?
- ..
- W sumie mam podobne zdanie. Oto moje warunki: chcę zostać zatrudniony
w firmie. Na normalnych warunkach, kontraktowo. Z zastrzeżeniem, że nie
możecie mnie zwolnić, za to ja mogę odejść kiedy zechcę. Tygodniowy termin
wypowiedzenia. To raz. Zatrudniony zostanę jako dowódca drużyny operacyjnej,
czy jak wy ich tam nazywacie. Drużynę wybiorę sobie sam. Nie spieszy się.
Poczekam, aż znajdę wartościowych ludzi. Liczę oczywiście na porządną
pensję.. I zatrzymam sobie tożsamość, którą mi załatwiliście. Bycie człowiekiem,
który nie istnieje, może i ma kilka plusów, ale mnie nie bawi. No i jak,
staruszku? Podpiszemy umowę?
- ..Dużo żądasz.
- Dużo? Widzę, że bardzo nisko cenisz swoje życie.
- Dlaczego chcesz u nas pracować..?
- Macie ciekawą firmę. Spore zaplecze finansowe.. Układy.. To całkiem
dobry start w nieznanym miejscu, nie sądzisz?
- ..
- Nie jestem zbyt cierpliwy, jeśli o tak delikatne sprawy chodzi. Twoja
odpowiedz?
- Zgoda. Ale pod warunkiem, że powiesz mi, kim tak naprawdę jesteś i skąd
przyleciałeś.
- Hm.. Dobrze. W takim razie możesz wstać, i ostrożnie podejść do komputera.
- Komputera?
- Oczywiście. Od razu zawrzemy odpowiednią umowę.
Darrce wolno wstał z łóżka, cały czas bacznie obserwowany przez Kraitena.
Rozważał przez chwilę swoje szanse na włączenie alarmu czy też sięgnięcie
po leżący w szufladce pistolet, dostrzegł jednak kpiący uśmiech Kraitena
i zrozumiał, że podobne myśli mogą mu co najwyżej przysporzyć kłopotów..
Lub pozbawić życia. Podszedł więc posłusznie do komputera, włączył go,
i uruchomił odpowiedni program. Szybko poprawił odpowiednie linijki kontraktu,
by spełniał on wymagania Kraitena, po czym zatwierdził go jako gotowy,
i podpisał, przykładając kciuk do czytnika i wprowadzając swój prywatny
kod. Kraiten zatwierdził dokument w podobny sposób. Wtedy Darrce wysłał
tekst umowy do Głównej Bazy Danych Personalnych i.. Kraiten stał się pracownikiem
Skynet Technologies.
- Khm. Cholera, i znowu jesteś moim szefem, zaledwie po kilku dniach urlopu..
- skrzywił się Kraiten z łobuzerskim uśmiechem. - Tedzie Darrce. Myślę,
że mogę ci to powiedzieć. Gdyby nie szacunek, jakim darzą cię twoi pracownicy,
i dobra opinia o SkyTechu, krążąca wśród ludzi w mieście, zabiłbym cię.
Naprawdę.
Kraiten zamilkł, nasłuchując. Chwilę później rozległo się pukanie do drzwi.
- Wujku? Śpisz już? Jest coś nowego w sprawie Kraitena..
- Zaproś ją - szepnął Kraiten, cofając się pod drzwi. Jego pistolet wciąż
wycelowany był w Darrcego.
- Nie, nie śpię.. Wejdź proszę..
Kraiten wyłączył blokadę i drzwi rozsunęły się z cichym szumem, wpuszczając
Kristin do środka.
- Dobrze, że jeszcze nie śpisz. Pewien człowiek, właściciel sklepu, twierdzi,
że ktoś odpowiadający opisowi Kraitena przyszedł do niego dziś wieczorem,
wraz z kilkoma opryszkami. Zabrali trochę sprzętu elektronicznego, ale
nikomu nic nie zrobili, tylko postraszyli bronią..
- Kłamie.
Kristin niemal podskoczyła, zaskoczona głosem za swoimi plecami. Odwróciła
się i ujrzała stojącego w cieniu..
- Kraiten - stwierdziła zaskoczona, sięgając po broń. Wtedy wycelował
w nią pistolet.. i zamarła w bezruchu.
- Kłamie, ponieważ wieczorem nie mogłem przyjść do jego sklepu.. Skradałem
się korytarzami waszego biurowca.. A poza tym.. Nie potrzebujemy chyba
broni.. W końcu pracujemy w tej samej firmie, prawda, Ted? - Kraiten opuścił
lufę pistoletu i schował go pod kurtkę. Kristin spojrzała zaskoczona na
wujka.
- O czym on mówi? - później dotarło do niej coś jeszcze. - Nie masz obroży
- odwróciła się znów w stronę Kraitena, wyciągając pistolet i wymierzając
w niego.
- Nie mam. Nie jest mi już potrzebna.
- Od pięciu minut Kraiten jest zatrudniony w SkyTechu jako kontraktowy
dowódca drużyny terenowe - potwierdził Darrce, wstając. Podszedł do Kristin,
patrząc uważnie na Kraitena. - Zastanawiam się wprawdzie - powiedział
- czy by nie poprosić Kristin o odstrzelenie ci twojej głowy i anulować
w ten sposób kontrakt.. Ale chyba masz rację. Możliwe, że popełniłem błąd
wcześniej.. Niech więc zostanie, jak jest. Pracujesz dla nas. Dla mnie.
I będziesz traktowany na równi z innymi dowódcami. Możesz odłożyć broń,
Kris..
- No i ślicznie - skomentował Kraiten.
|
|