|
|
12. Lekcja historii
- ..Tu mamy centralkę, tu monitory, kamery są na sali i w korytarzach,
w toaletach nam nie pozwolono ich umieścić. W wejściu mamy skaner, właśnie
sprawdzają jego działanie.. Sprawdziliśmy także czas ewentualnych przelotów
nad budynkiem - tylko jeden samolot.
- Bardzo dobrze - podsumowała Kristin. - Piętro nad nami zostało zamknięte?
- Tak jest.
- Świetnie. A papiery od zarządu Hollynengu już przyszły? Te z danymi
o zaproszonych osobach?
- Tak, czekają na panią w biurze.
- W takim razie wieczorem odprawa, poinformujcie przydzielone do tego
zadania osoby. Spotkamy się w sali konferencyjnej. Kraiten? - rozejrzała
się, szukając go wzrokiem. Nie było go jednak w pomieszczeniu.
- Widzieliście gdzieś tego faceta który ze mną przyszedł? - zapytała.
- Tak, mam go na kamerze. Jest w konferencyjnej.
- Dzięki.
Szła wolno, rozmyślając. Wuj powiedział jej, jak wyglądało jego spotkanie
z Kraitenem.. W środku nocy, na samym szczycie budynku firmy zajmującej
się zawodowo zabezpieczaniem ludzi i obiektów, podszedł do zasypiającego
kierownika sekcji operacyjnej i przystawił mu pistolet do głowy. Nie powiedział
im, jak udało mu się przedrzeć przez ponad tuzin różnych systemów alarmowych..
Ale dotrzymał słowa. Opowiedział o sobie. O tym, kim był, i że..
Doszła właśnie do sali konferencyjnej i oderwała się od swoich rozmyślań.
Kraiten stał przy oknie, spoglądając na ulice i przejeżdżające w dole
samochody, na spacerujących ludzi i.. a może to nie na nich patrzył? Ciężko
było go rozgryźć. Oczywiste wytłumaczenia zbyt często okazywały się w
jego wypadku chybione..
- Kraiten?
- Tak? - zapytał po chwili milczenia.
- Możemy już iść.
- Uhm.. Jak przygotowania?
- Prawie skończone. Największy kłopot będzie przy wwożeniu ich na właściwe
piętro, i zwożeniu już po rozmowach..
- No tak. Dużo pięter, jeden granat wrzucony do szybu windy i jest kłopot..
Może lepiej było by, zamiast z jednej windy, skorzystać ze wszystkich
na raz?
- Ze wszystkich? Jest problem z upilnowaniem jednej windy, co dopiero
większej ilości..
- I tak jej nie upilnujecie. A przy wykorzystaniu powiedzmy sześciu..
I losowym rozdzieleniu VIPów.. Jeśli ruszą wszystkie na raz, ewentualny
zamachowiec będzie miał problem, którą zaatakować. Będzie musiał się spieszyć.
Większa szansa że popełni błąd.
- ..Brzmi całkiem sensownie.. Skąd taki pomysł?
- Hm. Ochrona myśli zwykle: "Co mógłbym wykombinować gdybym był zamachowcem?"
- i stara się zabezpieczyć na taką ewentualność. A zamachowiec myśleć
musi: "Co takiego wykombinować może ochrona, z czym będę musiał sobie
poradzić?" O tym często się zapomina.
- Masz rację. Ale cóż. Nie wszyscy z nas byli... - urwała, rozglądając
się wokoło.
- Zamachowcami? Heh, faktycznie, nie wszyscy.. W każdym razie, co do windy..
- Porozmawiam z wujem, czuję, że twoje rozwiązanie będzie najlepsze. Chciałbyś
być w grupie ochraniającej przyjęcie?
- Nie.. Dzięki. Nie lubię zajmować się ochroną. Nie mam też w zwyczaju
zasłaniać ludzi własnym ciałem.
- Ha. Egoista - podsumowała z ironicznym uśmieszkiem.
- Nieprawda. Egoiści dbają tylko o siebie. A ja dbam nie tylko o siebie,
ale też i o swoją skórę. Czyli mamy już dwie rzeczy, o które dbam - za
dużo, jak na zwykłego egoistę - odpowiedział, uśmiechnął się i ruszył
w stronę wyjścia.
Poszła za nim. Myślami znów wróciła do wczorajszej nocy.. Jej wuj zadzwonił
po Dana, ten przyszedł, usiedli wtedy przy stoliku i..
- Jak już się pewnie zorientowałeś, Dan
jest kimś więcej, niż tylko pracownikiem - poinformował Darrce, nalewając
drinki. - Jest moim przyjacielem. Razem przeżyliśmy większość Wojny z
Przyrodą. Znamy się już wiele lat.. Dlatego i on powinien wiedzieć to,
co nam za chwilę obiecałeś powiedzieć..
- Wojny z Przyrodą? - zapytał Kraiten. - Ależ nazwa..
- Nazwa może i brzmi nieco głupio, ale wojna była całkiem na serio.. Naprawdę
nic o niej nie wiesz? A o Wojnie Światowej?
- Opowiedz. W skrócie.
- O rety.. Gdzieś ty się wychowywał..? No ale dobrze. Wojna Światowa zaczęła
się w 1914 roku. Wspólnymi wysiłkami wielu państw udało się ją zakończyć
pod koniec 1918 roku.. I rozpoczęliśmy odbudowywanie świata. Wiele miast
powstało właściwie od początku, gdyż ze starych zostały już tylko gruzy..
Rządy zainwestowały w gospodarkę, infrastrukturę i przemysł. Wszystko
było ładnie, aż.. W 1995 roku doszło do kłótni między Unią Amerykańską
a Zjednoczonymi Księstwami Rosji.. W ciągu tygodnia kłótnia ta przerodziła
się w wojnę. Nikt się nie patyczkował - odpalono dziesiątki rakiet, które
zrównały z ziemią miasta, góry, lasy.. W Ameryce ocalało raptem kilkanaście
największych miast.. Między nimi zaś rozciągała się postnuklearna pustynia...
Nie zanudziłem cię jeszcze?
- Nie, opowiadaj dalej.. Mam w końcu szansę dowiedzieć się, dlaczego okolica
wygląda, jak wygląda.. Hm. Ta dżungla wcale nie przypomina postnuklearnej
pustyni..?
- Spokojnie, za chwilę do tego dojdziemy. Kris? Przynieś może z barku
jakieś picie, zaraz zaschnie nam w gardłach..
- Uhm - przytaknęła i wstała, Darrce zaś kontynuował wyjaśnienia:
- Tak więc kilka lat po tej wielkiej wojnie.. Zagładzie właściwie, wszystko
trwało pół dnia, ciężko tu mówić o jakiejkolwiek wojnie.. I tak też nazwaliśmy
to wydarzenie, Dniem Zagłady.. W każdym bądź razie, kilka lat później,
kilku naukowców ogłosiło, iż znalazło sposób na odmianę naszego losu.
Otóż stworzyli oni zmutowane komórki roślin, które miały być w stanie
rozwijać się w panujących dookoła warunkach i z powrotem przywrócić piękno
Ameryce. Szybko dostali pozwolenie na próby i fundusze.. I udało im się.
Posadzone rośliny rozwijały się i rozmnażały. Zmodyfikowane nasiona i
próbki rozrzucono po całej Ameryce, i dwa lata później mieliśmy lasy,
piękne, zielone lasy, zamiast piasku i pustki.. Rośliny rozwijały się
dalej. Oczyściły atmosferę, ponownie pojawiły się jeziora, rzeki.. Zwierzęta..
Wtedy okazało się, że mutacja dalej postępuje. Organizmy żywe zaczęły
ewoluować. Rosnąć. Drzewa zmieniły się w tropikalne lasy, pojawiły się
nowe gatunki zwierząt, przypominające naszą prehistorię.. Gady, wyglądające
jak dinozaury, olbrzymie, drapieżne ryby, zabójcze płazy.. Ptactwo i leśne
ssaki niemal całkowicie wyginęły. I nagle okazało się, że staliśmy się
niewolnikami dżungli, otaczającej nasze miasta, utrudniającą kontakty
z i tak już dość odległymi sąsiadami.. A jednak.. Wielu ludzi twierdzi,
że jest lepiej. Nasze miasta są autonomiczne. Mamy czystą atmosferę, świeżą
wodę, wspaniały krajobraz.. Znaleźli się nawet tacy, którzy wyjechali,
by żyć w dżungli. Stwierdzili, że skoro nasi przodkowie potrafili, to
i oni sobie poradzą.. I tak żyjemy, starając się w większości unikać lasu
i jego zabójczych mieszkańców.
- Hm.. - Kraiten milczał dłuższą chwilę, trawiąc usłyszane informacje.
- ..No a ta Wojna z Przyrodą?
- A.. - Darrce wypił kilka łyków zielonego, gazowanego płynu ze swojej
szklanki - ..To nazwa okresu, kiedy przez dwa lata usiłowaliśmy walczyć
z otaczającą nas dżunglą. Wycinaliśmy i paliliśmy las, polowali na zwierzęta..
Drzewa jednak odrastały w zaskakującym tempie, mieszkańcy lasów zaś zaczęli
wykazywać się coraz to większym sprytem.. Wyobraź sobie grupę jaszczuropodobnych
stworzeń, organizujących prymitywną zasadzkę na myśliwych..! W końcu rządy
poszczególnych miast zrozumiały bezcelowość tych zmagań.. Dżungla rośnie
więc dalej, jak rosła, zdążyła jednak pochłonąć wiele istnień ludzkich..
- Właśnie podczas tych zmagań w lasach poznaliśmy się z Tedem - wtrącił
Dan.
- A tak.. Dan uratował mi życie. Kilka razy.. A później jakoś zdarzył
się wypadek.. I zobaczyłem jak wraca do życia, mimo iż kilkanaście minut
wcześniej miał zmiażdżoną klatkę piersiową i nie oddychał.. Opowiedział
mi wtedy o tym, kim jest..
- Parę miesięcy później zakończono wojnę.. W sensie odwołano akcję.. I
wróciliśmy. Ted dostał wkrótce potem pracę w SkyTechu jako instruktor,
wciągnął też mnie w ten biznes i.. Jesteśmy tu do dziś.
Przez dłuższą chwilę trwało milczenie.. Słychać było tylko
cichą muzykę dobiegającą ze stojących przy łóżku głośniczków..
-- Fascynujące.. - odezwał się w końcu Kraiten. - Szkoda, że nie mogą
tego zobaczyć.. Niektórzy z moich przyjaciół oddaliby życie za taki widok..
Za taki świat..
- A gdzie oni są? Ci twoi przyjaciele?
- Nie żyją.
|
|