13. Kraiten

 



- Ech.. - Kraiten wstał i podszedł do okna. Rozsunął lekko żaluzje i spojrzał na rozjaśnione milionami malutkich światełek miasto poniżej, na pozór uśpione i w znacznej mierze skryte w ciemnościach, a jednak tętniące życiem tysięcy jadących nadziemnymi autostradami samochodów i setek tysięcy ludzi krzątających się po całodobowych sklepach i zakładach.. - Nie wiem od czego zacząć.. Nie lubię o sobie mówić.. Może łatwiej będzie, jak zadacie konkretne pytania..?
- Może więc najpierw.. Skąd pochodzisz? - zapytał Darrce.
- Khem.. Z bardzo daleka.. a jednocześnie.. nie.. Przepraszam, ale tego powiedzieć wam nie mogę.. Nie teraz. Może później. Za parę miesięcy.
- Dlaczego?
- Nie uwierzylibyście mi. Ale mogę powiedzieć, że ostatnio dużo czasu spędzałem.. w Europie..
- Z Europy? Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? ..Jak tam jest teraz?
- Dają sobie radę.. Zupełnie jak i wy.. Hm, moglibyśmy ten akurat temat odpuścić?
- No dobrze.. Ale wrócimy do tego jeszcze, mam nadzieję.
- Kiedyś zapewne będziemy musieli.
- Mówiłeś, że twoi przyjaciele.. Khm, a znajomi? Rodzina? Współpracownicy?
- Rodziny.. Nie mam już od dawna. Wszyscy zaś moi znajomi.. W obecnej sytuacji są właściwie niczym martwi.
- Dlaczego?
- Poza zasięgiem.. Szanse, że ponownie spotkam któregoś z nich, są praktycznie zerowe. Jestem u was, bo.. Uciekłem. A właściwie musiałem uciec.. I nie mam możliwości powrotu.
- Co się stało z twoją rodziną? - zapytała milcząca dotąd Kristin.
- Rodziców właściwie znam tylko z opowiadań wuja.. On był jedyną rodziną jaką miałem - Kraiten odwrócił się, spoglądając Kristin prosto w oczy. Niemal natychmiast pochyliła głowę, unikając jego spojrzenia. - W tej kwestii nie różnimy się zbytnio, prawda, Kristin? Tyle, że ty skupiłaś się na antyterroryzmie, chcąc w ten sposób pomścić swoich rodziców.. A ze mnie.. ze mnie zrobiono zabójcę.
- Zabójcę - powtórzył jak echo Darrce. - No tak.. To wyjaśnia wyszkolenie na poziomie brygady antyterrorystycznej..
- Lepsze.
- Słucham?
- Szkolono mnie w bardzo specyficzny sposób.. I wbrew mojej woli. Hipnoza, programy podprogowe, narkotyki.. Dużo lepsze od tej waszej obroży. I dużo skuteczniejsze. Heh.. Życie jednak uwielbia głupie dowcipy.. Przebyłem tyle tysięcy kilometrów.. I trafiłem w ręce rodziny, będącej poniekąd odbiciem mojej własnej.. która z powrotem zakuła mnie w łańcuchy, szykując mi powtórkę z mojej własnej historii.. Fajny początek nowego życia, co?
  Przez dłuższą chwilę panowało krępujące milczenie.. Kristin spoglądała gdzieś w bok, w najciemniejszy kąt pokoju, pogrążona we własnych myślach.. Dan, od dłuższego czasu nie odezwawszy się ani jednym słowem, obserwował uważnie Kraitena, swoje uwagi jednakże zachowywał wyłącznie dla siebie.. Darrce natomiast wypił kilka łyków Brandy ze swojej szklanki i, odchrząknąwszy, powiedział:
- Chyba nienajlepszy początek.. Zarówno życia, jak i naszej znajomości.. Ale mam nadzieję, iż nadrobimy to jeszcze.. Mam natomiast pytanie.. Odnośnie obroży i twojego.. szkolenia.. Dlaczego uważasz, iż było dużo lepsze od obroży? Przecież w najdrastyczniejszej wersji wygląda to tak, iż każdy sprzeciw czy zawahanie się oznaczać może śmierć noszącego ją..
- Właśnie. Można wybrać - Kraiten zarzucił na ramiona swoją kurtkę. - Tam takiej możliwości nie było. To coś jak.. życie robota.. Wiedziałem, co robię.. Mogłem o tym myśleć.. Ale jednocześnie był tam ten drugi ja.. Jak pies posłuszny swoim panom.. I to on miał kontrolę.. Nad moim ciałem, nad umiejętnościami, nad wszystkim.. Tak jakbym.. oglądał samego siebie w telewizji.. Wyobraź sobie, Darrce, że masz na szyi obrożę. W dłoni pistolet. I prosty wybór. Zabijesz Kristin albo sam zginiesz. Co wybierasz?
  Kristin uniosła głowę, słysząc swoje imię. Darrce odchrząknął.
- Ale co to ma do..
  Kraiten rzucił na stół resztki zniszczonej obroży.
- Twoja czy jej głowa rozbryzgana na ścianie?
- Kraiten..
- Strzeliłbyś?!
- Nie!! Nie, do diabła, nie strzeliłbym! - Darrce grzmotnął pięścią w stół.
- No właśnie. Wybrałbyś swoją śmierć, by ją ocalić. A ja nie mogłem.
- ..Słucham?
- Nie mogłem wybrać. Kiedy wysłano mnie, bym zgładził swoich bliskich.. w ramach pieprzonego testu skuteczności kontroli mojego umysłu.. nie mogłem strzelić sobie w łeb. Odmówić. Mogłem jedynie oglądać, jak ten drugi ja.. metodycznie wykonuje rozkaz swoich panów.. Pamiętam to do dziś.. W snach wracają do mnie tamte dni.. Czuję zapach prochu, unoszący się wkoło. Widzę twarze, błyski, dym.. Twoja obroża, Tedzie Darrce.. mimo, iż mająca podobne zadanie.. w porównaniu z tamtym wydaje mi się jedynie dziecięcą zabawką.
  Nikt nie odezwał się, gdy Kraiten zgarnął ze stołu resztki obroży, wściekle cisnął je do stojącego w kącie kosza i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

 

 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__