|
|
15. Powrót
- Kto ci pozwolił tam wchodzić?!!
- Wchodzić? Przypadkowo tylko przechodziłem w pobliżu. W czym tkwi problem,
kapitanie?
- Problem?! Wiesz, ilu ludzi naraziłeś swoją zabawą w Tarzana?!!
- Chyba nie miał pan jeszcze czasu przeliczyć, ilu z nich URATOWAŁEM.
- To nie jest usprawiedliwienie dla wpieprzania się w policyjną akcję!
Cywile stoją TAM, za samochodami!
Źrenice Kraitena zwęziły się po kociemu, gdy stanął tuż przed kapitanem
policji, spoglądając mu prosto w oczy.
- Nie jestem cywilem. Jestem pracownikiem Skynet Technologies, a jednocześnie
człowiekiem, który wydostał pańskich ludzi z kłopotliwej sytuacji. Skoro
panu tak przeszkadza to, że wciąż żyją - Kraiten z hukiem położył pistolet
na masce samochodu - to proszę ich zastrzelić i nie zawracać mi tym głowy.
Na chwilę wokoło zapanowała dziwna cisza, nawet rozemocjonowany tłum dziennikarzy
jakby ucichł, wsłuchany w nietypową konwersację.
- Chodź, Kris, jedziemy stąd.
- Nie pozwoliłem wam odejść! - ryknął kapitan.
- Nie jesteśmy pańskimi podwładnymi - odwarknęła Kristin.
- Ta rozmowa..
- ..Dobiegła końca, kapitanie - przerwał mu Kraiten. - Żegnam.
Tłum rozstąpił się, przepuszczając ich i wkrótce silnik Kamara
zamruczał równomiernie, po czym pojazd ruszył gwałtownie, pozostawiając
po sobie jedynie siwy dym i unoszący się w powietrzu zapach spalonej gumy.
- Ech, co za idiota.. Dziwisz
się później, że niespecjalnie lubimy się z policją..
- Zdarza się.. Chciał przeprowadzić popisową akcję, łapiąc zbiegów.. I
mu nie wyszło, stracił ludzi.. Dodatkowo jakiś obcy facet wydostał jego
podwładnych z budynku.. a antyterrorystyczniaki jak głupi przyjechali
i pojechali z powrotem.. To potrafi wkurzyć, co? - Kraiten uśmiechnął
się łobuzersko.
- Oj, potrafi - Kristin odpowiedziała uśmiechem i wyprzedziła jadące przed
nimi auto. - A przy okazji zrobiłeś niezłą reklamę Skytechowi. Wujkowi
się to spodoba.
- Liczę na to.. W końcu mam zamiar namówić go, by mi sprezentował jakiś
samochód.. Ale dogadanie się z policją też nie było by takie złe.. Mają
dostęp do informacji, które wy musicie zdobywać okrężnymi drogami, pewnie
przy niemałych nakładach finansowych.. Gdyby tak zechcieli udostępnić
te dane..
- Zapomnij. W mieście działa kilka dużych firm ochroniarskich i kilkanaście
mniejszych.. Wszystkie one byłyby zainteresowane tymi danymi i wszystkie
zapewne już kiedyś taki układ proponowały.. Ale widzisz, jak wyglądają
nasze układy z policją. Nie ma szans.
- Nie byłbym tego taki pewny.. W każdym razie nie szkodzi spróbować, gdy
nadarzy się okazja.
- A próbuj, mądralo - Kristin posłała mu prowokujący uśmieszek. - A przy
okazji, podglądałam twoje wyczyny przez noktowizor i..
- Wiem.
- Hm? Co wiesz?
- Że podglądałaś. Widziałem sprzęt w bagażniku.. Często nocami podglądasz
emerytów pod prysznicem, mały zboczku?
- Spadaj - warknęła. - To firmowy sprzęt do rozpoznawania terenu.
- Oczywiście. Nie ma to jak dobra wymówka.
- Zaraz resztę drogi będziesz musiał przebyć pieszo.
- ..Khm, więc, jak mówiłem, bardzo ładny sprzęt. I śliczna noc. I świetnie
prowadzisz. A tak właściwie, to dokąd jedziemy? Mam wrażenie, że nie do
centrum handlowego?
- Nie.. Jedziemy do siedziby firmy. Muszę porozmawiać z wujkiem.. a ty
możesz obejrzeć te swoje samochody w Comlinku.
- Comczym?
- Comlink. Sieć komputerowa oplatająca całe miasto. Są tam oferty sklepów,
wytwórni, hurtowni i..
- Internet.
- Co?
- Ech, nic. Ale wiem, o co ci chodzi. Po prostu znam to pod inną nazwą..
O - Kraiten odwrócił się nagle, obserwując coś przez szybę. - Możesz zjechać
z autostrady? I dojechać do tych sklepów tam w dole?
- ..Za chwilkę będzie zjazd.. A co tam zobaczyłeś?
- Pokażę ci za chwilkę, jak już będziemy na miejscu.
- To to coś cię tak zafascynowało?
- Czyż nie jest piękny?
- Hm.. Ma w sobie coś.. Ale mój Kamar podoba mi się dużo bardziej.
Stali przed siedzibą firmy zajmującej się sprzedażą używanych samochodów,
a także modeli starszych, już wycofanych z produkcji, oddanych do komisu
przez właścicieli.. Kraitena zafascynował samochód niezbyt stary, jednakże
wykonany w stylu retro, dwuosobowy, sportowy bolid, z okrągłymi reflektorami
na kształt ślepi dzikiego zwierzęcia..
- Naprawdę ci się podoba ta żaba? - zapytała go Kristin, oglądając samochód
przez wystawową szybę. Jak większość niedużych firm, tak i ta czynna była
jedynie za dnia.
- Jest śliczna.. Potrzeba jej jedynie księcia i niewielkich przeróbek.
- Och. Znalazł się książę..
- Co się śmiejesz? W swoich stronach byłem księciem. I miałem setki podwładnych.
- ..Naprawdę?
- Nie. Ale i tak podoba mi się to autko - odpowiedział, posyłając jej
kolejny łobuzerski uśmiech.
- Ech, ty.. - nie dokończyła. Uśmiech Kraitena nagle zniknął, jego twarz
stała się spokojna, skupiona, źrenice oczu zwęziły się.
- No, dziubeńki, nie za późna pora na spacery? - nie byli już sami. Sześć..
Nie, siedem osób zbliżało się do nich. Wyszli zza rogów sklepu, z obu
stron, odcinając ich od Kamara.. i otaczając. Skórzane ubrania, długie
włosy, wymalowane twarze.. metalowe pałki i łańcuchy w dłoniach.. Ich
zamiary były aż nader oczywiste.
- O, chyba jednak ktoś z obsługi przyszedł nas przywitać. A mówiłaś, że
o tej porze nie będzie tu nikogo.
Kristin spojrzała na Kraitena. Żarty, w takim momencie? Faktycznie.. Uśmiechał
się, nie był taki spięty jak przed chwilą.. Ale jego uśmiech był drapieżny..
A luz - doskonale udawany..
- Och, musiałam się pomylić, słoneczko.. - odpowiedziała, posyłając mu
słodki uśmieszek.
- Najwyraźniej. Więc, skoro już tu jesteście - Kraiten zwrócił się do
podchodzącej coraz bliżej bandy. Pięciu mężczyzn, dwie kobiety.. Chociaż
wymalowane czupiradła dość ciężko było nazwać w tej chwili kobietami..
- ..może moglibyście przynieść nam ulotki dotyczące tego srebrnego samochodu?
- Głupi, czy co?
- Dość wygłupów, dawać kasę!
- Hm? - Kraiten udał zdziwionego.
- Kasę, bucu! Portfel, karty kredytowe i..
- ..i broń? - zapytał Kraiten, wymierzając pistolet w głowę wydającego
się być hersztem bandy dwudziestoparolatka. Grupa natychmiast zatrzymała
się w miejscu, na twarzy chuligana pojawiło się owe uczucie.. Strach.
- Ej no, facet, spoko, my tylko..
- Jak na strzelnicy, prawda? - Kristin również wymierzyła swój pistolet
w składający się w głównej mierze ze skórzanych kurtek i łańcuchów tłumek.
- Jezu, ludzie, spokojnie!
- Nie mieliśmy nic złego na myśli!
- Już sobie idziemy, wyluzujcie!
- Kris?
- Tak?
- Chcesz poćwiczyć walkę wręcz?
- ..a wiesz? Z chęcią.
- Panowie i.. - Kraiten zawahał się - ..panie.. Mamy dla was propozycję
- wyjął magazynek i schował pistolet pod kurtkę. Kristin uczyniła to samo.
- Jest ona tak prosta, że i wasze kurze móżdżki powinny ją zrozumieć.
Schowaliśmy broń. Jeśli nas załatwicie, możecie sobie oczywiście wziąć
pieniądze, pistolety, i przejechać się samochodem - przerwał na chwilę,
dając czas chuliganom na przetrawienie jego słów. - No to jak, kto się
bawi? - zapytał, ruszając w stronę grupy.
Na reakcję nie musiał czekać. Momentalnie, wymachując pałkami i łańcuchami,
wydzierając się dziko, banda rzuciła się na niego. Ale to nie on chciał
się z nimi zmierzyć.
Kristin wyminęła go i odbiła się mocno od ziemi, zgrabnym saltem przelatując
nad szarżującą grupą, unikając przy okazji zamaszystego uderzenia metalową
pałką. Nim chuligani dostosowali się do narzuconego przez nią rozwoju
wydarzeń, zaatakowała.
- Aaaaaaaaaaa! - wzbił się ponad grupę wrzask mężczyzny, któremu Kristin
złamała nos. Chwilę później odpadło dwóch następnych: jeden, któremu złamała
nogę i drugi, który dostał w głowę łańcuchem wymierzonym w Kristin. Wymachującą
łańcuchem kobietę powaliła chwilę później, nurkując pod przelatującym
żelastwem i łamiąc jej rękę w łokciu, nim zadała następny cios. Poprawiła
kopnięciem w piszczel i wyjące z bólu czupiradło padło na ziemię.
- Całkiem ładnie - pochwalił Kraiten. - Ślicznie się poruszasz.
- Dziękuję - Kristin posłała mu uśmiech, kokieteryjnie poprawiając swoją
fryzurę. Między nimi stało pozostałych trzech członków grupy. Zdezorientowanych,
wystraszonych, zniechęconych..
- No, to chyba koniec zabawy. Skończcie z tymi głupotami, pajace, zanim..
- nie dokończył. Z dzikim wrzaskiem skoczyła ku niemu druga kobieta, uderzając
długim łańcuchem prosto w głowę Kraitena.. ale on przykucnął lekko, schodząc
poniżej toru lotu tej żelaznej imitacji sznurka. Nie pozwolił mu jednak
przelecieć niepokojonym - chwycił go w locie i szarpnął ostro, wykonując
półobrót. Kobieta krzyknęła zdziwiona, gdy nagle potężne szarpnięcie oderwało
ją od ziemi i cisnęło w stronę ściany budynku. Nie zdążyła się nawet zasłonić,
uderzyła głową w twardy mur. Lekkie chrupnięcie, niewielki łomot i następne
czupiradło padło na ziemię, zostawiając na ścianie brudnoczerwoną plamę
i podłużne smugi krwi..
Kraiten spojrzał na ścianę.. na kobietę.. wypuścił z dłoni końcówkę łańcucha,
a ten z głuchym brzękiem spadł na chodniczek.. Odchrząknął, spoglądając
w stronę mężczyzn.
- Jak już mówiłem, zanim mi tak po chamsku przerwano.. Skończcie z tymi
głupotami zanim komuś stanie się krzywda.
Dwaj chuligani stali, patrząc tępo na swoich pobitych towarzyszy, jeszcze
długo po tym, jak Kamar wiozący Kristin i Kraitena zniknął im z oczu.
- Widzę, że nie masz oporów
przed uderzeniem kobiety? - zaczepiła go Kristin. Niespodziewana bójka
wyśmienicie poprawiła jej humor, wciąż jeszcze czuła lekkie pulsowanie
krwi w żyłach i cichy szum adrenaliny..
- Nie, a dlaczego miałbym mieć? Każda feministka ci powie, że kobieta
to taki sam człowiek jak mężczyzna i należy ją tak samo traktować - uśmiechnął
się Kraiten. Po nim w ogóle nie było widać, iż brał przed chwilą udział
w bójce.. Spokojny, odprężony, zupełnie jak gdyby nie było żadnego postoju
i żadnych chuliganów..
- No tak, bardzo dobre usprawiedliwienie - zadrwiła Kristin.
- Cóż.. Gdy ktoś mnie atakuje, to jest przeciwnikiem. Nie ma płci, jest
po prostu zagrożeniem. I tak też go traktuję.
- ..Rozsądne podejście.
- Gdybym miał inne.. Już dawno bym nie żył.
|
|