|
|
16. Magazyn
- Mmm.. Na kiedy będzie gotowy, Dan?
- Ja wiem..? Ze dwa dni zanim przyjdzie reszta części.. Kilka dni na montaż
i testy.. Tak jeszcze z tydzień.
- Hm.. Ech, to czekanie.. Cóż, Kris, chyba jeszcze trochę będziesz musiała
wytrzymać moje towarzystwo w swoim samochodzie.
- Przerażające.. Obawiam się, że nie dam rady, i zostawię cię na środku
jakiejś autostrady. Albo za miastem.
- He he.. Widzę, że się już dosyć dobrze dogadujecie, dzieciaki.
- Złe wrażenie. Ja jestem potulny tylko dlatego, że się jej boję - Kraiten
uśmiechnął się prowokująco w stronę Kristin, Dan zaś wybuchnął śmiechem.
- Aleście się dobrali, oj.. Urwisy.
- Proszę pani, pan Darrce prosi panią i pana Kraitena do swojego biura
- przerwał im żarty mężczyzna z ochrony budynku, salutując w drzwiach.
- Powiedział, że to pilne, i że chciałby was widzieć natychmiast.
- ..No cóż, koniec przyjemności, praca zawołała nas po nazwiskach - skomentował
Kraiten, spojrzał raz jeszcze na swój remontowany samochód, i ruszył za
Kristin w stronę windy. Autko kupił dwa dni temu, zaraz po otwarciu sklepu.
Cena okazała się wyjątkowo korzystna.. kilkakrotnie mniejsza od prawdziwej
wartości pojazdu.. a jednak wciąż wysoka. Korzystając więc z chwilowej
nieobecności Darrcego, Kraiten dokonał zakupu na firmę.. i zawiózł samochód
do warsztatu Dana, by ten dokonał w nim pewnych niebanalnych przeróbek..
Wyglądało jednak na to, że Darrce właśnie wrócił z wizyty w jednym z miast,
i.. zainteresował się życiem firmy.
- Teraz ci się oberwie po uszach za ten samochód, zobaczysz.. - pocieszyła
go Kristin.
Winda ruszyła w górę z oszałamiającą prędkością.
- No, w końcu. Czy ktoś mógłby
mi łaskawie..
- Zdziwiliśmy się, nie zastawszy cię po powrocie z konferencji. Nagły
wyjazd?
- ..Ekhem. No więc tak, nagle wyszło.. Zadzwonił znajomy i musiałem lecieć.
Ale słyszałem, że wszystko dobrze poszło?
- Bez problemów. Nawet w trakcie odprowadzania VIPów na lotnisko żadnego
nie zastrzelono. Czyli chyba sukces..
- Opinie były bardzo pozytywne, także Skytech uczynił kolejny duży krok
naprzód.
Kristin z podziwem zauważyła, jak jednym sprytnym wtrąceniem Kraiten przerwał
jej wujowi i skierował rozmowę na inne tory.
- Hm. Kraiten, kiedy znowu przeszliśmy na "ty"?
- Niedawno. Stwierdzam, że tak jednak jest mi wygodniej. Zdajesz sobie
sprawę, że mogę być dużo starszy nie tylko od ciebie, ale i od Dana?
- ..Prawdę mówiąc, nie pomyślałem o tym.. i chyba masz racje. Ale chciałbym
coś wyjaśnić, skoro już wróciłem. Rachunek za samochód?
- Ciężko by mi było po tak dużym mieście chodzić piechotką.. A Kristin
ciągle jako kierowcy wykorzystywać też nie wypada. Traktuje to jako zaliczkę.
- Ach tak. Zaliczkę. Cóż, dobrze, że samochód, a nie wektorowiec na przykład..
A może wiecie coś o tej, cytuje, "pokiereszowanej grupie pięciu mężczyzn
i dwóch kobiet", znalezionej pod sklepem, w którym kilka godzin później
dokonaliście zakupu?
- Skąd to cytat? - zapytała Kristin.
- Z raportu policyjnego.
- Napadli na nas, gdy oglądaliśmy samochód - wyjaśnił Kraiten. - Nie lubię
ludzi ich pokroju. A czy raport wspomina coś o ich tożsamości?
- Hmm.. - Darrce przejrzał wydruk. - "Znani już policji, notowani
wcześniej za napady, bójki, pobicia.. Podejrzani także o kilka, nieudowodnionych
jednakże, gwałtów."
- Otóż to.
- No dobrze, rozumiem. A sprawa z policją? Słyszałem o tym w wiadomościach..
"Korporacja ochroniarska wspiera policję w walce z przestępczością.."
Przyznaję, że podoba mi się to. Chętnie jednak poznałbym tę historię od
początku.
- Więc, wujku, to było tak..
- No i nie było tak źle.
- Hmm.. Sądziłam, że bardziej się będzie czepiał tego samochodu..
- Widocznie wciąż uważa mnie za wartościowy nabytek.
- Może.. Cóż. Zakończyłam sprawę konferencji. Moją grupą operacyjną dowodzi
teraz mój poprzedni zastępca.. Od projektu resocjalizacji więźniów także
mnie odsunięto.. W zamian dostałam ciebie do niańczenia.
- Pniesz się po szczeblach kariery w zastraszającym tempie.
- Bardzo zabawne. Idę na strzelnicę.. Idziesz ze mną?
- Nie.. Pobawię się trochę komputerem. Muszę jakoś orientacyjnie chociaż
znać miasto..
- No dobrze, to na razie.
- Uhm.
I każde z nich podążyło w swoją stronę.
Światło z czerwonego zmieniło
się na zielone i Kamar ruszył wolno, wlokąc się za ciężarówką firmy przewozowej.
Kristin nerwowo bębniła palcami po kierownicy.
- Cholera, wolniej już chyba nie można..
- Spieszysz się gdzieś? - zapytał ją Kraiten, szukając w radiu ciekawej
stacji.
- Nie. Ale nie lubię się tak ślimaczyć.
- Ślimaczyć.. Hmm.. Ciekawe słowo.
- O, mamy wolne - Kristin zmieniła biegi i Kamar skoczył do przodu niczym
czerwony pocisk, warcząc radośnie silnikiem i łapczywie pożerając kolejne
metry drogi. Chwilę później wjechali na drogę szybkiego ruchu, ciągnącą
się wzdłuż szerokich budynków, których setki okien lśniły właśnie w blasku
zachodzącego słońca.
- Jak poszło na strzelnicy?
- Hm.. Świetnie. Ustanowiłam nowy rekord na torze przeszkód.
- Heh.. Prawie zaczynam żałować, że nie poszedłem z tobą..
- Trzeba było. A jak zabawy z komputerem? Pograłeś sobie?
- Taaak.. W pasjansa. Ale przynajmniej znam już teraz ogólnie kształt
miasta i jego podział.. Cóż. Reszta jest w komputerku pokładowym, więc
jakoś chyba sobie poradzę.
- Tak? A wiesz co to jest to, po mojej lewej stronie?
- Szyba?
- Ech. Nie, chodzi mi o te budynki.
- Wyglądają na jakieś domy handlowe.. Pełno reklam i sporo ludzi.
- To największe centrum handlowe w tym mieście. Kilkanaście budynków,
pasaże, deptaki..
- Z całego olbrzymiego miasta musiałaś mnie zapytać akurat o sklepy..?
Ech. Jesteś jednak stuprocentową kobietą.
- Wiesz co? Spadaj.
- BIP! BIP! BIP! - zapiszczał nagle komunikator. Kristin włączyła głośniczek.
- Tak?
- Kris, mamy alarm z firmy Fergoplast. Nasi chłopcy stamtąd nie odpowiadają,
sprawdź to, dobrze? Wysłałem już jedną z jednostek patrolowych, ale i
tak nie dotrą tam wcześniej niż pięć minut po tobie.
- Już jedziemy, Mark - Kristin przelotnie zerknęła we wsteczne lusterko
i szarpnęła za ręczny hamulec, zawracając samochód niemal bez utraty prędkości.
Zaraz jednak mocno wdepnęła pedał gazu i silnik Kamara zawył jak drapieżne
zwierzę, rzucające się na swoją ofiarę. W kilka chwil przekroczyli dwieście
kilometrów na godzinę, Kristin jednakże zręcznie wymijała jadące dużo
wolniej pojazdy, a Kraiten poprawił się w fotelu, w końcu znalazłszy odpowiednio
żywiołowy utwór w radiu.
- No i znowu się coś dzieje, marudo - uśmiechnął się, przeładowując pistolet.
- Dość ponure i obskurne miejsce.. Jaka
firma chciałaby tutaj urzędować..?
- To tylko hala produkcyjna i magazyn.. Biuro znajduje się w innej części
miasta.
- Co z pracownikami Skytechu?
- Nie odpowiadają. Alarm włączył się na pierwszym piętrze.. Gotowy?
- Nie chcesz poczekać na wsparcie?
- Żartujesz - odpowiedziała z zaczepnym uśmiechem i ruszyła biegiem w
stronę bocznych drzwi. Kraiten bezszelestnie poszedł w jej ślady, nieco
wolniej jednak, przyglądając się uważnie budynkowi. Dwa piętra, parter
w ogóle pozbawiony okien.. Ani jednego zapalonego światła. Ciemna mogiła.
- O, jaka szkoda, że nie są otwarte - zakpił, widząc Kristin przekręcającą
klamkę. Ona jednak przesunęła kartą magnetyczną po wiszącym obok klamki
czytniku i drzwi otworzyły się z delikatnym zgrzytem.
- Czemu ja nie mam takiej magicznej karty, hm?
- Widocznie wuj nie uważa, by była ci potrzebna - odpowiedziała, wchodząc
do środka. Kraiten wszedł za nią i przymknął drzwi.
- I cisza.
- Uhm..
- Chyba znalazłem jednego z waszych ludzi.
Kristin szybko znalazła się obok niego. Na ziemi, oparty o metalową szafkę,
leżał mężczyzna w mundurze ochroniarza Skynet Technologies. Podłoga dookoła
niego lepka była od krwi.
- Dwa.. Trzy.. Cztery pociski. Nie żałowali mu - skomentował Kraiten,
przyglądając się zwłokom. Kristin spojrzała na niego zaskoczona.
- Skąd wiesz? Ja ledwo widzę w tych ciemnościach.
- Tak? To bądź łaskawa nie strzelać, zanim nie upewnisz się, że to nie
do mnie celujesz.
- Mądrala - Kristin wyciągnęła z kieszeni kurtki niedużą, metalową opaskę,
którą założyła na swoją głowę, tuż powyżej skroni. Opuściła przymocowany
do niej okular na swoje prawe oko i wetknęła zwisający przewód do baterii,
zaczepionej na pasku. Urządzenie ożyło, momentalnie włączył się noktowizor
i Kristin uśmiechnęła się triumfująco.
- Szkoda, że nareszcie. Nie mogłaś założyć tego przed wejściem?
- Nie lubię tego.. Drażni mnie ten dyndający kabel. Tobie pewnie by to
nie przeszkadzało. Całe życie musisz chodzić i biegać, mimo że coś ci
wisi i dynda.
- Khm. Od moich dyndających rzeczy to się proszę odczepić. Nie dla psa
kiełbaska.
- Raczej..
Przerwała w pół słowa, gdyż właśnie dobiegł ich gdzieś z góry wyraźny
odgłos brzdęknięcia metalu.
- Co to?
- Coś chyba spadło na podłogę - odpowiedział Kraiten, rozglądając się.
- Parter jest pusty, idziemy?
- Chodźmy - odparła i cicho ruszyła w stronę schodów.
- Co jest na piętrze? - zapytał ją Kraiten kilkanaście schodków później.
- Na pierwszym biuro, na drugim magazyn. Nie sądzisz, że trochę za dużo
gadamy?
- E tam. Bez tego było by nudno i strasznie cicho.
Drzwi koło windy były niedomknięte, co stanowiło oczywiste naruszenie
zasad bezpieczeństwa.. Najwyraźniej ktoś przechodził tędy całkiem niedawno.
Za drzwiami znajdował się ciemny korytarz, skręcający pod kątem prostym
raz w prawo, raz w lewo, ciągnący się wzdłuż kolejnych drzwi i znajdujących
się za nimi pokoi.
- Zaraz nam się skończy korytarz.. Może jednak piętro wyżej? - szepnęła
Kristin do idącego przed nią Kraitena. Ten przystanął nagle, po czym odwrócił
się raptownie i skoczył na nią.
|
|