|
|
17. Pościg
- Hej?! - krzyknęła zaskoczona, unosząc broń, jednak Kraiten był dużo
szybszy. Zbił ją z nóg i przewrócił się razem z nią na ziemię, dokładnie
w chwili, gdy w ścianę obok nich uderzyły pierwsze pociski. Chwilę później
grad kul zasypał korytarz, dziurawiąc drzwi i mur, w podłogę uderzyły zaś
kawałki kruszącego się tynku.
Kristin i Kraiten odczołgali się za róg, dziękując w myślach projektantowi
budynku iż zrobić kazał tak powyginany, oferujący nienajgorsze schronienie
korytarz, zamiast jednego długiego holu.. Kanonada ucichła na chwilę.
- Ha, psy! I tak nie macie szans, słyszycie?! - krzyknął jeden z niewidocznych
napastników, popierając swoje słowa serią z pistoletu maszynowego. Kristin
odpowiedziała mu kilkoma niemierzonymi strzałami.
- Może się jednak poddacie i pozwolicie aresztować, co, gnojki?! - wykrzyknął
w głąb korytarza Kraiten. - Nie musielibyśmy wtedy was wszystkich pozabijać..!
- Pieprz się, glino! - usłyszał w odpowiedzi. W ścianę ponownie uderzyło
kilkanaście pocisków.
- Jest ich tylko dwóch lub trzech - szepnął Kraiten do Kristin. - Chodź,
zrobimy im niespodziankę - dodał, oddając kilka strzałów zza ściany. Pistolet
maszynowy odpowiedział mu natychmiast. - Idziemy! - popędził ją, odsuwając
się od ściany i strzelając w zamek znajdujących się w niej drzwi.
Kristin posłała jeszcze kilka pocisków w stronę nieznanych napastników,
po czym ruszyła za nim. On zaś wbiegł do pokoju i dobiegł do jego przeciwległej
ściany. Zatrzymał się na moment, po czym wskazał jej jakiś punkt na ścianie,
blisko rogu pokoju. Kristin w lot pojęła, o co chodzi - korytarz biegł
wzdłuż pokoju, po czym zakręcał w lewo, czyli ich przeciwnicy znajdować
się powinni dokładnie po drugiej stronie ściany..
- Nie przestrzelę jej z tej broni - szepnęła. Mieli jeszcze tylko kilka
sekund, zanim ich brak odpowiedzi na sporadyczne wystrzały nie wyda się
podejrzany..
Kraiten skinął głową i podszedł do stojącej koło biurka, dużej, metalowej
szafki na dokumenty. Chwycił ją z boku dłońmi, uniósł nad ziemię i z półobrotu
rzucił w dzielącą ich od napastników ścianę. Szafka przebiła się przez
nią jak taran, Kristin zaś momentalnie opróżniła magazynek, posyłając
przez wyłom grad wirujących pocisków. Jakiś mężczyzna zawył agonalnie
i gdy Kristin schowała się za biurko, przeładowując broń, Kraiten przeskoczył
przez dziurę w ścianie i w kilku skokach dopadł do ostatnich drzwi w korytarzu,
prowadzących wprost do gabinetu szefa.
Jego zmysły pulsowały, wspólnie z symbiotem bezustannie dostarczając mu
informacji. Był już wystarczająco blisko, by wyczuć pozostałe osoby. Było
jeszcze trzech mężczyzn - jeden, który uciekł do gabinetu w chwili, gdy
szafka przebiła ścianę.. Drugi, który właśnie odsuwał się od znajdującego
się w pomieszczeniu okna.. i trzeci, na krześle, nieżywy..
Kraiten wpadł do pomieszczenia właściwie razem z drzwiami, wyrwanymi z
zawiasów precyzyjnym kopnięciem. Jeden z mężczyzn miał w ręku pistolet
maszynowy, temu Kraiten wystrzelił prosto w głowę, drugi natomiast zdążył
oddać dokładnie jeden strzał z trzymanego w ręce rewolweru, nim pocisk
rozerwał mu kolano, drugi natomiast - chwilę później - pozbawił go zarówno
broni, jak i dłoni.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaa!!! - wydarł się mężczyzna, przyciskając cieknący krwią
kikut do piersi. Kraiten rozejrzał się po pomieszczeniu. W pokoju znajdowało
się kilka niedużych okien, jedno z nich było otwarte.. Pod ścianą stało
biurko i kilka szafek, drewniane regały z małym telewizorkiem, lampka..
Na środku pokoju zaś znajdowało się krzesło, a na nim - związany nylonową
linką starszy człowiek, zakrwawiony i.. martwy.
- O cholera - skomentowała Kristin, wpadając do pokoju. - To kierownik
magazynu.. Diabli. Miły był z niego człowiek.. - powiedziała, badając
puls przywiązanego do krzesła. - Reszty nie znam. To wszyscy? - zapytała,
rozglądając się czujnie.
- Tutaj tak..
- Halo? Tu patrol dwanaście, przyjechaliśmy właśnie pod magazyn - rozległo
się w komunikatorze Kristin.
- Jesteśmy na piętrze, wezwijcie policje i chodźcie tutaj - odpowiedziała.
W tym momencie Kraiten skoczył ku otwartemu oknu. Kristin błyskawicznie
znalazła się przy nim.
- Co..? - nim dokończyła pytanie, sama ujrzała odpowiedź na nie: tuż nad
ich głowami wisiał gruby kabel, schodząc ukośnie w dół, aż do dachu sąsiedniego,
parterowego budynku. Po takim kablu można było bez większych problemów,
szybko zjechać na dół.. Na dole zaś, tuż przy budynku, leżał mężczyzna
w płaszczu, a obok niego stał szczupły chłopak z dość dziwną fryzurą..
Na oczach Kristin i Kraitena, chłopak uniósł nieduży, czarny
neseser, i uderzył nim w głowę leżącego na ziemi mężczyzny.. Nie pierwszy
raz, jak można było wywnioskować po otaczającej głowę kałuży krwi..
Chłopak uderzył raz jeszcze. I ponownie, ogarnięty jakąś pasją, rządzą
mordu.. Kraiten uniósł pistolet.
- Hej!!! Ręce na głowę, natychmiast!
Chłopak zamarł, spoglądając na zbliżających się do niego policjantów.
Po czym nagle upuścił neseser na ziemię i rzucił się do ucieczki.
- Stój!!! - krzyknął policjant i wystrzelił, jednakże chłopak
okazał się zadziwiająco szybki.. W oka mgnieniu zniknął za budynkiem.
- Centrala, tu P223, podejmujemy pościg za..
- Jedź za mną - powiedział Kraiten, i wyskoczył przez okno, nie próbując
nawet złapać za kabel. Miękko wylądował kilka metrów poniżej i biegiem
rzucił się w pościg za chłopakiem, wymijając osłupiałych policjantów.
- Stój! - powtórzył po raz drugi - już bez przekonania - policjant.
Kristin zjechała po kablu do połowy drogi, po czym zeskoczyła na ziemię
i biegiem dotarła do swojego Kamara. Zobaczyła zbliżające się do magazynu
dwa policyjne radiowozy, a także stojący w pobliżu samochód Skytechu,
jednak nie to ja teraz interesowało. Ustawiła komputer nawigacyjny na
namierzanie sygnału z lokalizatora znajdującego się w zegarku Kraitena
i już po chwili ujrzała na komputerowej mapie jego przybliżoną lokalizację.
Z niedowierzaniem pokręciła głową.. Cholernie szybko się przemieszczał.
Dużo za szybko, biorąc pod uwagę fakt, iż był pieszo..
Kamar zawarczał i ruszył z piskiem opon, kierowany wprawną dłonią swojej
właścicielki.
- Gdzie jesteś?
Cisza.
- Kraiten, gdzie jesteś? - Kristin skręciła w wąską uliczkę między dwoma
blokami. Wystrzeliły w górę potrącone przez rozpędzonego Kamara kartonowe
pudła, zamiauczał bezpański kot, złoszcząc się na intruza który wtargnął
na jego terytorium.
- Nad tobą. Zatrzymaj się - usłyszała w słuchawce komunikatora. Kamar
zapiszczał oponami, hamując gwałtownie. W światłach reflektorów ujrzała,
jak Kraiten ląduje na ziemi, zeskoczywszy z przymocowanej do ściany budynku
drabinki. W przeciągu chwili znalazł się obok niej w samochodzie.
- Skurczybyk jest za szybki.. Nie dogonię go tak. Jedź - powiedział. Kristin
gwałtownie nacisnęła pedał gazu.
- Za szybki dla ciebie? Nie wierzę.
- Ja też. Ale koleś jest niesamowity.. Zasuwa jak mała rakieta. Skręć
tutaj.
- Gdzie jedziemy?
- Ucieka w stronę rzeki.. może do doków..? Spróbujemy mu przeciąć drogę.
- A jeśli zawróci?
- Będę wiedział.
- Skąd?
- Po prostu będę - odpowiedział, dając do zrozumienia, iż nie ma zamiaru
wyjaśniać tej kwestii.
Kamar wyskoczył z zaułków na szerszą szosę i Kristin przyspieszyła znacznie,
wymijając sporadycznie pojawiające się na drodze pojazdy. Po dwudziestej
drugiej godzinie ruch na lokalnych ulicach malał znacznie, wzrastając
jednocześnie na drogach szybkiego ruchu i tych wiodących do całonocnych
centrów handlowych i kulturalnych. Dzięki temu szybko uzyskali przewagę
nad zbiegiem.
- Wystarczy, zatrzymaj się przy tamtym budynku - polecił nagle Kraiten.
Kristin spełniła jego życzenie, uznając najwidoczniej, iż w kwestii tego
pościgu lepiej zdać się na jego doświadczenie.
- Kris, zgaś światła i czekaj tutaj na mnie.. Gdy dam ci sygnał, wystrzel
w górę race sygnalizacyjną.. To odwróci jego uwagę.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała, a on skinął głową i wybiegł z samochodu.
Kristin ze zdumieniem przypatrywała się mu, gdy w kilku skokach wspiął
się po schodach przeciwpożarowych, a właściwie po ich zewnętrznych balustradach
i parę chwil później był już na dachu, znikając jej z oczu. Przypomniała
sobie słowa kapitana policji po akcji odbicia policjantów i zakładników
z budynku.. i pokręciła głową. Tarzan w porównaniu z Kraitenem poruszał
się jak paralityk.
- Kraiten, właśnie minęły mnie trzy radiowozy..
Chyba szukają tej samej, co i my, osoby..
- Hm.. Samochodami, to sobie mogą.. Chociaż i tak dziwne, że dotarli aż
tutaj.. No nic, chwilowo cisza w eterze, zbliża się.. - odpowiedział i
skoncentrował się na kilka chwil. Już niedaleko. Coraz bliżej.
Wyskoczył zza nadbudówki i zeskoczył na położony nieco niżej dach, nabierając
prędkości. Biegł bardzo szybko, dużo szybciej niż przeciętny człowiek,
o wiele za szybko jak na wysokość, na której się znajdował, czy też wąski
murek, po którym właśnie się poruszał.. Ale nie czuł strachu, nie wahał
się, był skupiony, a nawet.. wesoły, na swój sposób.. Jak za starych czasów
- pomyślał.. Starych, niekoniecznie dobrych czasów..
Wspiął się po kominie na kolejny budynek, po rurach chroniących kable
przebiegł nad kilkunastometrową przepaścią między magazynami, w kilku
kolejnych, zdawałoby się - samobójczych niemal skokach, dotarł na niewysoki
budynek z płaskim dachem. Czuł wyraźnie, że jego ofiara zbliża się.. Przykucnął
za jednym z kilku niewysokich kominów i zastygł w bezruchu.
Blisko. Coraz bliżej.
- Kristin - szepnął. - Strzelaj.
W chwili, gdy usłyszał uderzenie stóp o dach, na którym się znajdował,
ponad budynki wzbiła się lśniąca czerwienią flara, rozjaśniając noc, iskrząc
się na niebie..
I kiedy chłopak mijał komin, Kraiten skoczył.
Uderzył z boku, łapiąc uciekiniera w pasie, zbijając z nóg, padając razem
z nim na ziemię. Przycisnął go do ziemi, przykładając mu do głowy pistolet.
- Uspokój się! No już, cicho, nie chcę zrobić ci krzywdy! Jesteś aresztowany!
- krzyknął tamtemu do ucha, czując, jak próbuje się on wyrwać..
- Jesteś.. z policji..? - chłopak uspokoił się na chwilę. - Nie, policja
nie biega po dachach jak ty! Chcesz skrzywdzić Korrdika, byłeś w magazynie!
- wrzasnął nagle, jak węgorz wyślizgując się spod Kraitena. Ten uderzył
kolbą pistoletu, chcąc chłopaka ogłuszyć, jednak.. nie trafił - chłopak
zdążył już wymknąć się spod niego.
- Cholera! - zaklął Kraiten, gdy tamten zerwał się ponownie do biegu.
Zdołał go jednak dosięgnąć nogą, podcinając uciekiniera i posyłając go
z powrotem na ziemię.
- Przestań się głupio wyrywać, nie chcę cię skrzywdzić! - krzyknął, jednak
chłopak już zerwał się na nogi i.. zaatakował.
Rzucił się na Kraitena z furią, uderzając i kopiąc dość nieskładnie, jednak
Kraiten z trudem unikał i blokował jego ciosy. Wiedział, że jest nadludzko
szybki.. Ale chłopak był dużo szybszy. W końcu jednak doświadczenie wzięło
górę i Kraiten zwiódł go markowanym wypadem w prawo, po czym uderzył z
lewej, niezbyt mocno, ale precyzyjnie. Uciekinier zachłysnął się powietrzem,
łapiąc się za brzuch i wtedy Kraiten podciął mu nogi, przewracając na
ziemię i założył paski zaciskowe na ręce i nogi, nim tamten doszedł do
siebie..
- Ufff.. No w końcu.. Czuje się jak po jakimś cholernym rodeo.. - odetchnął
z ulgą Kraiten, uruchamiając komunikator.
- Kris, mam go.
- Rzuć broń!!! - rozległo się nagle za jego plecami, a jednocześnie oświetlony
został przez przeraźliwie jasny snop światła. Wokół zaroiło się od blasku
szperaczy i mężczyzn z karabinami.
- Ręce na głowę!
- Połóż się na ziemi!
- Jesteś aresztowany! - krzyknął ktoś jeszcze, zakładając kajdanki na
nadgarstki Kraitena, w czasie gdy kilka osób przystawiło mu lufy karabinów
do głowy.
|
|