18. Korrdik

 



- Dobra, dość tych żartów! Zacznij traktować to poważnie, albo spędzisz kilka lat w zakładzie karnym! Masz mówić całą prawdę, kapujesz?! No, to jak, będziesz grzecznie odpowiadał na pytania?!
- Oczywiście. Ale czy nie było by łatwiej, gdyby ktoś w końcu zadał mi pytanie?
- .. Nie zaczęliście go nawet przesłuchiwać, patałachy?!
- Nie, panie sierżancie, bo on..
- Milczeć! Co to ma być za cyrk?! Poszli won, za drzwi, ale już! Szczyle!
- Ale panie sierżancie, on wcale..
- Wypierdalać!!! ..No, złotko. Zostaliśmy sami. Teraz będziesz grzeczniutki, tak żeby wujek Tom nie musiał ci przylać, prawda? ..Co ma do cholery oznaczać ten uśmiech?! Chcesz zarobić w pysk?! Mów, ale już! Dlaczego go zabiliście?!
- "Go"?
- Nie udawaj, że nie wiesz, o kim mówię! Dlaczego zabiliście kierownika magazynu?!
- Pytasz niewłaściwą osobę. O już nie żył, gdy przyjechaliśmy.
- Gówno prawda! Zabiłeś go i uciekłeś przez okno!
- Nie zabiłem. I nie uciekłem, a podjąłem pościg. Tylko to okno faktycznie się zgadza.
- Ja ci się kurwa zaraz zgodzę! Taki mądry jesteś?!
- Ech. I jak ci tu wytłumaczyć, że rozmawiasz z niewłaściwą osobą..?
- ..?! Od kiedy to kurwa jesteśmy na "ty", co, gnoju?! Co robiłeś na dachu?!
- Leżałem, skuty kajdankami.
- ..Przed przybyciem policji, cholera!
- Stałem, nieskuty kajdankami.
- Ja ci zaraz..
  W chwili, gdy policjant uniósł rękę do ciosu, drzwi pokoju otworzyły się i do środka wszedł porucznik Gregor.
- Kremov, imbecylu, co ty tu cholera robisz?!
- Przesłuchuje podejrzanego, panie poruczniku! - zasalutował Kremov.
- Podejrzani znajdują się w INNYCH pokojach, Kremov! A ten tutaj to mój znajomy i jednocześnie jeden z pracowników Skytechu, którzy byli w pobliżu magazynu!
- O kurwa.
- Mam nadzieję, że nie zdążyłeś naruszyć przepisów, za które to naruszenie mógłby cię zaskarżyć, co, Kremov?
- Więc ja.. Eee.. Tylko się chciałem.. Przepraszam bardzo, wypadek przy pracy.. To ja już..
  Kraiten skinął przyzwalająco głową, uśmiechając się ironicznie, i spocony sierżant wybiegł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
- He he, a to ci numer.. - skomentował Kraiten.
- Ech. Ponosi go czasami.. I kawał gamonia z niego.. Ale poza tym, to dobry policjant. Mam nadzieję, że cię nie uraził?
- Nie zdążył - Kraiten uścisnął dłoń Gregora w powitalnym geście, po czym porucznik usiadł na stojącym obok krześle.
- W sumie cieszę się z tego spotkania, chociaż w dziwnych okolicznościach.. Raz jeszcze chciałbym ci podziękować za wtedy.. Wiesz, chciałem to zrobić już wcześniej, ale wasze firmowe sekretarki nie podają numerów telefonów pracowników - uśmiechnął się Gregor.
- O proszę, jak dobrze wyuczone - odpowiedział uśmiechem Kraiten. - A poza tym, nie ma sprawy. Hm. Gdzie jest Kristin?
- Spisaliśmy jej zeznanie dotyczące tego całego zajścia.. Posłałem po nią chwilę temu, zaraz powinna do nas dołączyć. Heh. Mam nadzieję, że nie masz zbyt dużych pretensji o to aresztowanie na dachu? W sumie mają chłopaki do tego prawo, ale w tym wypadku dość głupio wyszło..
- Trochę się zdziwiłem.. Nic poza tym. Nie ma sprawy, zdarza się.. Chociaż mam nadzieję, że niecodziennie.
- He he, no oby.. Chociaż masz dziwną tendencję do pakowania się w ryzykowne sytuacje.
- Taki los.. Słuchaj, jakim cudem ta grupa nas znalazła tak szybko? Przecież nie mieli pojęcia gdzie byliśmy..?
- Nie was.. Tego chłopaka. Namierzyli go, jak tylko otrzymali częstotliwość z biura ewidencji mutantów.
- ..Mutantów?
- Coś taki zdziwiony? Nigdy nie słyszałeś o tym biurze?
- Nie.. Nie jestem stąd. Czy też nie byłem, jeszcze nie tak dawno temu.
- Aha.. No, może u was tego nie było, ale to normalna praktyka.. Po wojnie okazało się, że coś zmutowało część dzieci.. Może to jakiś związek radioaktywny, może coś innego.. W każdym bądź razie, okazało się, iż niektóre dzieciaki urodziły się.. inne. Wszystkie takie osoby zostały zarejestrowane w biurze ewidencji mutantów, każdemu przydzielono numerek i nadajnik.. by łatwiej było je obserwować.
- W celu?
- Naukowym, poniekąd.. Bezpieczeństwa także. Większość tych dzieciaków ma po prostu odrobinę inny skład krwi, jakieś małe zmiany w kolorze skóry, takie duperele.. Ale niektóre rozwinęły w sobie dziwne zdolności. Tak jak ten.. Hm, ten z dachu, jak mu było..?
- Korrdik.
- A właśnie. No więc on na przykład figuruje w kartotece jako osoba o nadzwyczajnej sprężystości mięśni, a także przyspieszonym metabolizmie.. W ogóle, przyspieszonym całym ciele. Nie zauważyłeś, jak szybko się porusza?
- Więc to dlatego.. Heh..
- No właśnie. Słyszałem też o mutantach świecących oczami jak latarkami, wytwarzającym prąd o niewielkim napięciu, nawet były pogłoski o telepatii i telekinezie, ale nie traktowałbym tego serio.. Jakieś granice muszą przecież być.
- Wypadałoby, żeby były - uśmiechnął się Kraiten.
- Uhm. No i już wiesz, jak go namierzyliśmy. Dogonienie go policyjnym wektorowcem już nie było takie straszne, tym bardziej że go ładnie dla nas skułeś kajdankami. Nie wiem tylko, jakim cudem za nim nadążyłeś w biegu po dachach i jak go obezwładniłeś, ale jestem pełen podziwu.
- Nie goniłem na piechotę.. Prędzej bym zawału dostał, niż go dogonił - w oczach Kraitena zabłysnął figlarny płomyk. - Goniliśmy go z Kristin jej wyścigówką.. Przez pół miasta, jak zajączka na polowaniu niemalże.
- He he.. Oj, szkoda że tego nie widziałem. Musiał być niezły widok.
- Uhm. A kto to w ogóle jest? Ten chłopak?
- ..Według naszych danych.. Pracował w magazynie. Legalnie. Jako pomoc, jako goniec.. I to od kilku dobrych lat.. Dziwne, żeby się wplątał w coś takiego..
- Nie wplątał się.. Przypuszczam, że widział, jak ci faceci zabijają kierownika.. Tego faceta, którego Korrdik zatłukł walizkąz zatłukł w szoku, z wściekłości.. Widziałem jego twarz.. Zresztą, był wciąż w szoku, gdy go złapałem.. Tak zachowują się ludzie, którzy widzieli śmierć przyjaciela, bądź bliskiego znajomego..
- ..Więc on nie miał z tą bandą nic wspólnego?
- Nie bardziej niż my. Ale mógł widzieć więcej od nas, warto z nim porozmawiać. Tylko spokojnie, nie wysyłaj broń boże Kremova, bo chłopaka rozerwie na strzępy.
- Heh.. Dobrze, zajmę się tym. Słuchaj, czy..
W tym momencie otworzyły się drzwi i do pokoju zajrzał młody policjant.
- Poruczniku, przyprowadziłem tę panią.
- Świetnie. Zapraszam do środka - Gregor wstał z krzesła i przymknął lekko drzwi, gdy Kristin już weszła.
- Plotkujecie, panowie? - zapytała.
- Oczywiście. Załapałaś się na rewizję osobistą, czy jeszcze czekasz na swoją kolej? - odpowiedział Kraiten, również wstając.
- Prędzej bym im łapy połamała, niż dała się dotknąć - wzruszyła ramionami Kristin.
- A mi?
- Za ten twój sarkastyczny uśmiech, draniu, to ręce i nogi co najmniej.
- Khem. No tak, pracuje z sadystką.. Ech. Gregor, dostaniemy nasze rzeczy z powrotem?
- Oczywiście. A chciałem zapytać o coś jeszcze. Nie dalibyście się zaprosić, ty i twoja pani, na jakąś kolację w restauracji ze mną i moją żoną?
- O, masz żonę? - zapytał Kraiten, pomijając resztę pytania.
- A co, nie wyglądam na takiego? - roześmiał się Gregor.
- Heh.. Nic nie mówie - odparł Kraiten. - I jak, moja pani, damy się zaprosić na darmowe jedzenie?
- Żarłok. Ale zaproszenie na miły wieczór oczywiście, że przyjmujemy. Niech i inni zobaczą jak to jest musieć z tobą wytrzymać cały wieczór.
- Ech.. Znamy się tak krótko, a ona już zachowuje się, jakby była moją żoną.. Zrzędliwą żoną, niestety.
- Takie jest życie, kolego - zaśmiał się Gregor i odprowadził przekomarzającą się dwójkę na parking.

 

 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__