19. Roboty Treningowe

 



- Wygląda na to, że gdzie bym z tobą nie pojechał.. zawsze natrafiamy na jakąś zadymę. Czyżbyś przyciągała kłopoty?
- Hm. Raczej to ciebie one ciągle znajdują, ale nie narzekam.. Przynajmniej dopóki to do ciebie częściej strzelają niż do mnie.
- Twoja troska o mnie jest wręcz wzruszająca.
- Ojej.. A powinnam się troszczyć? Potrafisz przecież wyleczyć się właściwie z każdej rany.. I to w oszałamiającym tempie.
- Fakt.. Ale trochę źle kombinujesz. Zresztą - Kraiten wstał od stołu i podszedł do dużego biurka z narzędziami. Dan przyglądał mu się z zaciekawieniem, pijąc gorącą kawę. Poza nimi i Kristin, w warsztacie nie było nikogo. Mechanicy wyszli do pobliskiego bufetu, w miły sposób spędzić przysługującą im godzinę przerwy, w pomieszczeniu więc panował przyjemny spokój i cisza.
- No i już - powiedział Kraiten, kładąc na stole przed Kristin niedużą siekierę. - Weź siekierkę i odrąb sobie dłoń.
- Oszalałeś? Kawa zaszkodziła? - odpowiedziała Kristin, odsuwając się od stołu.
- A co ci zależy? W ciągu tygodnia będziesz miała nowiutką, wyklonowaną łapkę i nawet nie zauważysz różnicy.
- Może i nie zauważę, ale to nie powód, żeby sobie cokolwiek odrąbywać.
- Dlaczego nie? Możesz się przecież wyleczyć z tej rany i to w całkiem niezłym tempie.
- ..Nie cytuj mnie. A poza tym trzeba by chyba być głupim, żeby sobie z własnej woli dłoń odrąbać. Nie pociąga mnie samookaleczanie się.
- Ach.. Więc mimo takich możliwości, nie zrobisz tego, bo to głupie.. Dlaczego? Bo krwawi? Bo boli?
- Na przykład.
- A myślisz, że mnie nie boli? Że Dana nie bolałoby, gdyby mu odrąbać dłoń lub go postrzelić?
- ...
- Masz rację mówiąc, że moje rany się bardzo szybko goją. Ale to nie znaczy, że są dla mnie przyjemne.. Postrzelenie boli tak samo.. A nawet bardziej, bo ciało zaczyna się zarastać i swędzi.. piecze.. pali żywym ogniem - nawet w trakcie tego samoleczenia się..
- No dobrze, masz rację - przyznała Kristin, odkładając kubek.
- Ma rację.. ale też i bardzo ciekawy sposób jej przedstawienia - uśmiechnął się Dan.
- Khem.. No co? Nie ma to jak przemówić do wyobraźni słuchaczy za pomocą dobrze naostrzonej siekiery - odparł Kraiten z figlarnym błyskiem w oku, na co Dan wybuchnął śmiechem.
- Ech.. I jak tu z wami dyskutować? - zapytała Kristin, uśmiechając się znad kubka.
- Nie można. Ale nie szkodzi, nie mam nic przeciwko, gdy mi tak ładnie przyznajesz rację i przytakujesz.
- Tylko się nie przyzwyczajaj.. To stan przejściowy.
- Jeśli przejdzie w pełne oddania uwielbienie, to nie ma sprawy.
- Marzyciel.
- Oj, dzieciaki.. Aż miło was posłuchać.. Tak ładnie potraficie rozbawić starego człowieka - roześmiał się Dan.
- O, a może zapasy w błocie?
- ..Tobie naprawdę zaczyna już odbijać - Kristin spojrzała na Kraitena karcącym wzrokiem, on jednak roześmiał się tylko.
- Dan, a co z moim autkiem? Jak idzie zabawa?
- Jeszcze kilka dni, czekam na ostatnie części.. O, tam, na stole, leży już prawie zmontowany silnik.
- To? To ma być silnik do twojego samochodu? - zapytała Kristin. - Myślałam, że to do jakiegoś wektorowca.. Chcesz tym lecieć w kosmos?
- He he.. Niekoniecznie.. Ale dzięki temu potworkowi to cudo będzie osiągami niemal dorównywało twojemu Kamarowi.
- Niemal? Z takim czymś powinien być dużo lepszy.
- Bez przeróbek i owszem - wtrącił Dan. - Ale Kraiten zażyczył sobie też i innych modyfikacji.. To autko będzie dużo, dużo cięższe, gdy z nim skończymy.. Ale dzięki temu - dużo stabilniejsze. Mocniejsze. W sumie taki nieduży czołg..
- Po co ci coś takiego?
- Żeby mi nie odstrzelili czegoś, gdy będę jechał przez miasto - odpowiedział jej z uśmiechem Kraiten, dolewając sobie kawy do kubka. - Poza centrum panuje tutaj istna dzicz.. O slumsach już nie wspominając.
- Mam nadzieję, że po tych modyfikacjach przestanie w końcu wyglądać jak żaba?
- Nie ma mowy. Właśnie te wyłupiaste ślepia są w nim najpiękniejsze. Za to..
  Jego słowa zagłuszył drażniący uszy dźwięk dzwonka.
- No i koniec przerwy.. Zmieniamy lokal? - zapytała Kristin. Kraiten przytaknął, sięgając po swoją kurtkę.
- Kraiten.. - Dan również wstał od stołu. - A co byś powiedział na mały trening?

 

 

 

- Rety.. Co to za pokraka?
- To jest Eddi. A to Eddi Dwa i Eddi Trzy.
- Bardzo pomysłowe imiona - zauważyła zgryźliwie Kristin. Ona i Kraiten poszli razem z Danem to jednego z małych, nieczynnych magazynów na niższych piętrach siedziby Skynet Technologies. Stali właśnie pod ścianą oświetlonego kilkoma jarzeniówkami pomieszczenia i przyglądali się trzem zastygłym w bezruchu, metalowym robotom.
- Nie ich imiona są ważne, a to, co potrafią - odpowiedział Dan.
- A co takiego potrafią? - zainteresował się Kraiten, pukając w obudowę robota.
- Szkolić. To udoskonalone przeze mnie wersje robotów używanych jako przeciwnicy przy kursach sztuk samoobrony dla zaawansowanych. Uzupełniłem ich oprogramowanie, podkręciłem trochę śrubek i powstali całkiem nieźli sparring partnerzy..
- Dlaczego o nich nigdy nie słyszałam?
- To prototypy. Ćwiczę z nimi od dwóch tygodni, eliminując usterki.. Zastanawiamy się z twoim wujem nad wprowadzeniem ich do sal treningowych.. Może wkrótce.
- Hmm.. Mogłabym spróbować?
- Czemu nie.. W końcu po to tu przyszliśmy.. Dobrze. Twoim chłopcem do bicia będzie Eddi Dwa, na poziomie trudności.. powiedzmy.. hm, pięć.
- W skali?
- Jeden do dziesięć. Trójka była zalecana w zwykłych ćwiczeniach.. To znaczy zanim je zmodyfikowałem.
- Daj sześć.
- Nie ma sprawy.
- Kris rozłożona na łopatki przez robota.. Szkoda, że nie wziąłem aparatu, były by śliczne zdjęcia - Kraiten kucnął pod ścianą, przy której było najwięcej cienia.
- Cicho tam. Lepiej uważaj, żeby cię nie zaharatał przez przypadek - zripostowała Kristin. - Co mam robić, Dan?
- Gotowa?
  Kristin odłożyła kurtkę i pistolet na stolik, po czym stanęła na środku pomieszczenia.
- Tak.
- No to odpalamy.. Aha - roboty obłożone są utwardzoną gąbką, używaną jako ochrona na treningach.. Także jeśli nie trafisz w metalowy przegub, to nie powinnaś sobie piąstek poobijać.
- No dawaj go tutaj - uśmiechnęła się Kristin. Dan nacisnął jeszcze kilka przycisków na niewielkiej konsoli i..
  Robot ożył. Wyprostował się, cicho szumiąc mechanizmami, pokręcił swoją dziwacznie spłaszczoną głową i ruszył na Kristin.
  Zaatakował zupełnie jak człowiek - gładko wyprowadzając prawy sierpowy, wykazując przy okazji całkiem niezłą koordynacje ruchową. Kristin uchyliła się przed ciosem. I przed drugim i przed trzecim.. Na próbę sama wyprowadziła kilka lewych prostych, jednak robot zręcznie uniknął pierwszego i niczym bokser zasłonił się przed następnymi. Jednak gdy Kristin spróbowała zaskoczyć go, podcinając mu nogi, uskoczył i sam zaatakował wysokim kopnięciem. Kristin zablokowała je ręką i odskoczyła.
- Hej, to jest naprawdę niezłe! Dan, dlaczego tego jeszcze nie ma na salach?
- Jeszcze z tydzień testów i będą, obiecuję. A to, że jest niezły, to zasługa producenta.. Zakodowali mu całkiem porządne oprogramowanie. Nic dziwnego, że jeden blaszak kosztuje koło dwóch tysięcy..
- Ziew.. - skomentował Kraiten. - Dan, ustaw go na ósemkę, przecież ona zaraz zaśnie przy tej konserwie..
- Właśnie, zwiększ poziom, Dan
- Jak chcesz.. Najwyżej poleczysz trochę siniaki - uśmiechnął się Dan. - Poważniejszej krzywdy człowiekowi nie wyrządzą. A właściwie nie powinny, dlatego wciąż je testuję.
  Robot ruszył ponownie, tym razem dużo szybciej, zwinniej, sprawniej.. i momentalnie zasypał Kristin gradem błyskawicznych ciosów. Na zmianę unikając i osłaniając się rękoma Kristin poradziła sobie z pierwszą nawałnicą uderzeń i, otrząsnąwszy się z chwilowego zaskoczenia, kontratakowała. Robot odskoczył, zwiększając dystans, jednak ona błyskawicznie znów znalazła się przy nim. Dwa prawe sierpowe, lewy prosty, kopnięcie na nogi, na klatkę piersiową, blok, blok, unik, kopnięcie w głowę robota.. Jednak on również unikał każdego jej ciosu. Zwarci w pełnym gracji i wdzięku, a jednocześnie nasyconym agresją tańcu, krok za krokiem zbliżali się do ściany.
  Wtedy Kristin zaatakowała ostrzej i robot uchylił się, przepuszczając ją, ona jednak zmieniła błyskawicznie środek ciężkości i potężne kopnięcie w korpus rzuciło robota na ścianę. Zerwał się momentalnie do kontrataku, ale Kristin nie dała już mu się pozbierać - kopnięcie w głowę posłało robota w róg pokoju, drugie ponownie rzuciło nim o twardą ścianę, a chwile później znalazł się na ziemi, podcięty zręcznie. Trzecie kopnięcie, prosto w głowę leżącego robota, było szczególnie potężne - głuche jęknięcie metalu zabrzmiało w całym pomieszczeniu.
- Mmmm.. Ślicznie, Kris! - Dan nagrodził ją gromkimi brawami. - Niesamowicie się porusza, prawda? A jak zręcznie zdobyła chwilową przewagę i ją wykorzystała.. - zwrócił się Dan do Kraitena.
- Uhm. A jak sympatycznie napina pośladki przed każdym kopnięciem - dodał swój komentarz Kraiten, uśmiechając się zawadiacko. Chwilę później zmuszony był jednak uskoczyć przed precyzyjnie ciśniętą przez Kristin puszką z jakimś napojem.
- Spadaj. Nie masz się już na co gapić, tylko na mój tyłek?
- Nic nie poradzę.. Jakby nie patrzeć, jest jednak odrobinę powabniejszy niż tyłek tego robota..
- Odrobinę?! - wściekle powtórzyła Kristin, sięgając po następną puszkę.

 

 

 

- Pokaż głowę.. No, już nic nie widać.. Bałam się, że będziesz musiał iść na kolację z takim paskudnym rozcięciem..
- Taaa.. Zdolności szybkiej regeneracji przydają się, gdy przebywasz z furiatką ciskającą w ciebie puszkami..
- Oj, nie sądziłam, że trafię - uśmiechnęła się przepraszająco Kristin.
- A ja nie sądziłem, że rzucisz we mnie całym kartonem - odpowiedział Kraiten, spoglądając w lustro. Dwadzieścia minut temu miał paskudne rozcięcie głowy nieco powyżej ucha, krwawiące obficie i wyglądające, jakby co najmniej go postrzelono.. Teraz nie było po całym zajściu nawet śladu.. No, jeśli nie liczyć pogiętych puszek i kilku pokaźnych kałuż w magazynie, które zresztą Dan kazał im posprzątać przed wyjściem..
- Ech - Kristin zostawiła Kraitena w spokoju i wrzuciła do kosza kilka z walających się wszędzie puszek. - Nie masz wrażenia, że czasami zachowujemy się jak dzieci?
- Nawet częściej niż czasami.. I cholernie mnie to cieszy. Okres mojego dzieciństwa skończył się, nim miał okazję się rozpocząć.. To naprawdę fajne.. Wiedzieć, że wciąż się potrafi odnaleźć w sobie dziecięcą radość, że się tego nie zatraciło gdzieś po drodze..
- ..Chyba wiem, o czym mówisz.. - odpowiedział Kristin, markotniejąc.
- Wiem, że wiesz - Kraiten odłożył torbę ze śmieciami i podszedł do niej. - Ile lat miałaś.. Gdy zginęli twoi rodzice..?
  Nie od razu odpowiedziała.. Milczała dłużą chwilę, wspominając, zanim w końcu usłyszał jej głos.
- Siedem.. Jechali na jakąś.. konferencję.. Tato przyjechał do mojej szkoły.. Powiedział, że wyjeżdżają za dwa dni.. że to nagłe.. Chciał, żebym pojechała z nimi, zbliżał się weekend.. Ale ja nie chciałam jechać.. bo moja przyjaciółka miała tego dnia urodziny.. Miała być impreza.. Miałam już dla niej prezent.. A on.. On uśmiechnął się tylko i powiedział, że w takim razie zajmie się mną wujek Ted.. Pożegnałam się z mamą.. Tata dał mi buziaka, życzył dobrej zabawy.. i pojechali.. a wieczorem.. Wieczorem wuj przyszedł do mojego pokoju i powiedział, że w ich samochodzie wybuchła bomba.. że nie żyją.. że mnie nie zostawi.. że policja szuka sprawców.. Miałam jechać z nimi, Kraiten.. Miałam też jechać.. - uniosła głowę, spoglądając w jego oczy.. Jej własne były wilgotne..
- Ale na szczęście nie pojechałaś.. Wiesz.. Ty chociaż pamiętasz swoją rodzinę. Ze sposobu, w jaki o nich mówisz.. Domyślam się, że masz zapewne sporo miłych wspomnień z rodzicami związanych.. A ja swoich nawet nie pamiętam. Chodź, Kris.. Wyrzucimy te worki i pojedziemy spotkać się z Gregorem i jego żoną.. To ci powinno poprawić humor.
- Mmm.. Masz racje, nie można żyć tylko przeszłością.. Mam nadzieję, że ta restauracja ma miły klimat.. Rzadko jadam na mieście, nie znam jej.
- Nie martw się, Gregor pewnie nie zabrałby żony i znajomych byle gdzie - Kraiten uśmiechnął się i starł kciukiem łzę spływającą po jej policzku. - Już dobrze?
- Już okej - odpowiedziała uśmiechem. - Wiesz..? Masz bardzo dziwne oczy.
- Dziwne? Tzn. żółte i wyłupiaste?
- Nie, gamoniu.. Takie.. kocie.. Jak u kotów zwężają ci się źrenice.. Ale to nie wszystko.
- Nie? No, zapewne również jak i u kotów mi się te źrenice z powrotem rozszerzają..
- A, do diabła, nie potrafisz być przez chwilę poważny? Dać sobie spokój z tą ironią? Jak tutaj z tobą rozmawiać.. - Kristin wstała, zbierając się do wyjścia.
- Tak, masz rację.. Po prostu się nie da - Kraiten uśmiechnął się, bardziej do swoich myśli niż do niej i, zabrawszy wypełnione puszkami i papierowymi ręcznikami worki, ruszył za nią w kierunku windy.


 

 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__