|
|
20. Kolacja
- Zauważyłeś? Odeszliśmy tylko na chwilkę, a one już plotkują.. Ech. Kobiety..
- Takie już są.. Ale trzeba im przyznać, iż plotkują z wielkim wdziękiem.
- Też mi pocieszenie..
- Innego nie będzie - Gregor zaśmiał się i zgasił niedopałek papierosa.
- Wracamy?
- Uhm.. - Kraiten oparł się na balustradzie i spojrzał na rozświetlone
setkami tysięcy światełek miasto. - Co słychać w sprawie morderstwa w
magazynie i tego młodego mutanta?
- On jest chwilowo pod opieką kuratora.. Szukają mu jakiejś nowej pracy..
Jednak niewiele osób chce przebywać w towarzystwie, jak to ich określają,
"wybryków natury".. A sprawa? Ślimaczy się. To znaczy wiemy
już, że właściciela magazynu zabili ludzie związani z gangiem O'Neila..
To jedna z najpotężniejszych organizacji przestępczych w mieście. Są zaplątani
w większość poważniejszych przestępstw z ostatnich kilkunastu miesięcy..
- Motyw zabójstwa? - zapytał Kraiten, gdy ruszyli w stronę ich stolika.
- Nieznany.. Może długi, może zastraszenie, może cokolwiek.. Sądząc po
relacjach Korrdika, pojawiali się w magazynie co dwa tygodnie.. Ciężarówką..
Także prowadzili jakieś wspólne interesy.. Ale co to było - nie wiemy.
- O czym plotkowaliście na balkonie? - zapytała Ellen, ciemnowłosa, energiczna
kobietka o wysportowanym ciele i zgrabnej sylwetce. Poza byciem niewątpliwie
urodziwą przedstawicielką swojej płci, pracowała jako agent ubezpieczeniowy,
przede wszystkim zaś - była żoną porucznika Gregora.
- O pracy i złych ludziach.. A o czym wy plotkowałyście tutaj? - odpowiedział
Kraiten, gdy wraz z Gregorem zajęli swoje miejsca przy stole.
- O was - uśmiechnęła się Kristin. W długiej, lśniącej delikatnie czerwonej
sukni, wyglądała jak prawdziwa dama, co zdążył już zauważyć Dan, gdy zobaczył
ją tuż przed wyjściem do restauracji, a co Kraiten skomentował krótkim,
lecz pełnym podziwu "Łał." - A dokładniej to o tym, jak się
poznaliście.
- Gregor opowiadał już mi o tym.. i o was - Ellen uśmiechnęła się miło.
Miała na sobie suknię bliźniaczo podobną do tej, w której przyszła Kristin,
z tym małym wyjątkiem, iż suknia należąca do Ellen była niebieska. Obie
panie szybko przełamały pierwsze lody i zaczęły rozmawiać ze sobą niczym
dobre przyjaciółki. - Byłam jednak ciekawa także innej wersji wydarzeń..
Wiecie, Gregor lubi ubarwiać.
- A co tam było do ubarwiania? - zdziwił się Gregor. - Facet w pojedynkę
wystrzelał bandytów i ocalił nam tyłki, ot i tyle.
- Z balkonu wyglądałyście jak siostry - odezwał się nagle Kraiten.
- To przez te sukienki.
- Też.. Ale nie tylko. Kolor włosów, ciemniejsza cera, gracja, z jaką
się poruszacie, nawet gdy sięgacie po wino czy wafelek.. Ciężko nie zwrócić
na was uwagi.
Ellen roześmiała się wesoło.
- Mów mi jeszcze - powiedziała. - Wino najlepiej smakuje z komplementami..
Kris, czy on zawsze jest taki słodki?
- Nie.. Zwykle jest strasznie gorzki. To jedno z niewielu zdań, które
przy mnie wypowiedział, a które nie ociekały sarkazmem.. - Kristin pokręciła
głową. - Może to wino?
- Więc trzeba go upić i zaraz będzie milutki - podsumowała Ellen. Kristin
uśmiechnęła się tylko.
- To chyba nie będzie takie łatwe - powiedziała, sięgając po jeden ze
słonych wafelków, które właśnie przyniósł im kelner.
- A co z tym złapanym?
- Słucham? - zapytał Gregor zdziwiony.
- Facet z magazynu. Postrzeliłem go - przypomniał mu Kraiten.
- Aaa.. Magazyn. Nie lubię, gdy tak nagle zmieniasz temat. Ten złapany,
cóż.. Intensywna terapia, nieprzytomny.. Ale najprawdopodobniej człowiek
O'Neila.
- Musicie rozmawiać o pracy nawet w czasie kolacji? - spytała Ellen, groźnie
marszcząc brwi.
- Masz zupełną rację, ta nie wypada.. - przyznał Kraiten. - W takim razie
kończymy kolację i idziemy sobie w spokoju porozmawiać.
- Nie całkiem o to mi chodziło..
- Za późno - podsumował Kraiten z zawadiackim uśmiechem i przywołał kelnera.
Kilka minut później wyszli z budynku, śmiejąc się z opowiedzianego przez
Gregora dowcipu. Noc nie należała do najcieplejszych, zimny wiatr szarpał
nieśmiało włosy i ubrania spacerujących osób. Kraiten założył trzymaną
do tej pory w ręce skórzaną kurtkę.
- Chłodno się robi.. - zauważyła Kristin, poprawiając płaszcz. Cała czwórka
zatrzymała się przy przejściu dla pieszych, przepuszczając przejeżdżające
samochody.
- Bo już jest późno - stwierdził Gregor. - W dzień będzie dużo cieplej..
Poza murami miasta jest zwykle o kilkanaście stopni więcej.. Zadziwiające,
jak zmienił nam się klimat.
- Czytałam ostatnio, że to te zmutowane rośliny produkują to ciepło..
Jako efekt uboczny fotosyntezy, o ile pamiętam - dodała Ellen, przytulając
się do męża. - Ale ludzie to lubią.. Inaczej nie płaciliby takich pieniędzy
za kurorty.
- Kurorty? - zapytał Kraiten.
- Tak.. Wybudowali dwa czy trzy kurorty w pobliżu miasta, dwa na południe
i jeden na północ.. Na wzgórzach. Sztuczne plaże, baseny, dżungla dookoła,
w dzień tenis i pływanie, w nocy ogniska przy akompaniamencie porykiwań
dzikich zwierząt.. Ludzi to kręci - wyjaśnił mu Gregor.
- Skytech zajmuje się zabezpieczaniem jednego z tych kurortów - wtrąciła
Kristin. - I faktycznie, przez właściwie cały rok są tam klienci.
- Widocznie mają i pieniądze i czas na takie przyjemności.
- Z czasem chyba u nas najgorzej.. Za to chęci nie brakuje - uśmiechnęła
się Ellen.
- A słyszeliście o organizowaniu survivalu? Ponoć za niemałe pieniądze
zabierają ludzi na kilka dni do dżungli i uczą sztuki przetrwania..
- Do dżungli? Powariowali. Jeden z tych głupich dinozaurów przetrzebił
ostatnio oddział wytrenowanych ochroniarzy.. Co tacy wycieczkowicze mogą
zrobić, jak ich taka przerośnięta jaszczurka zaatakuje? - zdziwił się
Kraiten.
- Pewnie niewiele.. Cały kurs jest zresztą "na własną odpowiedzialność
uczestników".. I oczywiście towarzyszy mu obstawa z ciężkimi karabinami
- odpowiedział Gregor.
- Aha.. Milutko.
Rozmawiając, doszli do pobliskiego parkingu, na którym stały zaparkowane
ich samochody. Po sprawdzeniu kwitków i pobraniu stosownej opłaty, dozorca
przepuścił ich przez bramkę i wkrótce zatrzymali się przy swoich pojazdach.
- Dziękujemy za wspaniały wieczór - uśmiechnęła się Kristin, żegnając
się z Ellen i Gregorem.
- Ależ, cała przyjemność po naszej stronie - odpowiedziała Ellen. - Wreszcie
miałam okazję was poznać.
- Gregor.. Gdybyś miał coś nowego w sprawie O'Neila.. Daj znać, jeśli
moglibyśmy w czymś pomóc.
- Dzięki, na pewno skorzystam - Gregor uścisnął dłoń Kraitena na pożegnanie
i chwilę później on i Ellen wyjechali z parkingu swoim dwuletnim Fordem,
po czym zniknęli za najbliższym zakrętem.
- Milutką ma żonę - stwierdziła Kristin po dłuższej chwili milczenia.
- I ładną w dodatku.
- Aż dziwne, że wciąż chce mu się narażać na ulicy..
- Czy ja wiem..? To jego sposób na życie. I nasz też. Przecież nikt ci
nie każe wystawiać się pod lufy karabinów.
- Czyli jesteśmy urodzonymi samobójcami?
- ..Coś w tym stylu. Wolę jednak myśleć o sobie jako o urodzonym drapieżniku
- Kraiten uśmiechnął się, patrząc na wyłaniający się zza chmur księżyc.
- Hmm.. Urocza wizja - także na twarzy Kristin zagościł wesoły uśmiech.
- Drapieżnik.. Tak, chyba mogę być drapieżnikiem..
- Jak myślisz, czy twój wuj zatrudniłby Korrdika?
- Słucham?
- Tego chłopaka z magazynu, którego ścigałem po dachach.
- Myślisz o zrobieniu z niego ochroniarza?
- Niekoniecznie.. Raczej o tym, żeby miał się gdzie podziać.. Jeśli będzie
chciał. Chłopak jest zwinny, szybki.. Pewnie znajdzie się dla niego zajęcie.
Twój wuj chyba nie miałby nic przeciwko mutantowi, skoro śpi na tym samym
piętrze co takie dziwadła jak ja i Dan..
- Nie, wuj jest wolny od takich uprzedzeń. Myślę, że jeśli ten chłopak
zechce, to bez problemów znajdziemy mu pracę.. Wiesz, zaskakujesz mnie.. Momentami zimny jak stal..
a momentami.. bardziej ludzki od większości ludzi. Tak jak nikt nie każe
nam wystawiać się pod ostrzał.. tak i tobie nikt nie każe przejmować się
obcym człowiekiem. A jednak to robisz.
- Tak samo, jak mimo wszystko pakujemy się w kłopoty.. Cóż. Zanim nabawisz
się złudzeń i zaczniesz mnie uważać za miłego człowieka, powiem, że to
bujda. Prawdę mówiąc, nie lubię ludzi. Są strasznie głupim i niesympatycznym
gatunkiem zwierząt.. Niestety, siedli spasionymi tyłkami na szczycie łańcucha
pokarmowego i rozpanoszyli się po świecie.. A Korrdik.. Hm. Wiem, jak
to jest być innym.
- Czyli mnie też nie lubisz? Ani Gregora?
Kraiten uśmiechnął się, odwracając wzrok od księżyca i spoglądając na
Kristin.
- Lubię. Ludzie ogólnie mogą być dla mnie szarą, denerwującą masą.. Ale
gdy przyjrzeć się pojedynczym osobom.. Można znaleźć ciekawe osoby. Znajomych.
Kolegów. Przyjaciół.. Heh. Zresztą, jaki mam wybór? Wszędzie dookoła są
ludzie, pozostaje tylko pogodzić się z ich obecnością.
- To w końcu lubisz mnie, czy tylko godzisz się z moją obecnością?
- Aleś dociekliwa.. Lubię. Bardzo nawet. A przede wszystkim, instynktownie
wiem, że mogę ci ufać.. A z natury bardzo nieufne ze mnie bydle.
- Mmm.. Faktycznie.. Jakoś dziwnie dużo miłych rzeczy dzisiaj mówisz..
Czyżby to faktycznie było wino?
- Kto wie.. Może mnie upiliście, hm?
- A można cię w ogóle upić?
- Nie, raczej nie - roześmiał się Kraiten. - Ale ma to i swoje dobre strony.
Zero kaca na przykład.
- Szkoda.. - Kristin uśmiechnęła się łobuzersko. - Noc jeszcze młoda..
Czym zajmiemy się teraz? Wyścig po ulicach? Kolejna strzelanina? Złodzieje,
mordercy, rabusie..?
- Raczej gorąca herbata, grzanki i trochę snu.. Innymi słowy wracamy do
Skytechu.
- Myślisz, że uda nam się dojechać bez wpakowania się w jakąś rozróbę?
- Sprawdźmy - zaproponował i chwilę później czerwony Kamar z cichym szumem
silnika minął restauracje i pomknął w stronę autostrady na trzecim poziomie.
|
|