21. Wyjazd

 



- O, dobrze że was spotkałem. Udała się kolacja?
- Tak, wujku. Nawet nie wiedziałam, że mamy taką ładną restaurację w mieście.
- Och, są i lepsze.. Jak przestaniesz bawić się w komandosa i odłożysz na chwilę pistolety, to znajdziesz trochę czasu i na restauracje i na kino.. Na normalne życie.
- Normalne życie? Ble. A poza tym.. Do tej restauracji wpuścili mnie z pistoletem - uśmiechnęła się Kristin.
- Ech, chyba nie ma już dla ciebie nadziei - odpowiedział jej Darrce, również się uśmiechając.
- Dlaczego "dobrze, że was spotkałem"? - zapytał Kraiten. - Coś się stało, czy tylko martwiłeś się o bezpieczeństwo bratanicy w moim towarzystwie?
- Wciąż się martwię. To znaczy jest z tobą bezpieczniejsza niż z większością moich pracowników, w razie czego będziesz potrafił ją ochronić.. ale kto będzie ją chronił przed tobą?
- Oj, wujku, potrafię sama zadbać o siebie. W końcu jestem komandosem, a nie nastolatką z pierwszej lepszej dyskoteki.
- Komandos w spódnicy.. Komedia, czy tragifarsa? - zapytał Kraiten, zerkając z ukosa na Kristin. Ta momentalnie zamachnęła się dłonią w kierunku jego ucha, jednakże Kraiten bez większych problemów uniknął ciosu.
- Będziesz miał farsę i komedię w jednym, jak ci coś odstrzelę - zagroziła Kristin.
- Mógłbym coś wtrącić? - przerwał im Darrce. Oboje zgodnie skinęli głowami. - Dziękuję. Więc, dobrze, że was spotkałem, bo chciałem się o coś zapytać. Chcecie lecieć ze mną do Europy?

 

 

 

- Do Europy?! Naprawdę wybierasz się do Europy?! - wykrzyknęła Kristin, wyraźnie podekscytowana. - Ale.. Po co? To znaczy..
- Interesy, oczywiście. Maks od dłuższego czasu prowadził negocjacje z pewnymi ludźmi w Europie i teraz właśnie nadszedł czas na rozmowy bezpośrednie.. Musi więc tam polecieć. Poprosił mnie o towarzystwo, a także o zapewnienie mu chociaż minimalnej ochrony.
- A kim jest Maks? - zapytał Kraiten.
- Maks Kremer.. Kiedyś - mój szef, obecnie przyjaciel. Biznesmen, który swojego czasu postanowił zainwestować trochę i utworzyć firmę ochroniarską. Skytech.
- A później zatrudnili w niej wujka, i bardzo szybko został kierownikiem zespołu operacyjnego i trenerem rekrutów.. W końcu rozwinął firmę kilkoma mądrymi posunięciami i wykupił większość udziałów od Kramera.
- I kiedy przestał być moim szefem, mogliśmy już bez problemów zostać przyjaciółmi. A firma, jak widzisz, rozrosła się i ma się dobrze.
- Czyli de facto to ty jesteś właścicielem Skytechu, a nie kierownikiem sekcji pracującym dla kogoś?
- Dokładnie. Ale nie rozpowszechniaj tej informacji. Panujące wśród pracowników przekonanie, iż mam nad sobą jeszcze innych ludzi, jest mi bardzo na rękę.
- Dobrze - skinął głową Kraiten. - I co z tym Kramerem i Europą?
- Maks wybiera się tam na spotkanie z ludźmi, z którymi zamierza prowadzić interesy.. Chodzi o dość duże transporty surowców i elektroniki. Szczegóły jako tako znam, ale sądzę, że nie interesują was one zbytnio.
- Faktycznie.
- I mówisz, że możemy jechać z tobą? - wtrąciła się Kristin.
- Oczywiście - Darrce uśmiechnął się. - Nie mogę zabrać całego oddziału ochroniarzy, nie wypłacilibyśmy się za bilety.. Widzę, że ty już masz ochotę biec się pakować..
- Miałabym przegapić szansę zobaczenia Europy? Chyba żartujesz!
- He he.. Oto i cała Kristin. A jak z tobą, Kraiten? Wspominałeś, że nie możesz wracać do pewnych miejsc.. Może jednak się z nami wybierzesz? Lecimy na tereny dawnych Niemiec.
- Hm.. Chętnie. I nie bój się, wciąż będę wystarczająco daleko od zakazanych miejsc.
- Super. Weźmiemy więc jeszcze dwóch ochroniarzy z zespołu C i mamy komplet.
- A co z Danem? Nie leci?
- Nie.. Proponowałem mu, ale zdecydowanie odmówił. Zapewne stara się omijać pewne miejsca, jak i ty.. W każdym bądź razie zostanie tu i będzie doglądał interesów firmy przez tych kilka dni.
- Kiedy lecimy?
- Rano polecimy do New Vegas, to trochę większe od naszego miasto, a co ważniejsze, ma spore lotnisko. Najbliższe miejsce, gdzie lądują międzykontynentalne samoloty.. Tam też spotkamy się z Maksem, i koło południa wystartujemy.. Przed północą powinniśmy być na miejscu.
- No to idziemy się pakować - Kraiten uśmiechnął się i spojrzał na Kristin. Ta dosłownie promieniała radością.
- Lecę do Europy.. Naprawdę lecę do Europy, łał! - krzyknęła i popędziła w stronę windy.
- Przyjemnie zobaczyć ją taką wesołą - stwierdził cicho Darrce. - Za bardzo odcinała się od ludzi ostatnio.. Ten wyjazd.. I twoje towarzystwo.. Bardzo pozytywnie na nią wpływają.
- Hm. Zapominasz o szczegółach.. Nie jestem człowiekiem, więc w tej kwestii niewiele się zmieniło.. zaś zły wpływ mojej osoby może się ujawnić dopiero za kilka miesięcy. Tak bywa z większością chorób.
- Nie kpij.. Mówiłem poważnie. A skoro już przy tym jesteśmy.. Powiedziałeś: "kilka miesięcy." Masz zamiar faktycznie z nami zostać tak długo? Czy też już masz jakieś plany?
- Szczerze? Nie wiem.. To znaczy, może i wiem.. Dobrze mi tutaj, miasto też zaczynam lubić, więc nie mam nic przeciwko.. Zostaniu na dłużej. Nigdzie się nie spieszę, donikąd się nie wybieram.. Z drugiej strony.. Życie ma denerwującą tendencję do wywracania się do góry nogami i całkowitego odmieniania naszych planów..
- Kristin zmartwiłoby zapewne twoje zniknięcie.
- Hej, na razie jeszcze tu jestem i nigdzie się nie wybieram dokąd i wy byście się nie wybierali - powiedział uśmiechając się Kraiten. - A skoro już o tym mowa: idę się pakować.
- Nie przesadzaj z bronią - i tak trzeba ją będzie zostawić przed wejściem na teren lotniska.
- ..Czyli mamy lecieć na golasa..? Sądziłem, że mamy być ochroną?
- Załatwimy coś na miejscu, w Europie.
- Skoro tak, to okej. No nic, do rana w takim razie, idę jeszcze kilka godzin snu załapać.
- Dobry pomysł - przytaknął Darrce i ruszył w stronę pokoju kontrolnego. Musiał jeszcze załatwić kilka spraw, zanim zostawi firmę pod opieką Dana.

 

 

 

  New Vegas okazało się być miastem doprawdy imponującym. Większe od Veritium, oferowało schronienie ponad czterem milionom ludzi, z czego ponad połowa uznawana była za podróżnych, gości, bezustannie przybywających i wyjeżdżających. Główną jego atrakcją było międzynarodowe lotnisko, jedno z czterech ocalałych po wojnie, oraz domy rozrywki, oferujące zainteresowanym hazard, narkotyki i seks w dowolnych ilościach. Kilkudziesięciopiętrowe hotele, rozświetlone kolorowymi neonami, zapraszały do skorzystania ze swoich wygód, poniżej zaś znajdowały się długie rzędy kilkunastopiętrowych budynków - biur, mieszkań, sklepów, agencji.. Pomalowane pstrokato autobusy krążyły po plątaninie ulic i uliczek, samochody, niczym mrówki, przemierzały kolejne skrzyżowania i zakręty, a fala ludzi bezustannie pokrywała setki tysięcy chodników, niczym pływy morskie to napierając, to cofając się, pozostając jednakże w bezustannym ruchu, pogoni za zabawą i emocjami..
  Olbrzymi samolot majestatycznie wtoczył się na płytę lotniska, ustawiając się do ostatniej przed startem kontroli technicznej. Ludzie w żółtych kombinezonach natychmiast rozeszli się, by oglądać, sprawdzać, testować i opukiwać najrozmaitsze części podniebnego kolosa.
- Maks, miło cię znowu zobaczyć - powitał Darrce swojego byłego szefa. Kremer uścisnął podaną mu dłoń, uśmiechając się szeroko.
- Smutne to czasy, kiedy potrzeba dopiero wyprawy na drugi koniec świata, byśmy mieli okazje spotkać się i pogadać, co, Ted?
- Dokładnie. Ale cóż, taki już los ludzi, którzy poślubili swoją pracę.
- Kristin! No no, młoda damo, wyrosłaś, wypiękniałaś, niech to! Z nastolatki zmieniłaś się w prawdziwą kobietę! - wykrzyknął ze zdumieniem Kremer, przyglądając się Kristin.
- Dzień dobry - odpowiedziała mu wesoło Kristin, kłaniając się lekko.
- A to zapewne twój mężczyzna? Ho ho, szczęściarz!
- Nie do końca.. - wtrącił Darrce. - To jest Kraiten. Mój nowy człowiek do zadań specjalnych.
- Ach. Kraiten. Faktycznie, wspominałeś już o nim.. Miło mi ciebie zatem poznać - powiedział Kremer, wyciągając dłoń ku Kraitenowi. Ten podszedł i uścisnął podaną mu prawicę.
- Mi także miło pana poznać - stwierdził uprzejmie.
- Kristin i Kraiten jadą z nami pozwiedzać Europę, ale i także jako nasza ochrona, także nie zapomnij uprzedzić ich nieco wcześniej o swoich planach, by mieli czas się przygotować.. - wyjaśnił Kremerowi Darrce.
- Oczywiście. A teraz przestań już czarnowidzieć i zacznij się zachowywać jak byśmy faktycznie jechali na krótkie wakacje.. Kto wie, kiedy będziesz miał okazje wyjechać na następne..?
- Też racja. Bilety mamy, bagaże mamy, no to idziemy, proszę towarzystwa!
  Kremer pożegnał skinieniem głowy swoich ochroniarzy, którzy - wreszcie wolni - udali się do zaparkowanego przy lotnisku samochodu i cała czwórka ruszyła w stronę bramek, przy których odbywała się odprawa.
- Wydawało mi się, czy zaczerwieniłaś się, gdy Kremer zapytał, czy jestem twoim facetem? - zapytał Kraiten cicho w czasie tego krótkiego spaceru.
- Wydawało ci się. Pewnie jakiś refleks światła - odpowiedziała mu Kristin.
- Zapewne odbity od przelatującego właśnie nieopodal latającego talerza - zakpił Kraiten. Kristin odburknęła coś i przyspieszyła, Kraiten zaś raz jeszcze spojrzał na Kremera. Były szef Darrcego zrobił na nim dobre wrażenie.. Człowiek około pięćdziesiątki, postawny, opalony, o szczerym uśmiechu i bezpośrednim podejściu.. Budził zaufanie. Zapewne było to oczywiście częścią wypracowanego przez tyle lat prowadzenia interesów wizerunku, jednakże było też coś więcej. Kremer rzeczywiście był sympatycznym człowiekiem i Kraiten o tym wiedział.
  Darrce wyraźnie ucieszył się ze spotkania, opowiadał o czymś, ożywiony, gestykulując nieznacznie rękoma, Kremer zaś przytakiwał mu, aż w końcu wybuchnął gromkim śmiechem, podkręcając grubego, siwego jak i włosy na jego głowie wąsa.
  Odprawa nie trwała zbyt długo. Prześwietlono ich bagaże, sprawdzono papiery - Kraiten miał okazję przekonać się w końcu, co warte są dokumenty wydane mu przez Darrcego - i spokojnym krokiem udali się w stronę podstawionych do samolotu schodów. Pół godziny później koła międzykontynentalnego samolotu oderwały się od ziemi i maszyna wzbiła się wysoko w przestworza, rycząc doniośle silnikami, niosąc swoich trzystu pasażerów w stronę Trzeciego Lotniska Wspólnoty Europejskiej.



 

 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__