22. Europa

 



- To są wasze wizy.. Lepiej schowajcie je do dokumentów i miejcie pod ręką w czasie pobytu w Europie. Tak jak i u nas, ludzie bez wizy są aresztowani, przesłuchiwani i w najlepszym wypadku odsyłani do domu.
- Prymitywna gościnność.
- Cóż.. I tak stosunki dyplomatyczne między Europą i Stanami odnowiły się zadziwiająco szybko, jeśli wziąć pod uwagę ogrom zniszczeń spowodowanych w czasie wojny.. Ale obie strony zachowują wciąż daleko idącą ostrożność.
- Czyli będą nam bezustannie patrzyli na ręce?
- Coś w tym rodzaju.
- Super - skomentował Kraiten, chowając wręczoną mu przez Kremera wizę. Kristin spojrzała na zegarek.
- Za pół godziny powinniśmy lądować - stwierdziła.
- Już? Szybko zleciał ten czas.. - Kremer pogładził wąsa. - Hmm.. Chcecie posłuchać trochę o współczesnej Europie?
- Czemu nie.. Mamy w końcu jeszcze pół godziny lotu - przytaknął Kraiten.
- No więc tak.. Khm.. - Kremer odchrząknął. - Europa w czasie wojny nie do końca była zdecydowana na wzięcie w niej udziału, jednakże Rosjanie zapobiegawczo wysłali swoje rakiety także i w jej miasta, chcąc sparaliżować system obronny i uniemożliwić ewentualną pomoc Amerykanom.. Stany tymczasem zbyt zajęte były porządkowaniem swojego podwórka po pierwszych wybuchach, by w ogóle myśleć o Europejczykach.. I ci, mimo próśb, zostali nagle sam na sam ze sprzymierzoną z krajami wschodu Rosją.. Dopiero po kilku dniach bezustannych bombardowań Stany przygotowały kontratak i uderzyły.. Wojna zakończyła się wkrótce potem, zostawiając Amerykę wyjałowioną i spaloną, podobnie jak i Rosję oraz ziemie jej sprzymierzeńców. Wtedy Chiny uderzyły na osłabioną zachodnią Azję i podporządkowały sobie znaczną część jej terytoriów.. Europę zaś pozostawiono samej sobie, z jej problemami i zniszczeniami. Ocalałe państwa zawiązały Wspólnotę Europejską, jednocząc się w celu przetrwania, pozostawiając jedynie symboliczne granice.. Jedynie Anglia wypięła się na wszystkich, zamykając się a swoim podwórku i odcinając od świata.. No i to tyle, tak mniej więcej to wygląda teraz..
- Czyli najgorzej na wojnie wyszła Rosja? - zapytał Kraiten.
- Tak. To pewnie kara za rozpętanie tejże wojny.. Nie powiem, żeby było mi ich żal. Dali dostęp do takiej potęgi jakimś szaleńcom.. Heh. Gdybym był bardziej wierzący, powiedziałbym, że otarliśmy się o apokalipsę..
- No dobrze, tyle historii. A jaki mamy plan wizyty?
- Dzisiaj do hotelu i spać.. Jutro - ja mam kilka mniejszych spotkań z ludźmi, z którymi prowadzę interesy.. no i mamy czas na pooglądanie odbudowanego Monachium. A pojutrze - wielki bankiet, na którym mam nadzieję dogadać resztę szczegółów, by następnego dnia sfinalizować kontrakt.. I mamy spokój. Cały dzień na ewentualne lenistwo i wracamy do domu, zanim wygasną nam wizy.
- Niecałe cztery dni zatem.. Mam nadzieję, że zdążymy obejrzeć najciekawsze miejsca - wtrąciła Kristin.
- I coś popsuć, żeby nas lepiej zapamiętali - dodał Kraiten. Darrce pogroził mu palcem.
- No no, bez psucia i niszczenia.. Jesteśmy tu gośćmi i powinniśmy zachowywać się godnie, by właściwie reprezentować nasz kraj.
- Och. Zabrzmiało, jak telewizja..
- Proszę państwa, mamy przyjemność poinformować, iż już za chwilę lądujemy - odezwał się nagle głos w głośnikach. - Proszę usiąść w swoich fotelach i zapiąć pasy. Uprzedzamy też, iż na skutek dość mocnego wiatru, mogą państwo odczuwać lekkie turbulencje przy manewrze lądowania.. Prosimy jednak się nie przejmować - nie jest to dla nas żadną przeszkodą w bezpiecznym dowiezieniu państwa na miejsce.
- O, dodatkowe atrakcje - uśmiechnął się Kraiten. - Milutko. Gdybyśmy się przypadkiem rozbili, to w jakim hotelu mamy się spotkać?
- Tego przy autostradzie do nieba - odpowiedział Kremer z wesołym uśmiechem.
  Chwilę później cały samolot zaczął drżeć.

 

 

 

- Która godzina?
- Mamy jeszcze z dwadzieścia minut.. Spokojnie, zdążymy.
- Jeśli ta głupia winda w końcu przyjedzie.
- Aleś ty niecierpliwy.
- Ech. Jakoś mi to miasto działa dzisiaj na nerwy. Najpierw te twoje bieganie po sklepie.. Później pożar, korki, brak miejsca na parkingu, a teraz ta głupia winda..
- Coś marudny dzisiaj jesteś.
- Taki jakiś dzień. Coś złego wisi w powietrzu i mnie drażni.
- Spokojnie.. - Kristin szturchnęła go w bok. - Zabierzemy Maksa i wujka z bankietu i wracamy do hotelu. Wykąpiesz się, zrobisz siku i zaraz świat wyda ci się piękniejszy.
- He he.. Wiesz jak pocieszyć faceta - Kraiten uśmiechnął się do niej i w tej właśnie chwili otworzyły się drzwi windy. - No, w końcu..
  Był to ich drugi dzień w Europie. Zdążyli już zwiedzić większą część miasta, odwiedzić muzeum i galerię, a także wykupić lot wycieczkowy nad miastem i spędzić kilka godzin w olbrzymich sklepach. Kremer tymczasem, wraz z towarzyszącym mu przeważnie Darrcem, spędzał czas na spotkaniach i rozmowach ze swoimi zagranicznymi znajomymi, coraz to bardziej szczegółowo uzgadniając sprawę otworzenia w Ameryce filii europejskiej firmy w celu zwiększenia możliwości transportowania i przechowywania importowanej z Europy elektroniki. Obie strony liczyły na spory wzrost zysków z tego przedsięwzięcia, wspólnie z Kremer zaś mieli odpowiednio wysoko postawionych znajomych, by móc poradzić sobie z ograniczeniami nałożonymi na handlowców przez rząd Ameryki i Zjednoczonej Europy. Dzisiejszy bankiet miał być chwilą relaksu i możliwością omówienia pewnych spraw w mniej oficjalnej atmosferze.. Jutrzejszy dzień zaś miał być tym właściwie ostatecznym - to właśnie jutro, według planu, miało dojść do sfinalizowania umowy i złożenia podpisów pod odpowiednimi dokumentami. Innymi słowy, zbliżał się moment powrotu do Ameryki.
- Zieeeew.. - ziewnął Kraiten. Nie był właściwie zmęczony.. bardziej znudzony.. Sklepami, zakupami, głupawo szczerzącymi zęby sprzedawcami w kolorowych mundurkach.. Trochę też zezłościł go incydent z policją na parkingu.. kiedy ni z tego, ni z owego, facet w niebiesko-białym mundurku wycelował w niego z pistoletu maszynowego, drugi zaś pełnym pogardy głosem nakazał im okazanie dokumentów. Gdyby nie Darrce, który akurat był z nimi, mogłoby zrobić się nieciekawie.. Kraiten nigdy nie lubił nadętych bubków. Niezależnie od sprawowanej przez nich funkcji, ludzie tacy zawsze go drażnili.
- Już jesteśmy - wyrwała go z rozmyślań Kristin. Wyszli z windy i..
  Niemal wpadli na funkcjonariusza policji. Ten uniósł dłoń, zagradzając im przejście.
- Teren zamknięty, proszę wrócić do windy - zakomunikował.
- Zamknięty? Z powodu bankietu? - zapytała Kristin.
- Mniej więcej.
- Ale my właśnie idziemy na bankiet. Jesteśmy z ochrony jednego z gości.
- Tak? Cóż. Mam rozkaz nikogo nie wpuszczać. Popełniono morderstwo i nie wolno tu wchodzić.
- Morderstwo?! Cholera. Co się stało?
- Kelner! - Kraiten zawołał mężczyznę z obsługi hotelowej, stojącego pod ścianą za plecami policjanta. - Mam prośbę.. Mógłbyś wejść na salę i przekazać panu Kremerowi.. To taki wysoki, starszy facet z białymi włosami i grubym wąsem..
- Pracujecie dla Maksa Kremera? - zapytał policjant, przerywając mu.
- Tak. Dla PANA Maksa Kremera - potwierdził Kraiten, kładąc nacisk na pominięte przez policjanta słowo.
- Chodźcie ze mną - powiedział policjant i zaprowadził ich do sali bankietowej. Sporej wielkości pomieszczenie wypełnione było mężczyznami w drogich garniturach, kobietami w jeszcze droższych sukniach, funkcjonariuszami policji i ubranymi w białe mundurkami kelnerami. Zbici w grupki ludzie dyskutowali żywo z policjantami, kelnerzy zbierali naczynia z bogato zastawionych stołów, prysła gdzieś atmosfera zabawy..
- Panie detektywie, przyszli ochroniarze pana Kremera.
- Tak? No proszę.. Witam państwa. Możesz wrócić przed windę - powiedział detektyw policjantowi, podchodząc do niego. Ten zasalutował i zniknął za drzwiami. - Nazywam się Kent Miles, prowadzę tę sprawę. A kim wy jesteście?
- Kristin Deneva, szef ochrony pana Kremera. Wspólnie z Kraitenem pracujemy dla pana Teda Darrcego.
- Amerykanie, tak? Mogę zobaczyć wasze wizy i dokumenty?
- Oczywiście.
  W czasie gdy Kristin zajęła się rozmową z policjantem, Kraiten rozglądał się po sali.. Nie dostrzegł jednak osób, które szukał. Miał za to okazję przyjrzeć się detektywowi Milesowi.. Policjant okazał się być wysokim, atletycznie zbudowanym mężczyzną, z twarzą o ostrych rysach i opadającymi na ramiona, prostymi, kruczoczarnymi włosami. Ubrany w długi płaszcz, uważnie lustrował otoczenie zza lekko przymrużonych, zielonych oczu, i mimo, iż na jego twarzy raz po raz pojawiał się uśmiech, w jego postawie.. twarzy.. dostrzegł Kraiten ślady niemal zwierzęcej drapieżności.. Kraiten uśmiechnął się w duchu - wystarczyła mu chwila, by rozszyfrować źródło trochę nietypowej bladości skóry detektywa..
- W porządku, dziękuję - Miles oddał im dokumenty.
- Gdzie są Darrce i Kremer? - zapytał go Kraiten.
- Pan Darrce jest właśnie przesłuchiwany. Natomiast pan Kremer.. Dziesięć minut temu został aresztowany pod zarzutem morderstwa Ernesta Boole i odtransportowany do pobliskiego posterunku.

 

 

 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__