|
|
23. Oskarżony
- Chyba pan sobie żartuje, detektywie..
- Wręcz przeciwnie. Wszelkie dowody wskazują na pana Kremera. Ale oto
i pan Darrce.. Zapewne on lepiej wyjaśni wam, co zaszło. A teraz wybaczcie,
mamy tu jeszcze sporo do zrobienia - Miles skinął po dżentelmeńsku głową,
po czym wrócił do kilkuosobowej grupki, z którą rozmawiał, gdy przyszli.
Darrce tymczasem wszedł na salę w towarzystwie jakiegoś mundurowego. Na
jego twarzy malowało się zdumienie i niedowierzanie.. a także zakłopotanie.
Gdy zobaczył idącą ku niemu Kristin, odetchnął z wyraźną ulgą.
- No, chociaż z wami wszystko w porządku..
- Co tu się stało, wujku?
- Nie wiem.. Nie mam cholera najmniejszego pojęcia.. Wszystko było dobrze,
grała muzyka, goście się bawili.. Maks wyszedł w pewnym momencie do ubikacji..
i kilka minut później jakiś facet wpadł a salę, wrzeszcząc i wymachując
rękoma.. Ochrona pobiegła do łazienki.. Ja też.. Znaleźliśmy Maksa leżącego
pod ścianą.. na nim zaś leżał, zaciskając ręce na marynarce Maksa, inny
z gości. Zastrzelony. Pistolet zaś tkwił w ręce nieprzytomnego Maksa..
- Boże.. - westchnęła Kristin. - Po co miałby to robić?
- Khm.. Ten Boole.. Zastrzelony.. Był jednym z najgłośniej się wypowiadających
przeciwników kontraktu, o który stara się Maks.. Policja, na ile zdążyłem
się zorientować, uznała, iż Maks przemycił broń.. Wszedł do łazienki za
Boolem, i chciał go zastrzelić, tamten jednak rzucił się na zabójcę..
Maks uderzył głową w ścianę, tracąc przytomność, wystrzelił jednak i zabił
Boolea.
- Jeśli uderzył głową w ścianę.. - zaczął Kraiten.
- Wiem, o co ci chodzi.. Ale niestety, są ślady.. Maks ma rozbitą głowę,
jest też jego krew na ścianie, tam gdzie uderzył.. Na pistolecie są tylko
jego odciski palców.. Niewesoło to wygląda..
- Myślisz, że mógł to zrobić? - zapytał Kraiten.
- Maks..? Nie.. Niby po co by miał..?
- Nie pytam o powody, tylko o to, czy mógłby coś takiego zrobić.
- Nie. Nie mógłby. Jest biznesmenem i to cholernie dobrym, ale nie ma
w nim ani krzty mordercy.
- Dobrze. Wracajmy w takim razie do hotelu, tu nic więcej już nie zdziałamy..
W każdym razie nie teraz.
- Co masz na myśli?
- Wrócę tutaj, kiedy rozejdą się ludzie i ubędzie policji. Skoro oni są
przekonani o winie Maksa i zbierają dowody jego winy.. my poszukamy dowodów,
że jest niewinny.
- Dobrze.. W takim razie chodźmy.
- Już dziewiąta.. Coś strasznie długo go
nie ma.. - Kristin nalała świeżo zaparzonej kawy do kubków i usiadła przy
stole w ich hotelowym pokoju.
- Spokojnie.. Powinien niedługo wrócić.
- Zobacz.. W wiadomościach mówią o wczorajszym..
- ..podejrzanym o dokonanie tego czynu jest Amerykanin, Maks Kremer, biznesmen
i przedsiębiorca. Czyżby Amerykanie mieli własne sposoby prowadzenia interesów,
rodem z dzikiego zachodu? Dla kanału dwudziestego drugiego mówiła Trish
Tellsbi.
- Ech. Już chyba wszyscy uznali go za winnego..
- Obcy człowiek w obcym kraju.. Dziwisz się..?
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Kristin zerwała się z kanapy
i pobiegła je otworzyć.
- Bułki, mleko, czekolada i owoce.. Chyba wszystko kupiłem? - uśmiechnięty
Kraiten wszedł do pokoju, niosąc duża, papierową torbę. Kristin zamknęła
za nim drzwi. Kraiten położył torbę na kuchennym blacie i zgłośnił grającą
w telewizji muzykę.
- W hotelu jest jakiś dwóch tajniaków, obserwują nasz pokój - poinformował.
Darrce przytaknął i zapytał:
- Znalazłeś coś? Cokolwiek?
- Tak.. Chyba nawet dość dużo. W łazience wprawdzie nie sposób było cokolwiek
wymyślić, większość śladów policja albo już zabezpieczyła, albo zatarła..
Natomiast przy kratce wentylacyjnej w tejże łazience wyczułem zanikający
już, ale wciąż jeszcze dość intensywny zapach dwóch osób.. Zdenerwowany
człowiek poci się w specyficzny sposób.. Pozostawia po sobie charakterystyczny
zapach.. Właśnie taki wyczułem.
- Czyżbyś nozdrza dziedziczył po jakimś psie myśliwskim? - zapytał zdziwiony
Darrce.
- Nie.. Nie mam co się równać z psim węchem.. Ale mój jest i tak kilkakrotnie
lepszy od węchu przeciętnego człowieka.
- ..Nie mówiłeś nam o tym.
- Nie było potrzeby. W każdym bądź razie - jest tam szyb wentylacyjny,
którym może przecisnąć się człowiek. I tak też się stało, przeszły tamtędy
dwie osoby.. Nie wiem, czy weszły, czy uciekły, czy też jedno i drugie..
- Hm. Ale to już coś. Wiemy, że komuś zależało na pozostaniu niedostrzeżonym.
- Tak.
- Dokąd prowadzi ów szyb?
- Można nim dojść albo do damskiej łazienki, albo do niewielkiego pokoju
ze sprzętem dla sprzątaczek. Można zapewne też i do innych części budynku,
ale to już wymagałoby wspinania się po gładkim metalu.. Sporo zachodu.
Niepotrzebnego. Z tego mini-magazynu w pół minuty znaleźć można się przy
windzie we wschodniej części budynku.. Dwie minuty później jest się już
na parkingu. Jeśli oczywiście nie trzeba czekać na windę.
- Hmm.. Znalazłeś więcej niż przypuszczałem.. Ale to i tak tylko poszlaki..
- Na razie wystarczy. Zadzwoniłem już na policję i anonimowo poinformowałem
o szybie wentylacyjnym.. Zasugerowałem, że ktoś tam był.. i żeby spróbowali
możliwości jakiegoś policyjnego psa-tropiciela.. Powinno im to odrobinę
popsuć wizję łatwej i prostej sprawy.
- To wciąż nie wystarczy.. Dziś w nocy wygasa termin ważności naszych
wiz, pamiętasz?
- Tak.. Cóż. Nie możemy nigdzie lecieć teraz.. Później się nad tym będziemy
zastanawiać. Na razie trzeba się gdzieś przyczaić, żeby nas nie nękała
policja.. Przejdź się do Kremera, uspokój, powiedz, żeby grzecznie czekał..
Nie możemy go wyciągnąć teraz z aresztu, bo by nas zaczęli ścigać jako
zbiegłych więźniów.. A tego nam nie potrzeba.
- Heh, z aresztu? - zapytała dotąd milcząca Kristin. - Włamałbyś się na
komisariat?
- Nie byś, tylko się włamię. Dziś w nocy, z twoją pomocą.
- Boże, po co?! - zdziwił się Darrce.
- Policja ma trochę więcej od nas informacji.. Mają też kasety z kamer
wideo w budynku.. Chciałbym je pożyczyć.
- Jesteś naprawdę szalony.. Ale chyba to w tej chwili jedyna szansa. Dobrze.
Pojadę teraz do Maksa, porozmawiam z nim.. A wy pomyślcie, gdzie możemy
się przyczaić na jakiś czas.
- Chyba znam odpowiednie miejsce.. - zamyśliła się Kristin. - Pamiętasz
to właśnie budowane osiedle, koło którego stoi ten olbrzymi sklep z ubraniami?
Byliśmy tam wczoraj..
- Aha - przytaknął Kraiten. - Sobota i niedziela.. Raczej nikt tam teraz
nie będzie nic robić.. Dobrze, tam przycumujemy. W takim razie Ted jedzie
do Maksa, a my - na zakupy.
Księżyc majestatycznie wypłynął zza chmury, przyglądając się drapieżnemu
pięknu nocy spowijającej miasto poniżej.. Maleńkie gwizdy kłębiły się
naokoło, usiłując chociaż przez moment spojrzeć w dół, na skryte za mlecznobiałą
mgłą ulicom, sklepom i samochodom.. Jak na piątkowy wieczór, w dole było
wyjątkowo spokojnie.. Mroźne powietrze wygoniło ludzi z ulic do klubów,
pubów i knajpek, tudzież dało pretekst do pozostania w ciepłych domostwach.
Sporadycznie przejeżdżające samochody wyglądały niczym nocni drapieżcy,
poszukujący swej ofiary..
- Piękna noc - szepnął do siebie Kraiten. Znajdował się na dachu sąsiadującego
z komisariatem budynku, obserwując cel swojej nocnej wyprawy.
- No nic. Czas iść - Kraiten zarzucił na plecy małą torbę podróżną i spojrzał
na zegarek. Już czas, Kristin.. - pomyślał.
Jakby w odpowiedzi na tę myśl, stojące kilkanaście metrów przed komisariatem
auto eksplodowało z głuchym hukiem, sypiąc dookoła szkłem ze strzaskanych
szyb. W kilku pobliskich samochodach odezwały się autoalarmy. To powinno
zainteresować policjantów..
Księżyc właśnie schował się ponownie za chmurami, pogrążając dach komisariatu
w głębokim cieniu i Kraiten skorzystał z dogodnej chwili. Zeskoczył z
budynku i miękko niczym kot, niemalże bezgłośnie wylądował na dachu poniżej.
Prosty system alarmowy nie stanowił dla niego żadnej przeszkody i kilka
chwil później był już wewnątrz.
Przez okno zobaczył, jak policjanci podchodzą do płonącego samochodu i
oglądają go ostrożnie. Miłej zabawy - pomyślał Kraiten, schodząc na pierwsze
piętro. Nie miał sprzętu potrzebnego do obejścia alarmu w drzwiach magazynu
standardowymi metodami.. Użył więc innego sposobu. Położył dłoń na zamku
magnetycznym, i przymknął oczy.. skupiając się.. Poczuł znajome mrowienie
w piętach, szybko biegnące po nogach, wzdłuż kręgosłupa, aż do ramienia
i w końcu do dłoni.. Zamek zasyczał lekko, błysnął kontrolkami i drzwi
stanęły otworem. Kraiten bezszelestnie wemknął się do środka.
Dość szybko znalazł poszukiwane materiały. Kasety, zapakowane w folie,
leżały w koszyczku, zapewne czekając na analityków. Większość pozostałych
rzeczy była bez znaczenia, natomiast raport koronera mógł okazać się bardzo
przydatny.. Był też wydruk dwóch przesłuchań.. Szkoda, że nie ma ze mną
Odyna.. Spenetrowałby ich komputery.. - pomyślał Kraiten. Cóż. Było. Minęło.
Lepiej stąd pójdę, zanim..
Nie dokończył myśli. Wyczuł nagle, że nie jest w pomieszczeniu sam, i
odsunął się gwałtownie pod ścianę. Od razu też dostrzegł, kim był jego
"gość"..
- Dobry wieczór, detektywie.
- Dobry wieczór, panie Chamberline. Czy mogę zapytać o powód zaszczycenia
naszego skromnego posterunku pańską obecnością..?
- Jestem turystą.. Uwielbiam zwiedzać.
- A przy okazji wykradać materiał dowodowy?
- Tylko od czasu do czasu.
- Wiesz, że to ci nic nie da? Wszystkie te dowody są już w komputerach..
Ich kradzież nie wstrzyma śledztwa.
- Wiem. Ale nie o to mi chodzi. Wierzę, iż Kremer jest niewinny. Liczę
na to, że uda mi się to jakoś udowodnić.. I że wskazówki znajdę a tych
taśmach.
- Aha. A dlaczego nie zostawisz po prostu śledztwa w rękach policji? Jeśli
jest faktycznie niewinny, to nic mu nie grozi.
- Pewnie nie było by żadnego śledztwa, gdybym nie poinformował was o gościach
w szybie wentylacyjnym.
- Więc to ty jesteś tym anonimowym obywatelem..
- Uhm. Zdziwiony? Przyznaj się, co znalazł pies?
- Wiesz co? Opowiem ci o tym, czemu nie. Ale najpierw cię aresztuję za
włamanie się tutaj.
- I tu się mylisz.
- Czyżby? - Miles uśmiechnął się zawadiacko. Kraiten pozostał niewzruszony.
- Ilu twoich kolegów wie, dlaczego pracujesz tylko w nocy, Miles?
- ...Co? - detektyw zamarł w bezruchu, zaskoczony.
- Ktoś na pewno wie.. Inaczej nie dałbyś rady ciągnąć tej maskarady..
- Nie.. nie wiem, o czym mówisz..
- Pytałem, ilu twoich kolegów z pracy wie, że nie jesteś człowiekiem,
hm?
- ..Więc wiesz.. Ale jak..? Skąd..? ..Jesteś łowcą, tak? To stąd wiesz.
- Nie, nie jestem. I nie przeszkadza mi wcale twoja odmienność. W chwili
obecnej interesuje mnie jedynie to, kto wrobił Maksa Kremera.
- Kłamiesz. Chcesz odwrócić moją uwagę. Ale to nieważne, czy jesteś łowcą,
czy też nie. Za dużo o mnie wiesz - oczy Milesa zalśniły złowrogim laskiem,
jego palce wydłużyły się, zmieniając się w ostre szpony. Bez ostrzeżenia,
z nadludzką prędkością, rzucił się w stronę Kraitena.. i uderzył w ścianę,
trafiony jego celnym kopnięciem. Odskoczył, zdziwiony, zamachnął się raz
jeszcze, jednak i tym razem jego szpony przecięły jedynie powietrze. Kraiten
natychmiast wykorzystał okazję i serią bolesnych ciosów powalił go na
ziemię, po czym jednym kopnięciem pozbawił przytomności.
Kiedy detektyw Miles obudził się kilkanaście minut później, w magazynie
nie było nikogo poza nim. Zaciskając zęby, zdjął z siebie ciężką, metalową
szafkę z aktami, wstał i otrzepał się z kurzu, masując obolałą głowę.
Oszołomiony, upokorzony, pokonany.. Zaskoczony faktem, iż wciąż żył..
Kraiten nie zabrał mu nawet pistoletu.. Zostawił natomiast kartkę, na
której napisał tylko kilka słów: "Nie jestem twoim wrogiem."
Miles rozprostował obolałe kończyny i wyszedł z magazynu. Lepiej, żeby
nikt nie wiedział o jego wizycie tutaj.
- Hmm.. Ta przerwa jest
dziwna. Popsuło się coś?
- Pokaż..
- ..
- Coś zakłóciło działanie kamery. Cofnij?
- ..
- Już. Czy to nie Boole?
- Tak, to on.
- Wychodzi do łazienki.. Puść to powoli do przodu.. i.. stop. Jest zakłócenie.
Jakieś.. dziesięć sekund później. Puść dalej.. Stop. Trzy sekundy i znów
jest obraz. Dalej?
- Dziesięć.. Piętnaście.. Dwadzieścia.. Trzydzieści.. Minuta. O, jest
Maks. Minuta i cztery sekundy. Wchodzi..
- .. I cisza. Hm.
- Co o tym myślisz?
- Przewiń do przodu.. Jeszcze.. Stop. To on ich znalazł, tak?
- Tak. Henry Oxfrott.
- Sześć minut po wejściu Kremera. Dobrze, puść. Wchodzi.. Dziesięć.. Piętnaście..
Jest. Dobrze. Teraz dawaj do przodu na podwójnej prędkości..
- Wbiega ochrona.. Zabezpieczają łazienkę.. Wzywają policję. Ludzie tłoczą
się przy drzwiach..
- Ale nikt więcej nie wyszedł stamtąd. W środku też już nikogo nie ma.
- Czekali w środku?
- Nie, zbyt ryzykowne - Kraiten zaprzeczył ruchem głowy. Kris, sprawdź
w ciągu godziny przed wejściem do łazienki Boolea, kto wchodził i kto
wychodził. To znaczy nie ważne kto, ale czy tyle osób wyszło, ile weszło.
Ale raczej nie spodziewałbym się rewelacji..
- Kamera?
- Tak. Zakłócili ją i weszli do środka zaraz po tym, jak udał się tam
Boole.. Hm. Spiszcie dokładną godzinę.. Może jest coś na drugiej kasecie?
- Zaraz zobaczę - Darrce usiadł przy drugim magnetowidzie. Kiedy zobaczył,
że Kraiten kupił dwa mini-zestawy video, trochę się z niego nabijał, szybko
jednak okazało się, iż to nie oglądanie filmów dla rozrywki miał na myśli.
Mały agregator dostarczał im prądu, grzejniczek ogrzewał nieduże pomieszczenie,
mieli także składany stolik, krzesła, karimaty, śpiwory, jedzenia na kilka
dni.. Plus kilka baniaków z czystą wodą, kawę, herbatę.. Nawet małe radio.
Mogli się ukrywać w tym miejscu przez dość spory okres czasu..
- Hm, nie.. Nic nie ma. Kamera jest w tym czasie zwrócona w inną stronę.
- Tak tez myślałem.. No dobrze. Załóżmy więc, że weszli tam w chwili zakłócenia
kamery. Broń mieli schowaną w szybie wentylacyjnym.. Nie, zaraz. To trochę
głupie.. Wyciąganie pistoletu z szybu na wysokości dwóch metrów, w czasie
gdy ofiara znajduje się w łazience? Raport stwierdza, iż na ciele Boolea
nie ma śladów żadnych mocniejszych ciosów.. Łazienka była dokładnie sprawdzana
przed imprezą. Wnieść broni jednakże nie mogli, bramki przy windzie zaraz
by to wykryły.
- Więc ktoś wszedł przez szyb i zostawił broń gdzieś w łazience.
- To wydaje się najmądrzejsze.. Hm.. Kris, jakieś efekty?
- Nic.. Wszystko się zgadza.
- To może inaczej. Bankiet zaczął się o osiemnastej.. Znajdź kasety od
siedemnastej.. i także przelicz czy się zgadzają wchodzący i wychodzący
z łazienki.
- Okej.
- Może też nic nie wyjdzie.. Może po prostu ktoś wszedł, zostawił broń
i wyszedł.. Ale możliwe, że przygotował teren i dołączył do gości. Jakby
nie było, muszę odwiedzić centrum ochrony tego budynku..
- Po co? - zapytał Darrce. - To trochę ryzykowne, nie sądzisz?
- Dużo mniej niż zakupy w komisariacie.. - Kraiten uśmiechnął się łobuzersko.
- Chcę podebrać im kilka kaset.. Jakby nie weszli ci ludzie, wyszli szybem.
I przypuszczalnie szybko ulotnili się windą. Jeśli znajdę kasety z holu,
filmujące windy.. Będziemy w stanie obliczyć mniej więcej, w jakiej chwili
powinni się nam pokazać nasi milusińscy.. Może uda się ich zobaczyć.
- Hmm.. Warto spróbować. Całkiem nieźle kombinujesz, ukończyłeś jakiś
niedzielny kurs detektywów?
- Nie.. Przeczytałem dwa kryminały - odpowiedział Kraiten, uśmiechając
się tym swoim specyficznym uśmiechem, wypełnionym mieszaniną rozbawienia,
ironii i sarkazmu jednocześnie..
- Chyba coś mam! - krzyknęła podekscytowana Kristin. - Do tej pory wszystko
się zgadzało, a teraz mam jednego wychodzącego więcej!
- Godzina? - Kraiten i Darrce natychmiast znaleźli się obok niej.
- Osiemnasta pięć.
- Cofnij i pokaż.
- .. O, mniej więcej tutaj.. Jest.
- Hm.. Drogi garniturek.. Wyszedł chwilę po rozpoczęciu bankietu.. Akurat
gdy ludzie stali przy korytarzu.. Głowę trzyma tak, żeby nie chwyciła
go kamera.. Ale jest okej. Zakładamy, że to jeden z nich. Wczołgał się
przez szyb, zostawił broń i dołączył do gości. Albo i nawet trzymał pistolet cały czas przy sobie. Zostaw tę kasetę na wierzchu,
Kris.
- Patrzcie, wychodzi drugi!
- Faktycznie.. Hm, więc obaj przyszli przez szyb, omijając ochronę.. Oczywiście!
Wchodząc jak każdy, musieliby być na liście.. I ich obecność zostałaby
odnotowana. Ktoś mógłby zaś zauważyć ich nieobecność po tym, jak przybyła
policja.. A tak mają i ten problem z głowy. Cholera. Mogliśmy wpaść na
to wcześniej..
- Pal licho! I tak jestem pod wrażeniem.. Nareszcie faktycznie coś mamy!
- Spokojnie, Darrce, to jeszcze żaden dowód. Idę po kasety ochrony.. W
sumie przydałoby się też skombinować jakąś broń.. No nic.
- A my w międzyczasie przejrzymy teraz kasety z samego bankietu i spróbujemy
zaleźć nasze rybki i w innych ujęciach.
- Ekstra. W takim razie do zobaczenia za jakiś czas - Kraiten narzucił
na siebie skórzaną kurtkę i ruszył w stronę drzwi.
- Kraiten, bądź ostrożny - zawołał za nim Darrce. - Pamiętaj, że od wczoraj
jesteśmy tu nielegalnie.
- Uhm. Więc uważajcie na siebie - odpowiedział i wyszedł.
|
|