24. Winny - niewinny

 



- Nie skradaj się tak.. To nie jest pułapka.
- Jeśli nie pułapka, to co?
- Prośba o pomoc. W sprawie Maksa Kremera.
- Chyba sobie żartujesz? Poprzednim razem zaskoczyłeś mnie, ale nie myśl sobie, że tym razem..
- Detektywie - Kraiten zeskoczył z rusztowania i wylądował tuż przed Milesem. Ten odskoczył gwałtownie. - Nie zachowuj się jak urażony chłopiec. Rzuciłeś się na mnie, dostałeś po dupie, wyciągnij wnioski i zapomnij o tym incydencie. Potrzebuję twojej pomocy jako policjanta. Mam nowe dowody w sprawie Kremera, ale twoje miasto jest dla mnie zupełnie obcym terenem..
- ...
- Tak już lepiej. Liczę na twój zdrowy rozsądek, detektywie.
- .. Jakie to nowe dowody?
- Przejdźmy się.. Opowiem ci o naszych wnioskach i o tym, co znaleźliśmy..
- No dobrze. Ale nie myśl, że między nami już wszystko załatwione.
- Jak chcesz. Ale teraz porozmawiajmy o tym, kto naprawdę zabił Boolea.

 

 


- Cholera.. To faktycznie zmienia postać rzeczy. To znaczy, jeśli to prawda. Musiałbym zobaczyć te fragmenty taśm.
- Da się załatwić. Mamy kryjówkę kilkanaście minut drogi stąd.
- Mam poczekać?
- Nie, chodź ze mną.
- Nie sądzisz, że to trochę ryzykowne? Dla was, oczywiście?
- Nie. Chcesz poznać prawdę, widzę to po tobie.. Jesteś faktycznie rasowym policjantem. Aha.. Moi towarzysze nie wiedzą, kim jesteś.. Niech tak pozostanie, dobrze?
- Oczywiście. Nie zależy mi na rozgłosie.
- Domyślam się.
  Przez pewien czas szli w milczeniu. W końcu jednak Miles zapytał:
- Czy cała ta sprawa mogła być próbą wrobienia Kremera?
- Hmm.. Nie, raczej nie.. Nie mieli pojęcia, iż to właśnie on wejdzie do łazienki.. Może to przypadek, i postanowili tak to upozorować.. Może czekali na pierwszego lepszego gościa..
- Ogłuszyli go, położyli na niego już nieżywego Boolea, włożyli Kremerowi do dłoni pistolet i wystrzelili w brzuch Boolea po raz drugi?
- Tak przypuszczam.. To tłumaczy dwie rany i dwie kule.. Także proch na dłoniach Kremera.. No i to, że nie znaleziono przy nim broni, gdy wchodził na salę.
- Zostawię może komentarz do chwili, gdy obejrzę te kasety video..
- Jak sobie życzysz, detektywie.

 

 


- Diabli.. To prawdziwe? Żaden fotomontaż? - Miles wypuścił nosem dym z papierosa, wpatrując się w ekran.
- Ochrona budynku ma z pewnością kopie tych zapisów.
- Cholera.. No dobrze, słuchajcie. Ci faceci wychodzący z łazienki na początku bankietu.. a później z windy, kilka minut przed tym jak znaleziono Boolea i Kremera.. to Rick Paviannini i Jacob Handerss. Pierwszemu wprawdzie niczego nigdy nie udowodniono.. nawet nie postawiono przed sądem.. ale wiem, że zabija na zlecenie. Jacob zaś.. to chłopiec na posyłki, tudzież kurier.. Pracuje dla Pana B.
- Pan B.? A cóż to za stwór?
- Ha! Żebym to ja wiedział.. Szycha w światku przestępczym.. Jego ludzie to, jego ludzie tamto.. Otacza go atmosfera mistycyzmu.. Ludzie boją się o nim mówić.
- Dlaczego mógłby chcieć zabić Boolea?
- Nie mam pojęcia.. Boole zajmował się różnymi sprawami, wciąż go prześwietlamy.. Może czymś podpadł?
- Detektywie.. Co z Maksem Kremerem?
- Hm.. Mając te kasety.. i takie osobistości na nich nagrane.. Myślę, że można by go spokojnie zwolnić.
- Super - ucieszył się Darrce.
- Z drugiej strony jednak.. Myślę, że mógłbym udowodnić mu współudział, i przekonać sąd iż to wspólnicy zostawili go tam, nie zaś, że był przypadkowym świadkiem..
- Do czego pan zmierza, detektywie? - Darrce nachylił się ku Milesowi, groźnie marszcząc brwi.
- To proste. Kremer wyjdzie, jeśli mi pomożecie. Chcę spróbować dotrzeć jak najbliżej Pana B.. A wy - zwłaszcza ty - powiedział, spoglądając na Kraitena - możecie mi w tym zapewne pomóc. Bo na kumpli z pracy nie mogę w tej sprawie liczyć.
- Skończyły nam się wizy..
- Załatwię przedłużenie.
- Nie mamy broni..
- Znam ludzi, którzy ją sprzedają.
- Nie znamy miasta ani nie mamy tu kontaktów..
- Ja znam i miasto, i niektórych ludzi.
- Brakuje nam coca-coli i chipsów..
- Kraiten! To nie pora na żarty!
- A dlaczego nie? I tak się musimy zgodzić, żeby wyciągnąć Kremera. Pomożemy detektywowi na tyle, na ile będziemy umieć i zobaczymy, co z tego wyniknie. W każdym bądź razie wynosimy się z tej dziury i wracamy do hotelu. A pan, detektywie, zajmie się zwolnieniem Kremera.
- Po zakończeniu..
- Nie. Teraz. Zaufałem ci, przyprowadzając cię tutaj, Miles. Teraz twoja kolej na odrobinę zaufania. Kremer dość już nasiedział się w areszcie.
- .. No dobrze.
- W takim razie pakujemy graty i wracamy do luksusów, proszę towarzystwa -oznajmił Kraiten, sięgając po podróżną torbę.

 

 


- Witaj z powrotem, Maks.
- Ufff.. Jak to dobrze znów być wolnym człowiekiem. Dziękuję, Ted. Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. I nie tylko, co? - Kremer uśmiechnął się. - Właśnie, gdzie twoja bratanica i Kraiten?
- Czekają na nas w hotelu.
- Super. Dowiedziałem się także, iż przedłużono nasze wizy.. Mam zatem czas na sfinalizowanie kontraktu. Mam nadzieję, że i wy zostaniecie jeszcze kilka dni w Europie?
- Oczywiście. Kraiten także ma tu coś do załatwienia.. Obiecał coś pewnej osobie w zamian za twoje zwolnienie. Kristin natomiast zostanie z nami, na wszelki wypadek.. Jednego figla już nam to miasto spłatało.
- Hah.. Nie mam złudzeń, iż Kraiten pomógł mi tylko ze względu na ciebie.. ale mimo wszystko muszę mu podziękować. Ci idioci gotowi byli skazać mnie za morderstwo.. - Kremer pokręcił z niedowierzaniem głową. - Co za kraj.
- Sądzisz, że u nas, w podobnych okolicznościach, inaczej by cię potraktowano..?
- ..Raczej nie. No cóż, sprawiedliwość jest ślepa, czyż nie? Nigdy nie wie, czy wskazuje paluchem na właściwą osobę.
- Ha! Otóż i to. No nic, chodźmy stąd.. Na jakiś czas mam dość oglądania policyjnych mundurków.



 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__