|
|
25. Duchy przeszłości
- Musimy to załatwić szybko.. Zanim Pan B. uzna nas za wrogów i zacznie
za nami gonić.. Za dużo roboty będzie wtedy z szukaniem bezpiecznej kryjówki
i zabraknie nam czasu na szukanie go.
- Najlepiej by było, gdyby moi towarzysze polecieli już do stanów.
- Może.. Ale to odpada. Wrócicie wszyscy razem, żeby uniknąć problemów
związanych z niepełną grupą powracających i rozbicia waszej grupowej wizy.
- Hm.. Kim jest ten Pan B.? Domyślam się, że nie oczekujesz ode mnie,
iż znajdę nieznaną mi osobę w nieznanym mi mieście.. Raczej potrzebujesz
wsparcia.. I tak się zastanawiam, kim jest ten facet, że aż szukasz pomocy..?
Miles oderwał wzrok od przejeżdżających w dole samochodów i spojrzał na
Kraitena. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jego oczy, jak gdyby szukał
w nich czegoś dla siebie bardzo cennego.. Kraiten poczuł delikatny chłód
w okolicy skroni.. i uśmiechnął się kpiąco.
- Nie dam rady, prawda? - zapytał Miles.
- Nie.
- Szkoda.. Cholera, coraz bardziej zaczyna mnie ciekawić, kim jesteś.
Pokonałeś mnie w walce wręcz.. znasz mój rodzaj.. i opierasz się mojej
hipnozie. Jak ty to robisz?
- "Mój rodzaj".. Ciekawe określenie. Ciekawsze, niż "moja
rasa".
- Prawda? I dużo przyjemniejsze dla ucha. Ale nie o tym mówiłem. Masz
idealne predyspozycje do bycia łowcą.. I aż trudno mi uwierzyć, że nim
nie jesteś.
- Dlaczego? Ty byłbyś idealnym ochroniarzem, gońcem, szpiegiem, może i
biznesmenem.. Ale nie jesteś. Dlaczego ja miałbym być kimś tylko dlatego,
że mógłbym być?
- Hmm.. Interesujące pytanie.. I nie mam na nie odpowiedzi. Ale jak zatem
wyjaśnisz swoją wiedzę o moim rodzaju?
- Nie widzę powodu, dla którego miałbym cokolwiek wyjaśniać, detektywie.
Nie przejmuj się tak tym. Lepiej powiedz coś o tym Panu B.
- ..Ech. No dobrze.. Cóż.. Przypuszczam, że on także jest wampirem. Stąd
moja prośba o pomoc.
- ..No i się wyjaśniło. Chcesz się pozbyć konkurencji?
- Nie, do diabła! Chcę się go pozbyć, ponieważ nie mogę go aresztować.
A na nic lepszego nie zasłużył. Porwania, kradzieże, pobicia, zabójstwa,
narkotyki, pornografia dziecięca.. To sam początek listy jego działalności.
A ja niewiele mu mogę zrobić.
- Dlaczego?
- Z tego, co się dowiedziałem.. od znajomych.. Jest ode mnie dużo starszy,
dużo potężniejszy.. Nie miałem do kogo zwrócić się o pomoc, więc go nie
ruszałem.. Ale teraz..
- Wciąż możemy okazać się za słabi, by stawić mu czoła.
- To moja jedyna szansa. Za kilka dni odlecisz do Ameryki i znowu pozostanę
bez jakiegokolwiek pomysłu czy planu. Dlatego nie pozwolę wam odlecieć,
dopóki nie załatwimy tej sprawy.
- "Kłopot z grupową wizą"?
- Na przykład. Pomóż mi to szybko załatwić, zanim zainteresuje się nimi
ktoś, kto nie powinien tego zrobić.
- Wkrótce świt.. Lepiej już idź sobie, Miles.
- Zobaczymy się wieczorem.. I nie próbuj mnie wykiwać. To jest, jakby
nie było, moje miasto i mój teren. Potrafię cię znaleźć.
- Na dobry początek znajdź może lepiej Pana B., mądralo.
- Pracuje nad tym - Miles rozsunął drzwi balkonowe, przeszedł przez salon,
zabrał swój płaszcz i opuścił hotelowy pokój.
Kraiten zamknął za nim drzwi i wyłączył telewizor, uciszając tym samym
drącą się straszliwie wokalistkę jakiegoś młodzieżowego zespołu. Wokół
panowała kojąca cisza.. Towarzysze Kraitena odsypiali ostatnie trzy dni
niewygody, nikt nie kręcił się po korytarzach, a ich pokój znajdował się
na tyle wysoko, by jeżdżące po ulicach w dole samochody były niesłyszalne.
- Dopiero teraz wyszedł?
Kraiten drgnął, słysząc głos za swoimi plecami.
- O rety, już zaczęłam sądzić, że nigdy nie uda mi się ciebie zaskoczyć
- uśmiechnęła się Kristin. Kraiten skinął głową.
- A jednak ci się udało.. Chyba jestem faktycznie dość zmęczony.. - powiedział,
po czym sięgnął po swój śpiwór i zaczął zdejmować rzeczy z kanapy.
- Przestań.. Mamy trzy sypialnie, a ty chcesz spać na kanapie?
- Hm?
- No chodź.. Łóżka są na tyle duże, że nie będę ci przeszkadzać.
- Chrapiesz?
- Jak niedźwiedź - uśmiechnęła się łobuzersko Kristin.
- ..To może lepiej będę spał na balkonie.. - stwierdził Kraiten, ale odłożył
śpiwór i udał się do sypialni.
- Mmmm.. Pyszniutkie śniadanko.. W więzieniu
takich nie robili - zachwycił się Kremer, chłonąc zapach znajdującego
się na talerzu jedzenia.
- Kolejny powód, dla którego powinieneś na przyszłość omijać takie przybytki
- skomentował Darrce.
- ..Ewentualnie, jak już będę tam się wybierał, to razem z tobą, żebyś
mógł mi takie smakołyki przyrządzać - odparł Kremer z uśmiechem. Darrce
skinął głową, dziękując za komplement - faktycznie, całe śniadanie przyrządził
samemu.. Uwielbiał zabawę w kuchni.. Często gotował, gdy jeszcze żyła
jego żona.. ale jako szef korporacji rzadko miał na to czas.
- A gdzie Kraiten? - zapytał, zajmując miejsce przy stole.
- Jeszcze śpi.. Skończył rozmawiać z detektywem dopiero o świcie.
- Hm.. Obudź go może, bo ominie go śniadanie.. Później będzie mógł jeszcze
pospać, jak mu będzie mało.
- Dobrze - skinęła głową Kristin i chwilę później weszła do sypialni.
Uchyliła lekko żaluzje, wpuszczając do pokoju nieco światła, i przysiadła
na brzegu łóżka.
- Kraiten?
Nie odpowiadał. Śnił o czymś i raczej nie był to przyjemny sen - jego
mięśnie drgały, szczękę zacisnął mocno i raz po raz pomrukiwał nerwowo.
Kristin położyła dłoń na jego ramieniu.
- Kra..
W jednej chwili podłoga uciekła jej spod stóp, zawirował w górze sufit,
ona zaś poczuła się nieważka, lekka jak piórko, zawieszona gdzieś w przestrzeni..
by po chwili znaleźć się znów w sypialni, plecami na podłodze. Oburącz
chwyciła przedramię Kraitena, którego dłoń nie wiadomo kiedy zacisnęła
się na jej gardle. Dusząc się, uchwyciła przelotnie jego spojrzenie..
Zimne, dzikie, zamglone..
- Kraiten! Dusisz mnie! - z jej gardła wydobyło się bardziej charczenie
niż słowa, jednakże..
Palce Kraitena rozwarły się, uwalniając ją i Kristin skwapliwie skorzystała
z okazji do zaczerpnięcia powietrza. Kraiten rozejrzał się zdziwiony po
pokoju.. Spojrzał na nią.. na swoją rękę..
- Jezu! - cofnął się gwałtownie. - Przepraszam, nie wiedziałem, co się..
Nic ci nie jest?
- Nie.. Trochę podduszona, ale żywa.. Uff..
- Cholera.. Miałem głupi sen.. Wystraszyłaś mnie i.. Diabli by to wzięli,
mogłem cię zabić..
- Hej, spokojnie.. - Kristin położyła dłoń na jego policzku, spoglądając
w jego oczy, on jednak uciekł przed jej wzrokiem. - Kraiten.. Nic się
nie stało. Wystraszyłeś mnie trochę, ale nic poza tym..
- Mogło się stać. Gdybym mocniej zacisnął dłoń..
- Ale nie zrobiłeś tego! Przestań gdybać!
- ...
- Spójrz na mnie.. No już, popatrz na mnie.. Posłuchaj.. Parę lat temu
poznałam.. całkiem miłego faceta. Dobrze nam się rozmawiało, spędzaliśmy
razem coraz to więcej czasu.. I kiedyś pojechaliśmy na wczasy.. Do kurortu
na terenie dawnej Kanady. Akurat wtedy miałam imieniny.. i Karl - tak
się nazywał - chciał zrobić mi niespodziankę. Kupił z samego rana olbrzymi
bukiet kwiatów i wpadł z nimi do mojego pokoju, z hukiem otwierając drzwi.
A ja się wystraszyłam, nie wiedząc, co się dzieje i zanim pomyślałam,
złapałam pistolet.. Heh.. Żebyś widział jego minę, kiedy stojący obok
niego wazon rozprysł się na drobne kawałeczki..
- Biedaczysko.. I jak tutaj próbować dogodzić kobiecie?
- O nie, próbować trzeba i to najlepiej skutecznie, tylko nie wolno ich
straszyć!
- Mówisz?
- Pewnie! - Kristin uśmiechnęła się radośnie widząc, że Kraitena opuszcza
zły humor.
- A co z tym Karlem? Jak zareagował?
- Och.. Doszedł do wniosku, że kobieta-antyterrorysta nie jest jednak
dziewczyną jego marzeń i wrócił do domu pierwszym transportowcem. Więcej
już się nie odezwał..
- Heh. No to mnie pocieszyłaś. Ty też masz zamiar jak najszybciej uciec
do domu?
- Nie.. Ale następnym razem będę cię budzić kijem od szczotki.. albo rzucając
w ciebie ciężkimi przedmiotami z bezpiecznej odległości.
- Już widzę te artykuły w gazetach.. "Wciąż nie wiadomo, w jaki sposób
lodówka znalazła się na głowie śpiącego mężczyzny.."
- Na przykład - Kristin zmierzwiła mu włosy i ruszyła w stronę drzwi.
- Ubierz się i chodź na śniadanie.. A później, w ramach rekompensaty za
poranne atrakcje, pozwolę ci się zabrać na zakupy do centrum handlowego.
- O nie.. litości..
- Za godzinę wychodzimy - dodała Kristin, przesyłając mu buziaka, po czym
wyszła, zamykając za sobą drzwi.
- Na kiedy umówiłeś się z tym policjantem?
- Z Milesem? Na wieczór.. Także jeszcze trochę czasu mam.
- Dziwny typ.. Niby nam pomaga, a jednak.. Jest w nim coś takiego.. nieprzyjemnego..
- Nie bez powodu.. Uważaj na niego, Kris.. Na razie musi być miły, ale
z takimi jak on nigdy nie wiadomo. Bądź cholernie ostrożna, gdybyś nagle
została z nim sam na sam..
- .. Dobrze. Kraiten..?
- Tak?
- O czym śniłeś.. Rano, gdy cię obudziłam..?
Jego dobry nastrój prysł, jakby nigdy go nie było, coś na kształt smutku
pojawiło się na jego twarzy.. Odwrócił wzrok, spoglądając na kolorową
reklamę jakiegoś dezodorantu.
- Kraiten? Od rana jesteś jakiś nieswój.. Co się stało?
W kawiarni, w której siedzieli, kręciło się sporo osób, najczęściej całych
rodzin, które wybrały się na popołudniowe zakupy.. Dzieciaki przekrzykiwały
się, usiłując wymóc na dorosłych kupienie im najdroższego zestawu, do
którego dołączona była tandetna zabawka.. Kobiety chwaliły się zakupionymi
rzeczami, lub też ubolewały nad brakiem pieniędzy na inne.. a mężczyźni
znosili to wszystko spokojnie, potulnie płacąc za kolejne zachcianki swoich
rodzin, rozpromieniając się jedynie na widok swoich znajomych, z którymi
w miarę możliwości udawali się do pobliskiego baru, by podyskutować o
ostatniej walce ich ulubionego gladiatora bądź ilości celnych bramek faworyzowanego
piłkarza..
Kristin kopnęła lekko w kostkę Kraitena, ponownie skupiając jego uwagę
na sobie.
- No powiedz..
- Śniłem.. o dawnych, nienajlepszych czasach.. O moich przyjaciołach..
o mojej żonie.. i o tym, jak zginęli..
Przez dłuższą chwilę a twarzy Kristin malowało się kompletne zaskoczenie.
- Żona? Miałeś żonę..?
- Miałem.. Dziwisz się, jak ktoś mógł popaść w taką desperację, by mnie
poślubić..?
- Nie, nieprawda..
- Wtedy byłem zupełnie inny.. Dużo młodszy, dużo głupszy, ale też szczęśliwszy..
weselszy.. Słabo znałem życie.
Znów zapanowało milczenie. Kristin przetrawiała właśnie usłyszaną informację..
Kraiten zaś zagłębił się w swoich myślach.. czy też raczej wspomnieniach..
- Jak zginęła..? - zapytała w końcu Kristin. - Twoja żona - dodała, widząc
pytające spojrzenie Kraitena. Pokręcił przecząco głową, jakby próbując
dać do zrozumienia, że nie chce o tym mówić.. Pobudził jednak ciekawość
Kristin zbyt mocno.
- No powiedz..
Kraiten spojrzał na nią, jego twarz nagle stała się maską, nie wyrażającą
żadnych uczuć, oczy zalśniły lodowatym blaskiem.
- Zabiłem ją - odpowiedział, po czym wstał i wyszedł z kawiarni.
- Czekaj! No już, stój! - Kristin złapała
go za ramię i przycisnęła do ściany. - Nie uciekaj przede mną.. Powiedz
mi, co tam się stało..
- Po co ci to..? To już przeszłość.. W dodatku moja..
- Właśnie dlatego. Nie zauważyłeś, że stałeś się członkiem naszej rodziny?
Wcześniej tworzyliśmy ją ja, wuj, Dan, a także Maks.. Teraz dołączyłeś
do niej także i ty. Czy to takie dziwne, że chciałabym o tobie wiedzieć
więcej? Rzucasz czasem jakieś hasło.. nawiązujesz do swojej przeszłości..
wzbudzasz ciekawość i.. milkniesz, zamykasz się w sobie, wychodzisz na
miasto..
- Heh.. Rodzina? Prawie mnie nie znacie..
- A jednak ci ufamy. Ty także nie znasz nas za dobrze, a przecież narażałeś
się już dla nas..
- ..Nie rozumiem jednak, co ma do tego moja żona.
- Może i nic.. a może dużo..? Jestem ciekawa.. cholernie ciekawa, co takiego
się stało, iż mówisz, że to ty ją zabiłeś..?
- ..Jak "co się stało"..? Zastrzeliłem ją..
- Ale dlaczego..?
- Musiałem. Zrobili jej pranie mózgu.. Zupełnie jak i mi, kilka tygodni
później.. Jej.. i kilku innym osobom z naszego klanu.. Chcieliśmy wysadzić
ich przekaźnik radiowy.. Zniszczyć źródło zasilania.. Okazało się, że
by tego dokonać, musieliśmy najpierw stawić czoła naszej własnej rodzinie..
Moja żona pilnowała przekaźnika.. Rzuciła się na nas.. na mnie i mojego
przyjaciela, który niósł bombę..
- Więc nie miałeś wyboru..
- Wyboru? Heh. Oczywiście. Już to słyszałem, zresztą sam sobie też to
wiele razy powtarzałem. Nie miałem wyboru. Musiałem. Ona nie była już
sobą.. Sama gotowa była poświęcić swoje życie "dla sprawy"..
Dowiodła tego nie raz.. Gdybym się wtedy zawahał, zdradziłbym wszystko
to, w co wierzyła.. i o co walczył nasz klan.. Wiem to wszystko. Ale czy
to zmienia w jakiś sposób fakt, iż ją zabiłem?
- Musiałeś bardzo ją kochać..
- Wciąż ją kocham..
- Tak jak i ja kocham moich rodziców.. Mimo, że ich nie ma.. Ale wiesz
co..? Wierzę, że wszyscy nasi bliscy wiedzą o tym, że ich kochamy.. i
że o nich myślimy..
- Heh. Pewnie. Siedzą gdzieś popijając winko i czekają, aż do nich dołączymy.
- Nie ironizuj. Nie interesuje mnie, co na ten temat mówią różne religie
i poglądy, ale wierzę, że moim rodzicom sprawia radość to, że o nich pamiętam,
i że potrafię dalej żyć, bawić się, śmiać.. Wiesz, że twoja żona powiedziałaby
ci, że postąpiłeś właściwie, gdyby tylko mogła.
- ..Wiem?
- Powinieneś. Czy ty postąpiłbyś inaczej?
- ..Nie. Ale mimo, iż wiem, że ona ma już święty spokój.. że nie musiała
przeżyć upadku naszego klanu.. Ech. Są takie chwile, kiedy bardzo mi jej
brakuje.
- Wiem o tym.. Wiesz co..? Zaczynasz się robić bardziej.. ludzki - Kristin
uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek. - Chodź.. Kupię ci kubek gorącej
herbaty.. Zobaczysz, świat zaraz wyda ci się weselszy.
Otrzymała odpowiedź, na którą bardzo liczyła: przelotny uśmiech na twarzy
Kraitena.
|
|