26. Nocni Łowcy

 



- Uch.. Zieeeew... - detektyw Miles wstał ze swojego łóżka, przeciągając się i ziewając. Przebudził się trochę wcześniej, niż zwykle, ale chciał w pełni wykorzystać noc, by jak najszybciej zakończyć sprawę z kłopotliwym Panem B. Swoją drogą, mógł wymyślić sobie lepszy przydomek niż literkę z alfabetu..
Miles zerknął na tablicę kontrolną. Wszystkie czujniki pracowały prawidłowo, żaden z alarmów jego schronienia nie został naruszony. Przyzwyczaił się już do tej ostrożności, do uważania na promienie słońca, do spania w pokoju bez okien, pogrążonego w ciemności..
  Miles ziewnął raz jeszcze, sięgnął po swoje rzeczy i otworzył drzwi.
- No, wreszcie - usłyszał.
  Miles błyskawicznie rzucił rzeczy na ziemię i cofnął się z powrotem do swojego "bezpiecznego pokoju". Co, do cholery?! - pomyślał. Ktoś był w jego domu. Ale przecież to.. niemożliwe..
- Nie jesteś przypadkiem za stary na taką wstydliwość? Może byś wyszedł z tej nory, założył gacie na tyłek i zabralibyśmy się w końcu za robotę?
- .. Kraiten.
- .. A co, spodziewałeś się może Świętego Mikołaja?
- Niech cię szlag.. Mało zawału przez ciebie nie dostałem.
- Tak, pewnie. Wampir i zawał.. To by dopiero była historia.
- Co do cholery robisz w moim domu?! - Miles wolno wszedł do salonu i sięgnął po swoje ubranie.
- Czekam na ciebie. Żebyśmy mogli szybciej zabrać się za Pana B. A poza tym.. Chciałem ci pokazać, że ja także potrafię cię znaleźć.
- Zastanawiam się, czy nie popełniłem błędu, chcąc twojej pomocy.. Może trzeba było zapakować cię do samolotu i upewnić się, że odleciałeś..
- Może. Chcesz mnie odprowadzić na lotnisko?
- .. Nie. Trzymajmy się planu. I bądź łaskaw nie straszyć mnie więcej - Miles skończył się ubierać i spojrzał groźnie na siedzącego na parapecie okna Kraitena. - Mogłem cię uszkodzić, zanim bym się zorientował, że to ty, a nie jakiś łowca..
- No to mam cholernego farta, że nie zrobiłeś mi krzywdy, detektywie.
- Żebyś wiedział.
- Wiesz już, gdzie szukać tego Pana B.?
- Może.. Muszę zadzwonić w kilka miejsc. A może ty go już znalazłeś, tak samo jak udało ci się odszukać moją kryjówkę?
- Nie. Nie znam go, nigdy nie spotkałem.. Nie znajdę go w ten sposób.
Miles zmarszczył brwi i już miał o coś zapytać, jednakże się rozmyślił.
- No dobrze.. Rozgość się.. a ja zadzwonię do kilku znajomych - powiedział w końcu.
- Już się rozgościłem - Kraiten uniósł wypełniony winem kielich. - Całkiem niezła kolekcja win, detektywie.. Zapewne wiele warta.
- Zbieranie rzadkich roczników było przez pewien czas moją pasją.. Później jednak mi przeszło. A jeszcze później zostałem policjantem.
- Dużo osób w twojej komendzie wie, kim jesteś?
- Nie. Nie szukam rozgłosu.
- Zapewne twój szef.. Inaczej byłby ciekaw, dlaczego pracujesz tylko po zmroku.. Pewnie też jakiś lekarz, musisz mieć w końcu odpowiednio sfabrykowane papiery..
- Do czego zmierzasz?
- Tak sobie po prostu głośno myślę. Wiesz.. Ciekawość.
- Tu Miles - odpowiedział detektyw głosowi w słuchawce. - Masz coś dla mnie..? O, świetnie.. Gdzie? Dobrze, zaraz zajrzę. Dzięki wielkie - Miles odłożył słuchawkę. - Jeszcze chwilę - powiedział do Kraitena i siadł przy wyciągniętym z szafki laptopie.
- .. I? Jakiś punkt zaczepienia? - zapytał Kraiten po dłuższej chwili milczenia.
- Tak.. Chyba tak. Mam wiadomość z dwóch różnych źródeł.. o tej samej treści. Dotyczy miejsca pobytu zabójcy, którego już widziałeś na video.. gdy szukałeś dowodów niewinności Kremera.
- Myślisz, że ten najemnik będzie coś wiedział?
- O ile wiem, jest dosyć ostrożny.. Zapewne zrobił krótki wywiad przed przyjęciem zlecenia.. Jeśli dotrzemy przez niego do Handerssa.. to ten drugi z kasety.. to będziemy już bardzo blisko pana B.
- Cóż, to twoje podwórko, pewnie wiesz, co mówisz.. A jaką rolę mi wyznaczyłeś, dopóki jeszcze nie znasz miejsca pobytu swojego krewniaka?
- Taki on mój krewny jak i ty.. Nie mam z nim prawie nic wspólnego. A ty.. Ty będziesz moim wsparciem i ochroną. Pilnuj, żebym nie musiał ujawniać swojej wampirzej natury przy tych ludziach.. Chętnie ich zapuszkuje, ale zabijać ich wcale nie mam ochoty.
- Heh.. Wampir z pasją..
- Nabijaj się ile chcesz. Jestem dumny z bycia gliną i mam gdzieś twoją na ten temat opinię.
- Ależ.. Tylko z powodu twojego zamiłowania do tej roboty ci pomagam.. Dlatego, że pomogłeś mi i poprosiłeś mnie o pomoc jako policjant, a nie jako wampir.
- .. Więc dobrze wyczułem.. Nie lubisz wampirów, prawda?
- Raczej niespecjalnie za nimi przepadam. Ale staram się nie kierować wyłącznie uprzedzeniami. Sprawdziłem cię, okazałeś się oddanym sprawie policjantem.. Potrafię to uszanować i dlatego ci pomogę.
- .. To wyjaśnia, dlaczego nie zabiłeś mnie, gdy spałem i nie odleciałeś do stanów. Cóż.. To chyba i nawet lepiej, że nie muszę cię szantażować.. Nie lubię tego.
- Ani ja. Ale chyba już wystarczy tych pogaduszek.. Masz jakiś adres? Możemy już jechać?
- Możemy.
- No to chodź - zachęcił go Kraiten. I poszli.

 

 


- No proszę.. Milutki hotelik o wysokim standardzie.. Śniadania do łóżka, "tak proszę pana, oczywiście proszę pana".. Nasz zabójca ma klasę.
- Za forsę, jaką dostaje, może sobie na to pozwolić.. Wchodzimy?
- Pewnie.
  Prawie godzinę zabrało im dotarcie do właściwej części miasta, na parking znajdujący się przy niedużym, kilkupiętrowym hotelu dla nielubiących tłoku i zgiełku, zamożnych klientów. Księżyc nieśmiało przyglądał im się zza chmur, gdy wysiedli z należącego do Milesa samochodu, spokojnie przeszli przez jezdnię, uważając na sporadycznie przejeżdżające samochody i wolnym krokiem ruszyli w stronę głównego wejścia, przez prowadzący do niego brukowany chodnik, po obu stronach ograniczony płaskimi donicami z bujnie rosnącymi, czerwonymi i żółtymi kwiatami. Delikatny wiatr bawił się płaszczem Milesa, to unosząc go, to zwijając, to znów pozwalając mu opaść i otrzeć się o nogi właściciela. Kraiten wciągnął przez nos powietrze, wdychając głęboko niesiony lekkim podmuchem wiatru zapach pobliskich kwiatów.
- Przyjemne miejsce.. Nie tak sztuczne jak mój hotel.. Ale noce jednak piękniejsze są w Ameryce.. Czuć w powietrzu zapach roślinności, swoisty powiew natury w centrum dżungli ze szkła, metalu i plastiku.. U was niemalże czuć pył i gruz, z których odbudowywaliście miasto..
Miles spojrzał na niego chłodno.
- To przez wasze zabawy.. i wasze rakiety.. musieliśmy odbudowywać miasta i państwa. Byłem tutaj, gdy rozpoczęła się wojna, widziałem, w jak krótkim czasie potrafiliście wraz z Rosjanami zniszczyć dorobek wielu dziesięcioleci.. Bądź więc łaskaw nie wypominać miastu takich drobnostek.. Wiele przeszło.
- Hej.. Nie miałem na myśli nic złego. Nie było mnie w Ameryce, gdy rozpoczęła się wojna, zamieszkałem tam dopiero niedawno.. Dlatego wciąż fascynuje mnie otaczająca miasta dżungla, pełna stworzeń, które na dobrą sprawę nie mają prawa już istnieć.. Wiem, jak ciężko było Europie po wojnie.. Ale chyba nienajgorzej na tym wyszła?
- W jakim sensie?
- W końcu się zjednoczyła, stała się dużo potężniejsza, bardziej zaawansowana technologicznie.. Wreszcie stało się to faktycznie, a nie wyłącznie na papierze i w zapewnieniach polityków.
- ..Hm, no tak, to jest ta dobra strona.. Wojna niszczy, wojna buduje, najwyraźniej.. Gdzie byłeś, nim dotarłeś do Ameryki? W czasie wojny?
- Daleko na południu.
- Włochy? Afryka?
Kraiten uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Na południu. I tyle. Na które piętro idziemy?
  Znajdowali się już pod drzwiami wejściowymi hotelu. Fotokomórka zarejestrowała ich pojawianie się i szklane tafle rozsunęły się bezgłośnie, wpuszczając ich do środka.
- Witamy w "Oazie Spokoju" - powitał ich miły, żeński głos, wydobywający się z umieszczonych przy ścianie głośniczków - i życzymy miłego pobytu.
- Trzecie - odpowiedział Miles.
  W kilka chwil dotarli na właściwe piętro i wolno ruszyli korytarzem, przyglądając się numerom na drzwiach. Dyskretne oświetlenie tworzyło całkiem sympatyczny nastrój, który dodatkowo podtrzymywała cichutka muzyka wydobywająca się z wbudowanych w ściany mini-głośniczków. Czerwony dywanik na podłodze, brązowe ściany przyozdobione boazerią z imitującego drewno tworzywa..
- Jak na filmach.. - szepnął Kraiten. Miles spojrzał na niego zdziwiony, Kraiten jednak zbył jego nieme pytanie potrząśnięciem głowy.
  Miles ruchem głowy wskazał drzwi po lewej stronie korytarza. Pokój numer 302. TEN pokój. Nie zatrzymywali się. Już wcześniej założyli, iż najemnik tej klasy zapewne zainstalował przy drzwiach czujnik ruchu, by śledzić wędrujących korytarzem sąsiadów. Dopiero na miejscu okazało się, iż mają dodatkowo utrudnione zadanie - naprzeciwko pokoju 302 nie znajdowało się żadne inne pomieszczenie. Nie było pretekstu, by chociaż jeden z nich został w tym miejscu..
  Kraiten wzruszył ramionami, dając znak, by iść dalej. Kilkanaście kroków później szepnął:
- Idź i wyłącz kamerę na końcu korytarza.. a później wróć. Szybkim krokiem, nie biegnij.
  Miles skrzywił się, dając do zrozumienia, iż to ostatnie zdanie nie było wcale potrzebne, jednakże poszedł dalej, zostawiając Kraitena przy kolejnych drzwiach, i już po chwili stanął pod kończącą korytarz ścianą. Sięgnął ręką do góry i spryskał czarną, matową farbą obiektyw mini-kamery. Chowając spray ruszył żwawo z powrotem.. Idąc, zobaczył Kraitena trzymającego w dłoni jakieś małe urządzenie, podchodzącego właśnie do drzwi pokoju 302. Chwilę później kontrolka w umieszczonym przy pokoju czytniku zmieniła się na zieloną, sygnalizując odblokowanie elektronicznego zamka. Miles w biegu pokonał ostatnich kilka metrów i gdy Kraiten mocnym pchnięciem otworzył drzwi na oścież - wskoczył do środka.
  Rick Paviannini udowodnił, iż przynajmniej część pogłosek o nim krążących była prawdziwa - powitał Milesa z pistoletem w dłoni, oddając strzał, gdy tylko policjant wpadł do przedpokoju.
  Miles odbił się od ściany na chwilę przed tym, nim uderzył w nią drugi pocisk, chwycił dłoń częściowo schowanego za ścianą Pavianniniego i wykręcił ją gwałtownie. Zabójca krzyknął, prostując palce, zaopatrzony w tłumik pistolet wyśliznął się z jego dłoni, Miles zaś szarpnął mężczyznę ku sobie i jednym z prostszych przerzutów posłał go w kierunku ściany.
  Paviannini zdołał jakoś wygiąć swoje ciało, tak, że zamiast uderzyć w ścianę głową, impet zderzenia przyjął na ramię. Jęknął, gdy chrupnęła strzaskana kość, zaklął i odwrócił się błyskawicznie. W jego drugiej dłoni pojawił się ostry nóż.
  Kopnięcie Kraitena powaliło go na kolana i nim zorientował się, co tak właściwie się stało, został ogłuszony precyzyjnym uderzeniem w tył głowy. Bezwładne ciało niemal bezgłośnie opadło na miękki dywan.
- Cholera, faktycznie był dobry.. - Miles oparł się o ścianę, przyciskając dłoń do swojego boku.
- Pierwsza kula?
- Taa.. Nie przebiła kamizelki, ale jeszcze przez kilka minut będzie mnie wszystko boleć przy oddychaniu..
- Ciesz się, że nie przez kilka dni - skomentował Kraiten, zamykając drzwi. - Zwiąż go i usiądź gdzieś.. Ja się rozejrzę - dodał, ponownie wyciągając z kieszeni małe urządzonko. Przeszedł się po całym mieszkanku, składającym się z dwóch pokoi, przedpokoju, mini-kuchni i łazienki, obejrzał dokładnie okna i drzwi, po czym schował urządzenie z powrotem do kieszeni kurtki.
- Nie ma pluskw.. Jest detektor ruchu przy oknie i przy drzwiach.. Wykrył nas idących korytarzem i na wszelki wypadek sięgnął po pistolet.. zapewne.
- Jakim urządzeniem się posługujesz..? Wcześniej błyskawicznie otworzyło elektroniczny zamek, teraz wykryło czujniki.. Co jeszcze potrafi?
- Hm.. Jakby to wytłumaczyć.. To taki mały przybornik do tych najprostszych i najpotrzebniejszych rzeczy związanych z zabezpieczeniami elektronicznymi.. Opatentowany przez firmę Teda Darrcego i niedopuszczony do seryjnej produkcji.. Więcej niestety powiedzieć nie mogę.
  Miles skinął głową na znak zrozumienia, Kraiten zaś uśmiechnął się w duchu, zastanawiając się, jaką minę zrobiłby policjant na wieść o tym, iż Kraiten machał mu przed nosem zwykłym kalkulatorem..
- Dobra, trzeba by go ocucić i zadać kilka pytań..
  Miles ponownie skinął głową, wstał i umieścił Pavianniniego w fotelu, w którym przed chwilą sam siedział, sam zaś przykucnął naprzeciwko. Z kieszeni płaszcza wyciągnął ampułkę z solami trzeźwiącymi i złamał ją, a następnie podsunął pod nos skutego kajdankami zabójcy. Ten szarpnął się gwałtownie, cofając głowę, po czym nieprzytomnym spojrzeniem rozejrzał się po pokoju.
- Patrz na mnie - rozkazał Miles. Paviannini posłusznie wykonał polecenie. - Mam do ciebie kilka pytań.. Ty zaś bardzo chcesz na nie odpowiedzieć.. Szczerze, bez krętactw.. Tak, bym był zadowolony z twoich odpowiedzi.. Prawda?
- Tak, panie - odrzekł Paviannini.
- Grzeczny chłopiec - Miles uśmiechnął się. - Kto zabił Ernesta Boole, w łazience, podczas bankietu?
- Ja, panie.
- Dlaczego?
- Obiecał mi za to sporo pieniędzy.
- Kto?
- Jacob, panie.
- Był z tobą w łazience?
- Tak, panie.
- Dla kogo on pracuje?
- Dla Pana B. To on zlecił zabójstwo. Jacob tylko pośredniczył.
  Miles uśmiechnął się triumfująco do stojącego przy ścianie Kraitena.
- A wiesz może, gdzie znajdę Jacoba? - zapytał, ponownie kierując wzrok na Pavianniniego.
- W klubie "Magnolia", panie. Bywa tam co dwa - trzy dni. Spotyka się ze striptizerką i z szefem lokalu.
- Skąd o tym wiesz?
- Śledziłem go po tym, jak zaproponował mi robotę. Zawsze śledzę klientów. Lubię wiedzieć, gdzie ich szukać.
- Byłeś bardzo pomocny, dziękuję. A teraz.. zdrzemnij się.
- Tak, panie - głowa Pavianniniego opadła bezwładnie i chwilę później zabójca spał już głębokim snem.
- Naprawdę nieźle, detektywie. Masz talent - skomentował Kraiten.
- Wiem - odparł Miles uśmiechnięty. - Szkoda, że na ciebie to nie działa.
- Tak.. To musi być dla ciebie naprawdę przykre.
- Jest. No ale nic.. Zapuszkujemy go po cichu, żeby nie spłoszyć Handerssa.. Dowiem się, gdzie jest ten klub i złożymy naszemu pośrednikowi przyjacielską wizytę. A on zaprowadzi nas do Pana B.
- Hmm.. Jeśli został przez tamtego zdominowany, to twoja hipnoza może nie na wiele się przydać, prawda?
- ..Niestety. Ale jakoś muszą się kontaktować, muszą się też widywać od czasu do czasu, by podtrzymać więź dominacji.. Doprowadzi nas do Pana B., czy tego chce, czy nie.
- ..Nie trafił cię przypadkiem w głowę? Zaczynasz rymować..
- Zwykły przypadek, nic, co należałoby leczyć - uśmiechnął się Miles. - Idziemy?
- Tak - odpowiedział Kraiten i zrobił krok w stronę Pavianniniego.. Nagle zmienił zamiar i gwałtownie skoczył w kierunku właśnie otwierających się drzwi. Miles dostrzegł wbiegającą do przedpokoju osobę, ujrzał też błysk lufy olbrzymiego rewolweru i odskoczył jak oparzony, kryjąc się za stojącą pod ścianą szafką.
  Kraiten chwycił trzymającą rewolwer dłoń i uderzył w przegub ramienia niespodziewanego gościa, zginając jego rękę. Pchnął tamtego na ścianę i przydusił jego przedramię, przytykając lufę rewolweru pod gardło właściciela śmiercionośnej broni. Czy też właścicielki, jak właśnie stwierdził.
  Na oko około dwudziestoparoletnia dziewczyna zastygła w bezruchu, przyciśnięta przez Kraitena do ściany, usiłując złapać oddech po uderzeniu w splot słoneczny. Mimo wściekłego grymasu twarzy, była dość urodziwa, zwłaszcza z tymi dwoma blond kucykami po bokach głowy, nadającymi jej wygląd niemal nastolatki..
  Dziewczyna dostrzegła leżącego w fotelu Pavianniniego i załkała wściekle:
- Rick!!! Coście mu zrobili, skurwiele?! - szarpnęła się raz i drugi, na co Kraiten zareagował dociśnięciem jej dłoni trzymającej rewolwer, przez co jego lufa boleśniej wbiła się w podbródek dziewczyny, podduszając ją jednocześnie. - Rick..! - załkała raz jeszcze.
- Towarzyszka? - zapytał Kraiten podnoszącego się właśnie Milesa.
- Najwyraźniej.. Jednak nie było o niej żadnej wzmianki.. Albo dobrze ją ukrywał, albo to jakaś nowa znajomość.
- Coście mu zrobili, ścierwa?!!
- Trzeba by ją uciszyć, ściągnie nam na głowę ochronę..
  W tej samej chwili stało się jednocześnie kilka rzeczy. Jaskrawe światło szperacza zamontowanego w przelatującym nieopodal śmigłowcu przedostało się przez na wpół zasłonięte okna i oślepiło Kraitena. Cofnął się o pół kroku, uciekając przed drażniącym oczy blaskiem. Miles dźwignął bezwładne ciało Pavianniniego z fotela, chwycił go jednak niezbyt dobrze i nieprzytomny zabójca wyśliznął mu się, upadając na podłogę. Widząc to i poczuwszy równocześnie, jak nacisk trzymającego ją przy ścianie mężczyzny lekko słabnie, dziewczyna szarpnęła się dziko. Kraiten wyczuł szarpnięcie i pchnął dziewczynę z powrotem na ścianę.
  Huk wystrzału zaskoczył ich wszystkich.
- Co do..?!! - Kraiten odskoczył gwałtownie. Miles, nie mniej zdziwiony, drgnął mimowolnie, po czym zastygł w bezruchu.
- O kurwa.. - stwierdził.
  Dziewczyna musiała przypadkowo nacisnąć spust swojego rewolweru. Pocisk kalibru blisko dwunastu milimetrów rozerwał jej głowę, pokrywając znajdującą się za nią ścianę istną mozaiką resztek kości, mózgu i krwi. Całość wyglądała tak, jakby ktoś rozgniótł przed chwilą na ścianie gigantycznych rozmiarów komarzycę, świeżo opitą kwią..
  Kraiten puścił bezgłowe ciało, pozwalając mu z głuchym hukiem opaść na jasny - do nie tak dawna - dywan.
- Ale bałagan.. - Kraiten jeszcze przez moment wpatrywał się w groteskową plamę, po czym spojrzał w stronę Milesa. - Bierz tego gościa i idziemy. ..Słyszysz? Kuźwa.
  Miles niczym zahipnotyzowany nie spuszczał wzroku z zakrwawionej ściany, czubkiem języka zwilżając swoje wargi.. spod których wysuwać się zaczęły coraz to większe, ostre kły..
- Idealny moment.. - warknął Kraiten karcącym głosem, szybkim krokiem podszedł do policjanta i ich więźnia, zarzucił sobie Pavianniniego na ramię i zaczepił klamrę wciągarki do biegnącej pod oknem rurki. Gdy tylko zobaczył w sklepie te mini-wciągarki imitujące paski do spodni, od razu wiedział, że takie urządzenie wcześniej czy później się przyda. Wyszło na to, że jednak wcześniej.
- No już, chodź - ponaglił Milesa, ten jednak nadal nie zwracał na niego uwagi. Kraiten otworzył okno. Mógłby w sumie wyrzucić przez nie wampira i zabrać go później.. Ale targanie ze sobą jednego nieprzytomnego i jednego połamanego mogłoby okazać się nader uciążliwą czynnością.. Ustawił więc wyciągarkę na szybkie opuszczanie, złapał Milesa w pasie, szarpnął i.. wyskoczył z obydwoma mężczyznami przez okno.
  Wyciągarka oczywiście nie poradziła sobie z takim ciężarem.. jednakże spowolniła nieco ich spadanie, a na wysokości jakiś trzech metrów nad ziemią szarpnęła nimi, niemalże całkowicie wyhamowując, nim któraś z części pękła i cała trójka uderzyła o chodnik poniżej.
- Auuu.. - jęknął Kraiten, zastanawiając się, dlaczego akurat on musiał wylądować na samym dole.. Zrzucił z siebie Milesa, wstał, ponownie podniósł Pavianniniego i przywrócił do życia policjanta wymierzając mu bolesnego kopniaka w piszczel.
- Idziesz? - zapytał. Z góry dobiegły ich czyjeś krzyki - odnaleziono zwłoki i niecodziennie pomalowaną ścianę.. Miles przez chwilę jeszcze wzrok miał zamglony, jednak nagle otrząsnął się z dziwnego transu i rozejrzawszy się dookoła wstał i pobiegł w stronę samochodu.
  Nie niepokojeni przez nikogo dotarli do auta w niecałe pół minuty. Paviannini wylądował w bagażniku, Miles siadł za kierownicą i wkrótce byli już daleko od hotelu i właśnie zmierzających tam zapewne policyjnych patroli.
- No i już.. Wydostaliśmy się - skomentował Kraiten, siadając wygodniej i włączając radio. - Możesz zwolnić.
- Uhm.. - Miles przytaknął, spoglądając w lusterko. - Cholera.. Przepraszam. Za to tam na górze. Pieprzona wampirza natura..
- O, pamiętasz, co się stało? - zdziwił się Kraiten.
- Ta dziewczyna.. Jej głowa eksplodowała.. Całą resztę widzę jak przez mgłę.. Krwiście czerwoną mgłę.. Już dawno mnie tak nie opanowało Czerwone Pragnienie..
- Nie było tak źle, skoro pamiętasz.. A właśnie. Tak z ciekawości. Często się żywisz?
- ..To tak jakby nie twoja sprawa, wiesz..? Ale co tam. Akurat z tego jestem dumny. Tak, dosyć często, ale nie wypijam ludzi.. Znajoma załatwia mi woreczki z krwią.. z banku krwi.. Taką najbardziej pospolitą, najłatwiej dostępną krew. Wystarcza, by żyć i nie musieć polować.
- Godne pochwały.. Hm, no dobrze, na dzisiaj wystarczy.. Wysadź mnie pod hotelem.. Znajdź ten klub i ewentualnie poproś kogoś o obserwację, żebyśmy tam nie musieli tkwić dzień i noc..
- W dzień było by mi raczej trudno - uśmiechnął się Miles.
- Nie tyle trudno, co pewnie dosyć niewygodnie, nie mówiąc już, że nieprzyjemnie - odpowiedział mu Kraiten. - Okej, to tutaj.. Daj mi znać, co i jak.
- Raz jeszcze dziękuję.. Cóż, dobrej nocy zatem i miłego dnia.. Aha.. Kraiten?
- Tak?
- Ta dziewczyna.. To nie twoja wina. Przypadek.. Sama nacisnęła spust.
- He he.. Oj, Miles.. Bez przesady. Umówisz mnie z psychologiem?
- Nie.. To tylko tak, na wypadek, gdybyś..
- Nie czuję się winny. Jej broń, jej palec, jej głowa. Jak się bawi takimi zabawkami, to trzeba uważać.. Na razie, Miles - pożegnał go Kraiten i odszedł. Swoją drogą, ciekawe, czy Miles próbowałby go pocieszać, gdyby to nie dziewczyna, a jakiś facet odstrzelił sobie głowę..? - pomyślał Kraiten, idąc. Pewnie nie.. Heh, razem z równouprawnieniem kobiety wywalczyły sobie także i prawo do strzelania sobie w głowy, więc cóż zrobić..
  Księżyc schował się za chmury.




 

 
Poprzednia stronaNastępna strona__