29. Pan B.

 



- I jak to wygląda?
- Jak grobowiec.. Okna zabite deskami, stare, obdrapane ściany, dookoła tylko cisza.. Żadnych zwierząt, żadnych ludzi.. Gdyby nie tych kilku dobrze zakamuflowanych wartowników.. i Handerss, który zniknął wraz z samochodem we wnętrzu tego molocha, pomyślałbym, że można tu spotkać co najwyżej ducha..
- Też sądzisz, że dobrze trafiliśmy?
- Jestem tego pewien. Nie mam tylko pojęcia, co zastaniemy w środku.. No nic, idziemy?
- Najwyższy czas. Musimy wydostać się stąd co najmniej na godzinę przed świtem.
- Załatwiłeś sprzęt, o który prosiłem?
- Tak.. Jest w bagażniku. I stwierdzam, że nie tylko dużo wiesz o wampirach, masz także niezłe rozeznanie w sposobach ich unicestwiania..
- .. Chodź.
  Kraiten zsunął się po drabince z dachu starego magazynu, z którego obserwowali wraz z Milesem budynek, w którym - jak obaj sądzili - kryjówkę swoją miał poszukiwany przez nich Pan B. Dotarli do tego miejsca śledząc powracającego z klubu Handerssa, co okazało się zadanie wcale niełatwym, gdyż sługa Pana B. kluczył bocznymi uliczkami i krążył wielokrotnie, usiłując pozbyć się, tudzież wykryć śledzące go ewentualnie osoby.. Jednakże Miles okazał się być cholernie dobrym kierowcą, znającym dogłębnie techniki śledzenia podejrzanego i nie wzbudziwszy podejrzeń dotarł za Handerssem aż do leżącego niedaleko doków, starego kompleksu przemysłowego.
- A tak w ogóle, to co to za ruina?
- Dawna masarnia.. Zamknięto ją kilka lat temu, i przeniesiono biznes na przedmieścia.. A ten rejon opustoszał. Spółka, która wykupiła te tereny, nie miała już ochoty w nie inwestować i tak to leży.. Dwa lata temu ścigałem seryjnego mordercę.. który kryjówkę urządził sobie właśnie w jednym z tych magazynów.. Chora sprawa.
- Wierzę. Cóż, więc nasz Pan B. urządził sobie gniazdko w rzeźni? Milutko.
Miles otworzył bagażnik swojego samochodu.
- Proszę.. Jest chyba wszystko, co zamawiałeś. Śrutówka, pistolety, amunicja zapalająca, granaty dymne i zapalające, paski zaciskowe, kamizelka kuloodporna.. Możemy iść na wojnę.
- Heh.. Mam nadzieję, że większość z tego nie będzie potrzebna.. Ale, nigdy nie wiadomo.. - Kraiten uniósł masywny pistolet, wsunął magazynek i załadował pocisk do komory. - Do roboty, detektywie.

 

 


  Wchodzenie do kryjówki nietuzinkowego przestępcy przez drzwi nie było może ulubioną strategią ani Kraitena, ani też Milesa, jednakże nie było szansy dostać się do budynku przez zabite deskami okna bez narobienia sporego hałasu.. lub stracenia sporej ilości cennego czasu..
  Drzwi zostały sforsowane bardzo szybko, korytarz za nimi okazał się być pusty, jednakże już chwilę później skradająca się dwójka napotkała pierwsze elektroniczne zabezpieczenia. Ominęli co najmniej kilka z nich, gdy natknęli się na pierwszego strażnika. Mężczyzna z pistoletem maszynowym przeszedł obok pokoju, w którym się skryli, i pomaszerował w górę, po schodach.
- Idziemy za nim? - zapytał cicho Miles.
- Nie.. Ani w korytarzu, którym przyszedł, ani na schodach nie ma żadnych czujników.. Za to przy zejściu do piwnicy jest ich więcej niż dotychczas minęliśmy.. i są dużo lepiej zamaskowane. Tam więc pójdziemy.
- .. Skąd wiesz, że tam są?
  W odpowiedzi Kraiten poklepał się po kieszeni spodni.
- Ach.. Te twoje sprytne urządzonko. Będę musiał też sobie coś podobnego załatwić.
  Zejście do piwnicy faktycznie okazało się być porządnie zabezpieczone, większość czujników jednak można było ominąć, idąc tuż przy lewej ścianie i trzymając nisko głowę.. Wkrótce za to napotkali drzwi, do których podłączono czujnik, wysyłający sygnał ilekroć ktoś je otwierał.. Sprytnie zamaskowany, z obwodem zabezpieczającym przed przecięciem czy zerwaniem.. Kraiten zmuszony był poświęcić mu ponad minutę, nim mogli wejść do środka.
  Korytarz doprowadził ich do dużego pomieszczenia, pełnego metalowych części, starych, porytych rdzą urządzeń i całej sterty kartonowych pudeł różnej wielkości.
  Symbiot poinformował Kraitena o kamerze, znajdującej się w schowku w jednej ze ścian i Kraiten zatrzymał Milesa w pół kroku, by ten nie wszedł w pole "widzenia" obiektywu.
- Gdzie teraz? - zapytał Miles, rozglądając się. Dostrzegł drzwi.. a chwilę później - następne.
- Hm.. Może.. - Kraiten nie dokończył. Przez moment miał wrażenie czyjejś obecności, niedaleko.. Ale zniknęło jeszcze szybciej, niż się pojawiło.. Coś jednak było nie tak.. Symbiot przestawił się z pasywnego na aktywne skanowanie.. i wtedy ich wykrył.
  Było ich co najmniej kilkunastu, pochowanych po całym pomieszczeniu, za maszynami, pod kartonami, w ciemnych zakamarkach.. Bardziej martwi, niż żywi. Ich serca biły słabo, powoli, umysły skrywała mgiełka ogłupienia.. Ledwo wyczuwalne pulsowanie serca, nikłe fale mózgowe, brak ruchu - nic dziwnego, że symbiot nie wyczuł ich zaraz po wejściu do pomieszczenia.
  Kraiten zdał sobie sprawę, iż weszli prosto do misternie przygotowanej pułapki. Systemy alarmowe miały ich zwabić, powstrzymać przypadkowych złodziejaszków, ale tych znających swój fach zaprowadzić wprost do tego pomieszczenia, w którym w ciszy i bezruchu oczekiwały na swój łup ghoule - na wpół martwi słudzy wampira.
  Twarz Milesa nagle stężała, wyostrzyły się rysy, lekko powiększyły nozdrza.. Jego wampirza natura musiała także wykryć otaczających ich osobników..
  Kraiten wyczuł ruch. Szykowali się do ataku.
  W mgnieniu oka zdjął z ramienia strzelbę i upuścił ją sobie na stopę, butem wyciszając jej upadek, po czym lekko pchnął ją w stronę drzwi.
- Cholera! - zaklął głośno, wychodząc przed Milesa, wprost przed obiektyw kamery. - Mówiłem ci, że tu nic nie będzie! Rupiecie jakieś, kuźwa, złom! - kopnął stojącą obok maszynę dla podkreślenia swych słow. Miles spojrzał na niego zdziwiony. - Miała być elektronika, układy scalone, kradzione radia.. A jest gówno! No i gdzie te łupy, co, koleś?! Kuźwa! Ostatni raz się z tobą gdziekolwiek włamuję!
  Zadziałało. Ghoule cofnęły się i ponownie zastygły w bezruchu. Obserwujący ich zapewne przez kamerę wampir stwierdził, iż szkoda tak precyzyjnej zasadzki na parę utalentowanych włamywaczy..
  Miles także wyczuł uspokojenie się ghouli i zrozumiawszy grę Kraitena, przyłączył się:
- To nie moja wina, do diabła! Rudy mówił, że tutaj składują skradziony sprzęt! A, do diabła.. Dobra, przepraszam. Mój błąd. Wynośmy się stąd, zanim ktoś nas przyłapie.
- .. Ech. Okej - Kraiten ruszył w stronę drzwi. Miles, dla lepszego efektu, także wściekle kopnął w jedną z pobliskich maszyn, klnąc okrutnie. Odwrócił się i wtedy jego twarz znalazła się w polu obserwacji kamery. Kraiten był już prawie przy drzwiach.. gdy nagle rozpętało się piekło.

 

 


  Zgrzyt metalu był jedynym ostrzeżeniem, jakie otrzymali. Z wściekłym warczeniem spomiędzy sterty rupieci i śmieci wyskoczyły nagle chude, szare postaci, i w mgnieniu oka dopadły wychodzących z pomieszczenia mężczyzn. Atak zbił Kraitena z nóg, zrzucił jednak z siebie napastnika, złamał szczękę następnemu i zerwał się na nogi.. a właściwie próbował, gdyż w tym właśnie momencie runęła na niego jakaś zardzewiała kupa żelastwa. Uskoczył, kopnął w piszczel nadbiegającego ghoula, złapał go za głowę, nim ten uderzył o ziemię, i skręcił mu kark. Jednak na jego miejsce zaraz pojawiło się kilku innych, przygnietli Kraitena własnymi ciałami do ziemi i wtedy ktoś zrzucił na nich kolejną część maszynerii. Unieruchomiony, nie miał szans na uniknięcie uderzenia - coś twardego trafiło Kraitena w głowę i stracił przytomność..
  Miles, wzięty z zaskoczenia, powalony został na ziemię, jednakże udało mu się zrzucić z siebie napastnika i wstać. Oczy detektywa zwęziły się, rozbłysły zielonym blaskiem, palce wydłużyły się w zaś szpony.. Wszystko to trwało tylko chwilę, tak więc następnego napastnika powitał Miles rozrywając mu gardło i ciskając ghoulem w stronę jego nadbiegających "towarzyszy". Coś dużego uderzyło o ziemię i Miles zerknął w stronę Kraitena. Zdążył zobaczyć tylko, jak skręca kark jednemu z ghouli, jednak już chwilę później sam znalazł się w nielichych opałach.
  Miles zdołał dobyć pistolet, nim powalono go na ziemię i wpakował niemal pół magazynka pocisków w przygniatające go do ziemi osoby, jednak ostre pazury rozorały mu ciało, coś ostrego wbiło się w jego bok, a czyjeś zęby wgryzły w jego nogę.. Szarpnął się jeszcze kilka razy, jednak zadawano mu coraz to więcej i więcej ciosów i w końcu przestał czuć cokolwiek.. a ciemność zakryła mu świat.

 

 


- Miles! Miles, obudź się!
- ...
- No już.. budź się, detektywie..!
- Eee....?
- Tak, oczywiście. Nie rozczulaj się nad sobą, tylko się obudź.
- O jezu.. Całe ciało mam zdrętwiałe.. Gdzie.. gdzie jesteśmy?
- Dalej w piwnicy.. Ghoule przywlekły nas tutaj i przykuły do ściany, gdy byliśmy nieprzytomni.
- A.. Piwnica, zasadzka.. Już pamiętam.. Długo byłem nieprzytomny?
- Trochę ponad pół godziny.. Ja też dopiero co doszedłem do siebie.. Niezłego łupnia nam dali..
- .. I nawet sobie nie postrzelałeś..
- Tiaaa.. Jeszcze kiedyś nadrobię. Chociaż wolałbym strzelać do kogoś, na kim robi to wrażenie, a nie do takich fanatycznych, na wpół martwych sługusów, których największym marzeniem jest umrzeć dla swojego pana. Ech..
- Co robimy? - Miles szarpnął ręką raz i drugi.. Łańcuch, którym ich kajdany przytwierdzone były do ściany, okazał się jednak cholernie mocny.. Zadźwięczał tylko głucho, ani myśląc się urwać. Znajdowali się w niedużym pomieszczeniu przypominającym średniowieczną celę.. Metalowe drzwi.. żelazne kajdany.. czyjaś czaszka leżąca pod ścianą.
- O fuj..
- Tak.. przyjemnie tutaj, nieprawdaż? - Kraiten rozglądał się uważnie, usiłując wykombinować jakiś rozsądny plan wyrwania się z ich obecnej sytuacji, gdy nagle uspokoił się i wbił wzrok w jedyne drzwi ich więzienia. - Idą goście - stwierdził.
  Faktycznie, chwilę później z denerwującym zgrzytem otworzono drzwi i do celi wszedł ghoul z pistoletem maszynowym, za nim zaś wkroczył wysoki mężczyzna w nienagannym garniturze, okryty długim, szarym płaszczem, opierający się na zakończonej złotą głowicą, krótkiej lasce.. Zaczesane do tyłu włosy, krótko przystrzyżony wąsik.. Przykład klasy i elegancji.
  Z wyższością spojrzał na swoich więźniów, a gdy jego wzrok spoczął na wykrzywioną przez wściekłość twarz Milesa, uśmiechnął się triumfująco.
- To jednak ty.. Po tylu latach.. Dlaczego nie mogłeś po prostu zdechnąć? - wysyczał przez zaciśnięte zęby Miles.
- Ja też się cieszę, że cię widzę, mój synu.. Dawno się nie widzieliśmy.. Co słychać? Jak żona i dzieci? Zdrowe?
Miles skoczył mu do gardła z wściekłym pomrukiem, łańcuchy jednak zatrzymały go w pół drogi, zaczął się więc szarpać wściekle, jakby jego gniew był w stanie zmusić kajdany do otworzenia się, do ustąpienia pod wpływem jego furii..
- Och, daj spokój - uśmiechnął się elegancki mężczyzna i jednym uderzeniem laski rzucił Milesa na ścianę. Chrupnęło złamane żebro i detektyw z cichym jęknięciem padł na ziemię, spazmatycznie łapiąc powietrze.
  Mężczyzna przeniósł spojrzenie z Milesa na Kraitena.
- My się chyba jeszcze nie znamy.. Charles Borderau, właściciel między innymi tego budynku i ojciec twojego towarzysza..
- Na ulicy znany jako Pan B., przestępca, morderca, a w dodatku wampirza pijawka.. Jednak trochę się znamy, jak widzisz.
- Taak.. - Borderau przygładził wąsa, a towarzyszący mu ghoul podszedł do Kraitena i wyrżnął go potężnie kolbą trzymanej w rękach broni w żołądek. Kraiten skulił się nieco, zakasłał, odchrząknął i spojrzał wyzywająco w oczy wampira.
- Nie lubię, gdy gorsi ode mnie zwracają się do mnie takim tonem - poinformował go Borderau. - O ile się nie mylę, jesteś jednym z tych Amerykanów z hotelu Astoria Dox.. Doprawdy, ciekawym, jakim cudem udało się wam wydostać z aresztu waszego kompana.. Takim udanym był kozłem ofiarnym.. Wiecie, to naprawdę zabawne.. Dowiaduje się, iż do miasta przybył znany łowca wampirów.. Śledząc jego ludzi, znajduję grupkę Amerykanów, których wcześniej udało mi się użyć do własnych celów.. Przygotowałem taką śliczną pułapkę na pułkownika Krissbe.. i wpadł w nią Amerykanin.. oraz mój własny syn, którego nie widziałem od wielu, wielu lat.. i któremu nie miałem jeszcze okazji podziękować za to, iż w podzięce za dar nieśmiertelności zdradził mnie i usiłował zabić.. Cóż za niezwykle interesujący i pełen niespodzianek tydzień..
- ..Wtedy mi się nie udało.. ale w końcu zabiję cię, sukinsynu.. Trzeba było zdechnąć wtedy.. Oszczędziłbyś sobie kłopotów.. - głos Milesa, przypominający swym brzmieniem odgłos zgrzytania szkłem o metal, przesycony był nienawiścią.. Uśmiech Borderau zgasł. Wziął z rąk swojego sługi pistolet maszynowy i przestrzelił Milesowi kolano.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać, niewdzięczniku?! Za kogo ty się uważasz, głupi gnojku?! - kolejna kula trafiła detektywa w udo. - Wrócimy jeszcze do tego.. I do twojego przyjaciela.. Chyba nie masz ich wielu, co? Tym przyjemniej będzie ci popatrzyć, jak wypijam jego krew.. Kto wie..? Może nawet dam ci jej spróbować? Jak za starych, dobrych czasów, co, Kent? - wampir zaśmiał się do swoich wspomnień.
  Miles załkał bezsilnie..
- Zabiję cię, Borderau.. Przysięgam..
- Tak, oczywiście. A co do ciebie, Amerykańcu.. Wkrótce spotkasz się ze swoimi znajomymi.
  Kraiten pytająco uniósł brwi.
- Ta laseczka, która przyleciała z wami.. Mmm.. Dawno już nie zabawiałem się z taką kotką.. Myślę, że będzie to w sam raz przysmak do celebrowania mojego ponownego spotkania się z synem.. No, to na razie.. Nie odchodźcie nigdzie, cała zabawa dopiero przed nami - Borderau roześmiał się rubasznie, po czym on i jego ghoul opuścili celę. Metalowe drzwi zatrzasnęły się z hukiem, zgrzytnął przekręcany w zamku klucz.. I nagle zrobiło się nienaturalnie cicho.
- Cholera.. Nie tak to miało wyglądać.. Miles, wstawaj.. Musimy odkręcić sytuację, zanim będzie za późno.
- Łatwo ci.. mówić.. Nie mogę ruszać.. nogą.. wszystko mnie.. boli.. no i jesteśmy, jakbyś nie zauważył, przykuci pierdolonymi łańcuchami do tej jebanej ściany!!!
- Bardzo poetycko to określiłeś.. Ale widzisz, detektywie.. Te kajdany na szczęście nie są zamykane śrubami.. a kluczem. A skoro coś ma zamek.. to można to otworzyć.. Widzisz? - krępujące ręce Kraitena kajdany brzęknęły o ziemię. Miles spojrzał z niedowierzaniem.
- Ale.. jak..?!
- Czysta magia. Z policyjnymi kajdankami też tak potrafię. No dobrze.. Teraz ważne pytanie, skup się, nim odpowiesz.. Dasz radę iść o własnych siłach?
- ..Obawiam się, że nie.
- Ech.. Tak myślałem. No nic.. Poradzimy sobie.
  Kraiten pomajstrował chwilę przy kajdanach Milesa i wkrótce także i detektyw pozbył się krępujących go łańcuchów.
- Jak ty to robisz? Bez wytrychów, bez narzędzi..
- Cyrkowe sztuczki.. Więc Pan B. okazał się być twoim znajomym.. Jednak.
- Tak.. To on przemienił mnie w wampira.. I zamordował moją rodzinę.
  Kraiten odsunął się od znajdujących się w ich celi drzwi.
- Rozumiem.. No cóż, detektywie. Gotowy? Teraz dopiero zrobi się ciekawie.. - uśmiechnął się drapieżnie.. i lekkim szarpnięciem otworzył drzwi na oścież.
  Wartowników było dwóch. Zginęli, nim zdążyli zrozumieć, co tak właściwie się stało..



 
Poprzednia stronaNastępna strona__